<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380</id><updated>2012-02-16T12:01:51.651+01:00</updated><category term='Tańcz tańcz tańcz'/><category term='Paolo Bacigalupi'/><category term='Babel-17'/><category term='Kod nieśmiertelności'/><category term='Celia S. Friedman'/><category term='Dean deBlois'/><category term='Fritz Leiber'/><category term='Człowiek do przeróbki'/><category term='Wpuść mnie'/><category term='Miasto i Miasto'/><category term='Nadejście nocy'/><category term='Jonathan Liebsman'/><category term='Scott Stewart'/><category term='Alfred Bester'/><category term='Greg Strause'/><category term='Stanie się czas'/><category term='Piaski czasu'/><category term='Catherynne M. Valente'/><category term='Ralph Etter'/><category term='Zwiazek żydowskich policjantów'/><category term='horror'/><category term='Avatar'/><category term='Ivan Engler'/><category term='Shrek Forever'/><category term='Droga'/><category term='Moon'/><category term='William Gibson'/><category term='Paul W. S. Anderson'/><category term='fantasy'/><category term='Nowa Fantastyka'/><category term='Gareth Evans'/><category term='Albert Hughes'/><category term='Bitwa o Los Angeles'/><category term='klasyka'/><category term='Dominic Sena'/><category term='Korona cieni'/><category term='Haruki Murakami'/><category term='Poul Anderson'/><category term='Colin Strause'/><category term='science fiction'/><category term='China Mieville'/><category term='Monsters'/><category term='James Cameron'/><category term='Legion'/><category term='Skyline'/><category term='John Ajvide Lindqvist'/><category term='Duncan Jones'/><category term='Michał Protasiuk'/><category term='recenzja'/><category term='Po zmierzchu'/><category term='Mike Mitchell'/><category term='Nakręcana dziewczyna'/><category term='Książę Persji'/><category term='Resident Evil: Afterlife'/><category term='Świt czarnego słońca'/><category term='The Big Time'/><category term='Bruce Sterling'/><category term='Parnassus'/><category term='Palimpsest'/><category term='Jak wytresować smoka'/><category term='Księga Ocalenia'/><category term='Samuel R. Delany'/><category term='Ludzka przystań'/><category term='Mike Newell'/><category term='Punkt Omega'/><category term='Bramy Domu Umarłych'/><category term='Michael Chabon'/><category term='Ogrody Księżyca'/><category term='Percy Jackson'/><category term='czasopisma'/><category term='Przygoda z owcą'/><category term='Powroty zmarłych'/><category term='Cormack McCarthy'/><category term='Dworzec Perdido'/><category term='Terry Gilliam'/><category term='Steven Erikson'/><category term='steampunk'/><category term='książki'/><category term='film'/><category term='Chris Columbus'/><category term='Maszyna różnicowa'/><category term='Chris Sanders'/><category term='Ładunek'/><category term='Polowanie na czarownice'/><title type='text'>Przede wszystkim fantastyka</title><subtitle type='html'>O wszystkim co fantastyczne</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>52</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-4892953673073325352</id><published>2011-06-28T14:53:00.002+02:00</published><updated>2011-07-08T19:57:54.146+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kod nieśmiertelności'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Duncan Jones'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Kod nieśmiertelności</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Powtórzenie sukcesu debiutanckiego dzieła to niezwykle trudne zadanie dla każdego artysty. Upojenie licznymi pochwałami utrudnia obiektywną ocenę kolejnego utworu. Mało kto jest też w stanie sprostać oczekiwaniom i presji odbiorców. Większość utalentowanych twórców z czasem radzi sobie z kryzysem i w kolejnych próbach odzyskuje formę. Tego życzę Duncanowi Jonesowi, reżyserowi genialnego &lt;i&gt;&lt;a href="http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/09/po-ciemnej-stronie.html"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: white;"&gt;Moon&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;, który &lt;i&gt;Kodem nieśmiertelności&lt;/i&gt;, nie da się ukryć, zaliczył wpadkę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-StGQhOKk0XA/TgnOhfC66EI/AAAAAAAAAIg/SxNIHRzGgSY/s1600/kodniesmiertelnosci.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-StGQhOKk0XA/TgnOhfC66EI/AAAAAAAAAIg/SxNIHRzGgSY/s1600/kodniesmiertelnosci.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Nie jest to może film tragicznie zły, którego w ogóle nie da się oglądać, ale też mój negatywny odbiór wcale nie wynika z nadmiernych oczekiwań. Zacznijmy od tego, że w &lt;i&gt;Kodzie nieśmiertelności&lt;/i&gt; nie znajdziemy ani krztyny oryginalności. No dobrze,  &lt;i&gt;Moon&lt;/i&gt; też nie odkrywał Ameryki, ale przynajmniej zachwycał klimatem i grą aktorską.  Tutaj mamy Gyllenhaala, który męczy się ze swoją rolą i partnerującą mu, płytką jak kałuża, Michelle Monaghan, do końca filmu pozostającą co najwyżej efektownym elementem scenografii.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Fabuła &lt;i&gt;Kodu nieśmiertelności&lt;/i&gt;, dla średnio obeznanego fana fantastyki, pozostanie konsumpcją wielokrotnie odgrzewanego kotleta. Główny bohater, młody pilot wojskowego helikoptera, cofa się w czasie w to samo miejsce, aby rozgryźć zagadkę terrorystycznego zamachu, który wydaje się być zapowiedzią kolejnych, jeszcze tragiczniejszych zdarzeń. Już po kilku minutach orientujemy się, że misja kapitana Stevensa nie jest dokładnie tym, co usiłuje mu się wmówić. Niestety, naszemu bohaterowi, rozwikłanie wszystkich tajemnic zajmie znacznie więcej czasu. A obserwowanie akcji podążającej w kierunku łatwego do przewidzenia finału nie jest chyba tym, czego powinniśmy oczekiwać od porządnego filmu sensacyjnego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Męczarnie uprzyjemnia widzom Vera Farmiga w roli kapitan Sił Powietrznych, nadzorującej misję. Niestety, nie wymagało to od niej więcej, niż należałoby oczekiwać od każdego zawodowego aktora, czyli nadania odgrywanej postaci pozorów autentyczności.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podsumowując, jeżeli nie chcecie psuć sobie opinii o reżyserze jednego z lepszych filmów ubiegłego roku, &lt;i&gt;Kod nieśmiertelności&lt;/i&gt; spokojnie sobie odpuśćcie. Jeżeli chodzi o mnie, to od jutra tego obrazu nie pamiętam.&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: xx-small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 14px;"&gt;&lt;i&gt;Kod nieśmiertelności&lt;/i&gt;, reż.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 14px;"&gt;Duncan Jones,&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 14px;"&gt;Vendome Pictures, The Mark Gordon Company, 2011&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-4892953673073325352?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/4892953673073325352/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2011/06/kod-niesmiertelnosci.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/4892953673073325352'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/4892953673073325352'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2011/06/kod-niesmiertelnosci.html' title='Kod nieśmiertelności'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-StGQhOKk0XA/TgnOhfC66EI/AAAAAAAAAIg/SxNIHRzGgSY/s72-c/kodniesmiertelnosci.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-1558440582486215704</id><published>2011-05-24T13:21:00.001+02:00</published><updated>2011-05-24T13:36:38.913+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cormack McCarthy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Droga'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Droga</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Jeżeli chcecie osobiście przekonać się o wielkości pisarstwa Cormacka McCarthy'ego, a nie poprzestać na, całkiem zresztą udanych, ekranizacjach jego prozy, to &lt;i&gt;Droga&lt;/i&gt; może być całkiem niezłym punktem wyjścia. Muszę was jednak ostrzec. Jest to jedna z bardziej przygnębiających powieści, jakie kiedykolwiek stworzył człowiek, a razi z siłą rozpędzonego ekspresu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-dQk9Rh9OsIs/TduTrnaauVI/AAAAAAAAAIY/HOBBJWc9xtA/s1600/the+road.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-dQk9Rh9OsIs/TduTrnaauVI/AAAAAAAAAIY/HOBBJWc9xtA/s1600/the+road.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;i&gt;Droga&lt;/i&gt; to opowieść o wędrówce ojca i syna w umarłym świecie po globalnej katastrofie. Od pierwszych stron wiemy, że na końcu tej drogi nie znajdziemy happy endu. Nie nadzieja na poprawę bytu pcha tę dwójkę do przodu, raczej odziedziczony po zwierzęcych przodkach instynkt przetrwania. Kurczowe trzymanie się życia nie wynika z kalkulacji - w świecie &lt;i&gt;Drogi&lt;/i&gt; racjonalnym wyborem wydaje się śmierć. Takiego wyboru dokonała zresztą matka chłopca - ojcu po prostu brakuje na to siły.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Najbardziej przerażający w powieści McCarthy'ego jest jej realizm. Naprawdę trzeba przeżyć całe życie, żeby tak dobrze zgłębić naturę człowieka - &lt;i&gt;Drogi&lt;/i&gt; nie mógłby napisać trzydziesto- ani nawet czterdziestolatek. Powiecie, że nie ma nic odkrywczego w tym, że niewiele potrzeba, aby zamienić człowieka w krwiożerczą bestię. To prawda. Ale ta powieść nie jest o tym. Nie jest o głodzie, chorobach, ukrywaniu się przed kanibalami. To powieść o tym, że w świecie pozbawionym przyszłości i przeszłości najbardziej niebezpieczne i przerażające są odruchy serca. O prawdziwej wartości uczuć, które odróżniają człowieka od zwierzęcia. W obnażaniu ludzkiej natury autor dotarł znacznie dalej niż Doris Lessing w znakomitym przecież &lt;i&gt;Pamiętniku przetrwania&lt;/i&gt;. Żerań szuka w swojej &lt;a href="http://katedra.nast.pl/artykul/3141/McCarthy-Cormac-Droga/"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: white;"&gt;recenzji&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;analogii ze &lt;i&gt;Zdążyć przed Panem&lt;/i&gt; &lt;i&gt;Bogiem&amp;nbsp;&lt;/i&gt;Krall i jest to chyba właściwy trop.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-GoBfrcGwu1Y/TduTwnUlLSI/AAAAAAAAAIc/Ry95quiiSIk/s1600/droga.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-GoBfrcGwu1Y/TduTwnUlLSI/AAAAAAAAAIc/Ry95quiiSIk/s1600/droga.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Prawdziwa siła Drogi nie kryje się zresztą w dantejskich scenach, lecz w słowach. Czytałem i słyszałem opinie, że McCarthy posługuje się tutaj prostym językiem. Nieprawda. To tak, jakby stwierdzić, że &lt;i&gt;In a Silent Way&lt;/i&gt; Milesa Davisa to prosta muzyka. Bo mało na niej nut. Język McCarthy'ego, owszem, jest oszczędny, ale całe fragmenty &lt;i&gt;Drogi&lt;/i&gt; można czytać jak poezję. Nie ma w niej zbędnych nut ani fałszywych dźwięków. Pod względem formy i doboru środków jest to arcydzieło godne swego Pulitzera. Podobno wiele z tego udało się zachować w tłumaczeniu, ale na pewno warto sięgnąć po oryginał.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Ekranizacji &lt;i&gt;Drogi &lt;/i&gt;nie widziałem i oglądać nie zamierzam. Nie wierzę, że można tę książkę zobrazować lepiej niż namalował ją w mojej głowie sam autor.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: xx-small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'times new roman', times; line-height: 12px;"&gt;Cormack McCarthy,&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'times new roman', times; line-height: 12px;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'times new roman', times; line-height: 12px;"&gt;&lt;i&gt;The&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'times new roman', times; line-height: 12px;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'times new roman', times; line-height: 12px;"&gt;&lt;i&gt;Road&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'times new roman', times; line-height: 12px;"&gt;, Knopf Doubleday Publishing Group, 2009; Cormack McCarthy&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'times new roman', times; line-height: 12px;"&gt;&lt;i&gt;, Droga,&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'times new roman', times; line-height: 12px;"&gt;tł. R. Sudół, Wydawnictwo Literackie, 2008&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-1558440582486215704?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/1558440582486215704/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2011/05/droga.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/1558440582486215704'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/1558440582486215704'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2011/05/droga.html' title='Droga'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-dQk9Rh9OsIs/TduTrnaauVI/AAAAAAAAAIY/HOBBJWc9xtA/s72-c/the+road.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-7540698838435641243</id><published>2011-04-11T11:03:00.006+02:00</published><updated>2011-04-13T08:53:26.925+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jonathan Liebsman'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bitwa o Los Angeles'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Bitwa o Los Angeles</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;Nie ochłonąłem jeszcze w pełni po druzgocących przeżyciach związanych z jedną &lt;a href="http://fantasstycznie.blogspot.com/2011/02/skyline.html"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;inwazją Obcych&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, a już wziąłem się za bary z następną falą kosmicznych najeźdźców. Na szczęście z &lt;em&gt;Inwazją: Bitwą o Los Angeles&lt;/em&gt; w reżyserii Jonathana Liebsmana nie jest wcale tak źle.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-VXoEVWSjKtU/TaVHQOiI8BI/AAAAAAAAAIU/TIEPUuoHCXU/s1600/bitwa-o-los-angeles.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; cssfloat: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" i8="true" src="http://2.bp.blogspot.com/-VXoEVWSjKtU/TaVHQOiI8BI/AAAAAAAAAIU/TIEPUuoHCXU/s1600/bitwa-o-los-angeles.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;Obcy atakują z rozmachem. Na pierwszy ogień idą największe miasta globu, a całkowite zaskoczone armie światowych potęg nie mają szans. Okazuje się jednak, że technologia najeźdźców nie jest aż tak zaawansowana, jak można by przypuszczać, a ich sprzęt wydaje się mocno sfatygowany i remontowany doraźnie niczym popularne "maluchy" w PRL. Tak więc niewielki oddział dzielnych marines zagubiony podczas nieudanej akcji w Santa Monica dostanie swoją szansę. Choć nasi marines wyglądają na bardziej wystraszonych niż dzielnych, przynajmniej na początku filmu. Do czasu aż najdzielniejszy z dzielnych sierżantów nie pozbiera ich do kupy i nie zagrzeje do boju obowiązkową patriotyczną przemową.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;Zostawiając na boku psychologiczne płycizny, należy stwierdzić, że &lt;em&gt;Bitwa o Los Angeles&lt;/em&gt; oferuje kilkadziesiąt minut solidnej batalistyki. Nie jest to może &lt;em&gt;Helikopter w ogniu&lt;/em&gt;, ale wcale tak bardzo nie odstaje. Dobrze robi filmowi pomysł przedstawienia kosmicznej inwazji z perspektywy zwykłego żołnierza. I naprawdę nie jest ważne, że inspiracją dla Liebsmanna nie byli &lt;em&gt;Nadzy i martwi&lt;/em&gt; Normana Mailera ale raczej gry komputerowe w rodzaju &lt;em&gt;Resistance&lt;/em&gt;. Efekt jest naprawdę przyzwoity i pozwala przymknąć oko na &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;liczne mankamenty tej produkcji. A niektóre są nawet całkiem zabawne - bo czyż nie można się nie uśmiechnąć na widok oddziału marines, ruszających do śmiertelnego boju z przeważającymi siłami wroga i powstrzymujących się od dosadnego słownictwa, aby przypadkiem nie zawęzić potencjalnego kręgu odbiorców filmu, w którym przyszło im wystąpić? I nie mam tu na myśli propagandowego &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;filmu rekrutacyjnego amerykańskiej armii, choć łatwo się pomylić.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;Więc nie znajdziecie tu wiarygodnych psychologicznie postaci, czy też pogłębionych refleksji nad okrucieństwem wojny. Film ten jest natomiast doskonałą ilustracją znanego &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=_Cio-8mTBdM"&gt;&lt;span style="color: white;"&gt;wywodu&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; Jacka Braciaka na temat różnicy między filmem polskim a amerykańskim.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;Już na koniec - nie mogę się powstrzymać przed wyznaniem, że Aarona Eckharta nie lubię jak mało którego hollywoodzkiego aktora. Irytuje mnie i drażni niemożebnie. Ale tutaj, w roli sierżanta Nantza, prawie daję radę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif; font-size: xx-small;"&gt;&lt;em&gt;Inwazja: Bitwa o Los Angeles&lt;/em&gt;, reż. Jonathan Liebsman, Columbia Pictures, 2011&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-7540698838435641243?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/7540698838435641243/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2011/04/bitwa-o-los-angeles.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/7540698838435641243'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/7540698838435641243'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2011/04/bitwa-o-los-angeles.html' title='Bitwa o Los Angeles'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-VXoEVWSjKtU/TaVHQOiI8BI/AAAAAAAAAIU/TIEPUuoHCXU/s72-c/bitwa-o-los-angeles.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-9063320426261392428</id><published>2011-03-29T13:23:00.009+02:00</published><updated>2011-03-29T19:42:10.910+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Paolo Bacigalupi'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nakręcana dziewczyna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Nakręcana dziewczyna</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Choć Paolo Bacigalupi napisał raptem dwie powieści i kilkanaście opowiadań, to na pewno już o nim słyszeliście. Chyba trudno byłoby znaleźć częściej nagradzanego ostatnio pisarza z kręgu twórców szeroko pojętej fantastyki. Zanim MAG wydał w jednym tomie jego debiutancką powieść i zbiór opowiadań, mieliśmy okazję przeczytać po polsku zaledwie kilka jego krótkich tekstów. Mimo to, &lt;i&gt;Nakręcana dziewczyna&lt;/i&gt;, była chyba jedną z bardziej oczekiwanych pozycji z tegorocznej oferty wydawniczej. I nie bez powodu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-XUYhQZxzT-Q/TZG50h_zLiI/AAAAAAAAAII/VlQEu8bwN90/s1600/windup_girl.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/-XUYhQZxzT-Q/TZG50h_zLiI/AAAAAAAAAII/VlQEu8bwN90/s1600/windup_girl.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Mimo skromnego dorobku, Bacigalupi został już zaszufladkowany jako twórca tzw. fantastyki ekologicznej. Jeżeli weźmie się pod uwagę dominujące wątki w jego twórczości, trudno się z tą kategoryzacją nie zgodzić, choć osobiście mam tu kilka zastrzeżeń, o których piszę nieco dalej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Nakręcana dziewczyna&lt;/i&gt; to ponura wizja przyszłości w świecie wyeksploatowanych surowców naturalnych, drastycznie ocieplonego klimatu, szalejących plag i powszechnego głodu. Mapa polityczna Ziemi została całkowicie przeobrażona, przetrwały nieliczne kraje, a władzę dzierżą bezwzględne korporacje mające monopol na produkcję genetycznie zmodyfikowanych upraw, odpornych na śmiertelnie groźne zarazy i pasożyty. Ludzkość walczy o przetrwanie, desperacko próbując uniknąć losu, który spotkał większość fauny i flory. Pojawili się Nowi Ludzie - hodowani w fabrykach,&amp;nbsp; wyspecyfikowani do wykonywania określonych prac niewolnicy. Nałóżmy na to wszystko rzetelny kawałek dalekowschodniej egzotyki i otrzymujemy naprawdę bardzo atrakcyjny produkt.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Tytułowa nakręcana dziewczyna to właśnie przedstawicielka Nowych Ludzi, niegdyś asystentka dyrektora japońskiego koncernu, teraz, porzucona na ulicach Bangkoku, zdana na łaskę właściciela podłego nocnego klubu,&amp;nbsp; w którym wykorzystywana jest w okrutnych, sadystycznych pokazach. Emiko jest jedną z wielu barwnych postaci, wykreowanych w powieści Bacigalupiego i jednym z wielu narratorów, których losy splatają się w skomplikowanej ekonomiczno-politycznej intrydze, która zdecyduje o przyszłości Tajlandii, jednego z nielicznych wolnych od wpływów kalorycznych korporacji krajów, jakie jeszcze pozostały na świecie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-V9yeyyjvvYg/TZG59XazJZI/AAAAAAAAAIM/fJRLd2kBByw/s1600/nakrecana_dziewczyna.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-V9yeyyjvvYg/TZG59XazJZI/AAAAAAAAAIM/fJRLd2kBByw/s1600/nakrecana_dziewczyna.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Polityczna intryga jest wciągająca i niebanalna, ale równie interesujący jest w tej powieści ludzki wymiar. W zdegenerowanym świecie nastąpiło głębokie przewartościowanie. Wraz ze zmianą stosunków ekonomicznych, zmieniły się stosunki społeczne. Przyszłość stała się niepewna, więc ludzie egzystują z dnia na dzień, a wartość ich życia została zredukowana do ilości kalorii, jakie są w stanie dostarczyć do powszechnego obiegu. Świetnie obrazują to chociażby dramatyczne losy Hock Senga - przedsiębiorczego chińskiego uchodźcy z Malezji, prześladowanego wspomnieniami masakry, urządzonej jego rodakom przez religijnych fanatyków. Mamy również okazję spojrzeć na świat okiem "przeciwnej" strony - Andersona Lake'a, agenta potężnej korporacji, przybywającego do Królestwa Tajlandii z tajną misją zdobycia ukrytego banku nasion - bezcennego skarbu w świecie utraconej genetycznej różnorodności. Nie znajdziemy w powieści Bacigalupiego dobrych i złych ludzi. Wszyscy noszą w sobie skazę lub obciążający sumienie bagaż. W tej sytuacji sympatia czytelnika kieruje się przede wszystkim w stronę nakręcanki, która próbuje odmienić swój los, walcząc nie tylko z otaczającym ją okrucieństwem, ale też z narzuconymi przez jej twórców genetycznymi i behawioralnymi uwarunkowaniami. Emiko pełni&amp;nbsp; w książce rolę podobną do roli androidki Annalee Coll z filmu &lt;i&gt;Obcy: Przebudzenie&lt;/i&gt;. Sama nie będąc w pełni człowiekiem, obnaża degenerację ludzkości w zdegenerowanym świecie przyszłości, z drugiej strony stanowiąc dla tej ludzkości nadzieję na odzyskanie człowieczeństwa.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Wbrew niemal powszechnej opinii recenzentów, nie jestem do końca przekonany, że Bacigalupi to piewca ekologizmu, a Nakręcana dziewczyna to jego propagandowa broszura, mająca&amp;nbsp; nas ostrzegać i wstrząsać naszymi sumieniami. W książce pojawia się postać naukowca Gibbonsa, genetyka-inżyniera z ogromnym kompleksem boga, który wprost wyraża pogląd, że człowiek jest częścią natury i zamiast walczyć ze skutkami jego działań, należy się po prostu zmienić i w ten sposób przystosować do nowego środowiska. Zaryzykuję pogląd, że Bacigalupiemu bardziej po drodze z tym poglądem niż z postawą idealisty Jaidee, rządowego funkcjonariusza, walczącego o zachowanie tradycyjnej niezależoności państwa. Trudno nie zauważyć, że Gibbons, choć nie bez przyczyny oskarżany o największe zbrodnie, cieszy się sympatią autora.&amp;nbsp; Być może zmiany są nieuchronne i albo się przystosujemy, albo podzielimy los dinozaurów.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Spróbujcie sami sobie odpowiedzieć na te wątpliwości po lekturze, którą z czystym sumieniem polecam. Bacigalupi, nie dość że tryska fantastycznymi pomysłami, to bardzo zgrabnie przelewa je na papier. W każdym razie oryginał czyta się łatwo i bez zgrzytów, co w pełni pozwala rozkoszować się wykreowanym światem. Palce lizać! &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times;"&gt;Paolo&amp;nbsp; Bacigalupi, &lt;i&gt;The&lt;/i&gt;&amp;nbsp;&lt;i&gt;Windup Girl&lt;/i&gt;, Night Shade Books, 2010; Paolo Bacigalupi&lt;i&gt;, Nakręcana dziewczyna. Pompa numer sześć, &lt;/i&gt;tł. W.Próchniewicz, Wyd. MAG, 2011&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-9063320426261392428?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/9063320426261392428/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2011/03/nakrecana-dziewczyna.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/9063320426261392428'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/9063320426261392428'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2011/03/nakrecana-dziewczyna.html' title='Nakręcana dziewczyna'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-XUYhQZxzT-Q/TZG50h_zLiI/AAAAAAAAAII/VlQEu8bwN90/s72-c/windup_girl.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-301782612992314364</id><published>2011-02-08T10:29:00.000+01:00</published><updated>2011-02-08T10:29:45.870+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Colin Strause'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Skyline'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Greg Strause'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Skyline</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;J&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;eśli nie oglądaliście jeszcze &lt;i&gt;Skyline&lt;/i&gt;, to możecie czuć się jak zwycięzcy na loterii, Ja widziałem film braci Strause kilka dni temu i do dzisiaj nie mogę się po tym doświadczeniu otrząsnąć.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TVELzXkMNxI/AAAAAAAAAIE/TGQ1QiIrMGk/s1600/skyline.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TVELzXkMNxI/AAAAAAAAAIE/TGQ1QiIrMGk/s1600/skyline.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;W &lt;i&gt;Skyline&lt;/i&gt; nie ma nic poza dłużyznami i efektami specjalnymi. Nie wiem, jak można nakręcić naładowany scenami akcji śmiertelnie nudny film o inwazji obcych z kosmosu, ale twórcom się ta sztuka udała. Jest tam jakaś fabuła - para młodych ludzi przylatuje do Los Angeles świętować urodziny kumpla i po hucznej imprezce budzi się w środku kosmicznej napaści. Mamy też wątki obyczajowe - ona jest w ciąży, on jest w szoku, a kumpel zdradza swoją dziewczynę. Od pierwszych scen wszyscy zachowują się jak kompletni idioci, żeby w końcu skończyć jako karma dla pożerających mózgi przybyszów. O zgrozo, dla pogłębienia efektu niektóre wyczyny bohaterów można obejrzeć w kilku powtórzeniach.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Skoro bracia Strause to znani specjaliści od efektów specjalnych (&lt;i&gt;X-Meni, Terminator 3, 300&lt;/i&gt; itd.), to pewnie warto S&lt;i&gt;kyline&lt;/i&gt; obejrzeć dla efektów właśnie? Nic z tego. Wszystko to już widzieliśmy. Na przykład w Matrixie, skąd skopiowano bezczelnie pomysły na latające pojazdy Obcych. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Dłużej nie będę się znęcał. Szkoda czasu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&lt;i&gt;Skyline&lt;/i&gt;, reż. Greg Strause, Colin Strause, Black Mondey Film Services, 2010&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-301782612992314364?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/301782612992314364/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2011/02/skyline.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/301782612992314364'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/301782612992314364'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2011/02/skyline.html' title='Skyline'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TVELzXkMNxI/AAAAAAAAAIE/TGQ1QiIrMGk/s72-c/skyline.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-6816360517442056258</id><published>2011-01-25T14:45:00.007+01:00</published><updated>2011-01-25T17:32:22.892+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Steven Erikson'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bramy Domu Umarłych'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantasy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Bramy Domu Umarłych</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Półtora roku minęło od napisania &lt;a href="http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/ogrody-ksiezyca-czyli-czarna-kompania.html" style="color: white;"&gt;recenzji&lt;/a&gt; &lt;i&gt;Ogrodów Księżyca&lt;/i&gt;. To wcale nie oznacza, że tak długo trwała lektura drugiej części cyklu Stevena Eriksona. Z B&lt;i&gt;ramami Domu Umarłych&lt;/i&gt; uporałem się zaskakująco szybko, biorąc pod uwagę objętość książki, choć nie była to lektura łatwa i przyjemna.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TT7N8zui_KI/AAAAAAAAAH4/KzdyFzJ0tRU/s1600/deadhouse_gates.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TT7N8zui_KI/AAAAAAAAAH4/KzdyFzJ0tRU/s1600/deadhouse_gates.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nie zamierzam rozwodzić się tutaj nad fabułą. Dość powiedzieć, że kontynuuje ona&amp;nbsp; niektóre wątki rozpoczęte w pierwszej części &lt;i&gt;Malazańskiej Księgi Poległych&lt;/i&gt;, choć akcja przenosi się na inny kontynent, a główne role przejmują w większości nowi bohaterowie. Siedem Miast, kraina podbita przez armie poprzedniego Imperatora, buntuje się w od dawna prorokowanym zrywie. Głównym wątkiem, osią fabuły, jest heroiczny marsz malazańskich uchodźców, osłanianych przez dziesiątkowane imperialne armie pod dowództwem wickańskiego generała Coltaine'a. Ze względu na hordy oszalałych z nienawiści rebeliantów, skrajnie nieprzyjazny klimat i niewyobrażalną odległość do pokonania, gromada uchodźców, przezwana Łańcuchem Psów, z góry skazana jest na porażkę, ale trwa i posuwa się naprzód, wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu i logice.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Erikson znalazł prostą receptę na rozbudzanie emocji czytelników. Polega ona na tym, że swoich bohaterów stawia w najbardziej ekstremalnych sytuacjach, jakie jest w stanie wymyślić. Ma to swoje konsekwencje, a mianowicie ci, którzy to wszystko przetrwają, stają się albo emocjonalnymi wrakami, albo nadludźmi. A ponieważ autor nie lubi rozstawać się z postaciami, do których się przywiązuje, kartki powieści zaludniają się szybko superherosami. Właściwie każdy z bohaterów &lt;i&gt;Bram Domu Umarłych&lt;/i&gt; to albo supersprawny zabójca, albo genialny dowódca, albo niezwykle utalentowany mag. Jeżeli ktoś wydaje się w miarę normalny, to szybko okaże się, że albo tylko się wydaje, albo stanie się naczyniem dla jakiejś wyższej mocy. Dla jasności - nie twierdzę, że w książce brakuje spojrzenia na okrucieństwo wojny z normalnej perspektywy. Marsz Łańcucha Psów dostarcza ku temu wiele okazji. Na pierwszym planie mamy jednak bohaterów, z których praktycznie każdy posiada potencjał, aby samodzielnie wpływać na losy świata.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TT7O02Yq7eI/AAAAAAAAAH8/eRVwGAsDiyo/s1600/bramy_domu_umarlych.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TT7O02Yq7eI/AAAAAAAAAH8/eRVwGAsDiyo/s320/bramy_domu_umarlych.JPG" width="196" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Oczywiście nie mogę się spierać z autorem, który taką a nie inną historię chciał nam przedstawić. Wszystko jest w porządku, dopóki nie przekracza granicy, za którą kryje się patos, a w większości przypadków mu się to udaje. Nie zawsze jednak - zdarzają się sceny, w której bohaterowie Eriksona przemawiają, zamiast rozmawiać, a fabuła zaczyna przypominać&amp;nbsp; zbiór mocno podkoloryzowanych legend. To ostatnie trudno jednoznacznie potępić, pamiętając o fakcie, że wszystko to dzieje się w świecie, w którym nawet bogowie bywają marionetkami w rękach potężniejszych sił.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Cóż, pamiętając o powyższych zastrzeżeniach, pozostało mi przyznać, że &lt;i&gt;Bramy Domu Umarłych&lt;/i&gt; są książką&amp;nbsp; lepszą od pierwszej części cyklu, która była po prostu żołnierską opowieścią, wzorowaną na &lt;i&gt;Czarnej Kompanii&lt;/i&gt; Glena Cooka. Erikson nie stracił daru opowiadania. Żaden z wielu równolegle prowadzonych wątków nie jest nużący, czy choćby irytujący.&amp;nbsp; Autor pokazał też, że ma duże ambicje. Biorąc pod uwagę bogactwo elementów, z których buduje swój wymyślony świat, boję się tylko, czy z tymi ambicjami nie przesadził. Przekonam się niebawem, sięgając po kolejne części &lt;i&gt;Malazańskiej Księgi Poległych&lt;/i&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;Steven Erikson, &lt;i&gt;Deadhouse Gates&lt;/i&gt;, Paw Prints, 2008; Steven Erikson&lt;i&gt;, Bramy Domu Umarłych, &lt;/i&gt;tł. M. Jakuszewski, Wyd. MAG, 2001&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-6816360517442056258?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/6816360517442056258/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2011/01/bramy-domu-umarych.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/6816360517442056258'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/6816360517442056258'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2011/01/bramy-domu-umarych.html' title='Bramy Domu Umarłych'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TT7N8zui_KI/AAAAAAAAAH4/KzdyFzJ0tRU/s72-c/deadhouse_gates.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-795628549760921684</id><published>2011-01-18T09:36:00.006+01:00</published><updated>2011-01-18T20:57:04.827+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dominic Sena'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantasy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polowanie na czarownice'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Polowanie na czarownice</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Wybierając się na seans najnowszej produkcji z Nicolasem Cagem w roli głównej, nie miałem większych oczekiwań. Niestety, nie uchroniło mnie to od kolejnego rozczarowania. Zniósłbym jeszcze rozczarowanie ze strony tej jednej z najbardziej przepłacanych gwiazd Holywood, jednak Cage nie był tym razem najgorszym elementem filmu. Nawet mogę go skomplementować, bo chociaż grać się już nie nauczy, to przynajmniej ładnie się starzeje.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TTVQmHIBQzI/AAAAAAAAAH0/N0Ty4WTZQX4/s1600/polowanie-na-czarownice.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TTVQmHIBQzI/AAAAAAAAAH0/N0Ty4WTZQX4/s1600/polowanie-na-czarownice.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;W &lt;i&gt;Polowaniu na czarownice&lt;/i&gt; najbardziej szwankuje scenariusz. Zaczyna się nawet nie najgorzej. Dwóch zniechęconych&amp;nbsp; hipokryzją funkcjonariuszy Kościoła krzyżowców wraca do czternastowiecznej Europy, w sam środek szalejącej zarazy. Dezerterzy nie mają szczęścia - zdemaskowani, zostają obarczeni misją dostarczenia urodziwej czarownicy do odległego opactwa. Misja jest niebezpieczna, ale też niezwykle ważna - wiedźma jest oskarżona o wywołanie plagi i musi zostać poddana starożytnym rytuałom, które uwolnią świat zarówno od choroby, jak i samej wiedźmy. Powątpiewający w czystość intencji sług Bożych rycerz Behmen zgadza się pod warunkiem, że u celu  dziewczynę czekać będzie uczciwy proces.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Gdyby reżyser w osobie Dominica Seny zdecydował się nakręcić film o prześladowaniach kobiet w mrocznych wiekach, pewnie dałoby się to jeszcze obejrzeć, chociażby dzięki niezawodnemu Ronowi Perlmanowi w roli Felsona, cynicznego druha Behmena. Niestety, z każdą kolejną sceną "Polowanie na czarownice" zamienia się w coś w rodzaju parodii &lt;i&gt;Van Helsinga&lt;/i&gt;. Widok opętanych mnichów-ninja, biegających po suficie mrocznego opactwa pod koniec filmu wywołuje już tylko pusty śmiech. Dałoby się to wszystko zrozumieć, gdyby &lt;i&gt;Polowanie... &lt;/i&gt;przeleżało na półce jakiegoś magazynu ze trzydzieści lat. Tak jednak nie było, więc pozostaje domniemanie, że to twórcy filmu przespali kilka ostatnich dekad. No, chyba że mają nas, widzów, za kompletnych idiotów.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&lt;i&gt;Polowanie na czarownice&lt;/i&gt;, reż. Dominic Sena, Relativity Media 2010&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-795628549760921684?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/795628549760921684/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2011/01/polowanie-na-czarownice.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/795628549760921684'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/795628549760921684'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2011/01/polowanie-na-czarownice.html' title='Polowanie na czarownice'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TTVQmHIBQzI/AAAAAAAAAH0/N0Ty4WTZQX4/s72-c/polowanie-na-czarownice.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-3168176161104720880</id><published>2010-12-23T00:11:00.006+01:00</published><updated>2010-12-23T09:46:28.601+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Monsters'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gareth Evans'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Monsters</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Wokół debiutanckiego filmu brytyjskiego dokumentalisty Garetha Edwardsa narosło sporo mitów. Jeden z nich - ten jakoby produkcja zamknęła się w kwocie 15 tysięcy dolarów&amp;nbsp; - powiela Łukasz Orbitowski w swoim felietonie z grudniowej &lt;a href="http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/12/nowa-fantastyka-122010.html" style="color: white;"&gt;&lt;i&gt;Nowej Fantastyki&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;. W istocie film kosztował kilkadziesiąt razy więcej, co sytuuje go w kategorii niskobudżetowych, acz na pewno nie amatorskich produkcji. Tak czy inaczej, to właśnie Orbit zachęcił mnie do obejrzenia &lt;i&gt;Monsters&lt;/i&gt;, choć po lekturze &lt;a href="http://horrorstory.blox.pl/2010/11/Monsters-2010-recenzja-plus-dlugi-wstep.html#ListaKomentarzy" style="color: white;"&gt;recenzji&lt;/a&gt; cedroo chciałem już sobie tę przyjemność darować.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TRJwW_TdwdI/AAAAAAAAAHk/DWEPNIkKYbM/s1600/Monsters.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TRJwW_TdwdI/AAAAAAAAAHk/DWEPNIkKYbM/s1600/Monsters.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Akcja filmu toczy się sześć lat po katastrofie kosmicznej sondy z próbkami pozaziemskich form życia. Północna Ameryka zmieniła się radykalnie. Przypominający przerośnięte kalmary obcy radzą sobie w ziemskich warunkach &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;na tyle dobrze&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;, że połowa Meksyku zamienia się w zamkniętą strefę, a na granicy ze Stanami Zjednoczonymi wyrasta gigantyczny mur. Uporczywą walkę z niechcianymi gośćmi toczą amerykańskie bombowce -&amp;nbsp; przelatujące z hukiem bojowe maszyny to stały element krajobrazu po drugiej stronie muru. Podobnie jak ich wraki i obrócone w ruinę miasta.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;W ten ponury świat wkraczamy wraz z Andrew i Samanthą. On jest amerykańskim fotografem, dokumentującym rozgrywającą się wokół tragedię, nie bez nadziei na godziwy zarobek. Ona jest córeczką medialnego magnata, przypadkową ofiarą jednego z ataków obcych stworów. Spotykają się nieprzypadkowo - tatuś panienki praktycznie zmusza pana fotografa do odeskortowania dziewczyny do kraju. Oboje nie są zachwyceni pomysłem, ale wspólna podróż będzie doskonałą okazją do przełamania początkowej niechęci.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Tak przynajmniej powinno być, gdyby &lt;i&gt;Monsters &lt;/i&gt;okazał się filmem, który próbuje nam się sprzedać na reklamowych posterach i w zwiastunach, czyli kolejną produkcją z gatunku survival horror. Uwaga, zdradzam sekret i jednocześnie ostrzegam - to bezczelne oszustwo - w istocie mamy do czynienia z kinem obyczajowym, w którym elementy sf znalazły się chyba tylko przez przypadek, a horroru nie ma prawie wcale. Zbyt wiele akcji zatem nie doświadczymy, ale w warstwie obyczajowej trochę się dzieje. Nasi bohaterowie są głęboko nieszczęśliwi i znajdują się o krok od spieprzenia sobie życia na dobre. Andrew nie radzi sobie z miłością do syna, przed którym, z woli byłej partnerki, musi udawać wujka. Samantha nosi na palcu pierścionek zaręczynowy otrzymany od mężczyzny, z którym praktycznie nic jej nie łączy. Szybko uświadamiają sobie, że ich spotkanie niesie niespodziewaną szansę na wyrwanie się z beznadziei, nie znajdują jednak odwagi, aby uczynić niezbędny gest. On dręczony będzie poczuciem winy za bezmyślny czyn, w wyniku którego nie wejdą na pokład ostatniego promu i zmuszeni będą do odbycia niebezpiecznej wyprawy przez zakazaną strefę; jej trudno będzie wyjść z roli posłusznej córeczki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="bold" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Whitney Able&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; i &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="bold"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Scoot McNairy bardzo dobrze wypadają w rolach dwojga nieszczęśników, jak na zawodowych aktorów przystało. Większość ról drugoplanowych reżyser obsadził naturszczykami, którzy nie radzą sobie zupełnie, co, paradoksalnie, nadaje filmowi pozory autentyczności. Sprzyjają temu również wyjątkowo długie ujęcia i śladowa ilość dialogów. W rezultacie często możemy odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z dokumentem i zapewne nie jest to wrażenie przypadkowe. Mocną stroną filmu są zdjęcia w naturalnych plenerach&amp;nbsp; - śmiesznie małym nakładem środków Edwardsowi udaje się uzyskać efekt, który dużym wytwórniom pochłania miliony.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="bold"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Mój główny zarzut do tego filmu to zupełnie niepotrzebne mieszanie do fabuły obcych. Jeżeli chodziło o banalny i prostacki przekaz na temat, kim tak naprawdę są tytułowe potwory, to szkoda było zachodu. Co więcej, sprzedawanie &lt;/span&gt;&lt;i style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Monsters &lt;/i&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;jako kina sf czy horroru to klasyczny strzał w stopę. Miłośnicy akcji i mocnych wrażeń wyjdą z seansu bardzo rozczarowani, a widzowie, którym film mógłby się podobać, nigdy na niego nie pójdą. Ja zachęcam, choć bez wielkiego entuzjazmu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&lt;i&gt;&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&lt;i&gt;Monsters&lt;/i&gt;, reż. Gareth Edwards, Vertigo Films 2010&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-3168176161104720880?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/3168176161104720880/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/12/monsters.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/3168176161104720880'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/3168176161104720880'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/12/monsters.html' title='Monsters'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TRJwW_TdwdI/AAAAAAAAAHk/DWEPNIkKYbM/s72-c/Monsters.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-8672337921479630185</id><published>2010-12-06T12:11:00.006+01:00</published><updated>2011-04-15T17:28:48.255+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czasopisma'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Nowa Fantastyka 12/2010</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Miło mi donieść, że lekturę grudniowego numeru &lt;i&gt;Nowej Fantastyki&lt;/i&gt; mogę z czystym sumieniem polecić. Zwłaszcza, że stało się to za sprawą bardzo przyzwoitej prozy, która znalazła się na jego łamach. Wiem, że wielu fanów czekało na zapowiadany tekst Jakuba Nowaka. &lt;i&gt;Dominiczka mówi:&lt;/i&gt; spełnia te nadzieje, choć nie jest opowiadaniem pozbawionym wad. To bardzo sprawnie napisana historia z gatunku cyberpunka, osadzona w polskich realiach nieodległej przyszłości. Malutki minus stawiam temu tekstowi właśnie za te realia - dla mnie niezbyt wiarygodne. Ocenę obniżam też za bohaterów, do których jakoś nie zdołałem zapałać sympatią. Ale podobały mi się fabularne rozwiązania, pogmatwane relacje rodzinne głównych postaci i sam pomysł.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TPwRRiCX7MI/AAAAAAAAAHg/kc_beUCrRvk/s1600/nf12_2010.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TPwRRiCX7MI/AAAAAAAAAHg/kc_beUCrRvk/s1600/nf12_2010.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Celnik z Dover&lt;/i&gt; Krzysztofa Piskorskiego to z kolei steampunk, umiejscowiony w alternatywnej rzeczywistości imperialnej Anglii. Szkatułkowa opowieść o budzącym grozę pogromcy przemytników rozwija się interesująco mniej więcej do połowy, potem gubi rytm, aby doczłapać się do w miarę satysfakcjonującego końca.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Dział prozy zagranicznej wypełniają dwa opowiadania Orsona Scotta Carda z uniwersum Endera. W &lt;i&gt;Więzieniu Mazera &lt;/i&gt;poznajemy samotnego, mknącego przez międzygwiezdną przestrzeń admirała Rackhama, borykającego się z widmami przeszłości i ciężarem nieuniknionej przyszłości. W zdalnym starciu zmęczonego weterana z młodym porucznikiem Graffem narodzą się podwaliny Szkoły Bojowej. W &lt;i&gt;Oszuście&lt;/i&gt; spotkamy z kolei utalentowanego pięciolatka, który pozna smak dorosłości, próbując sprostać&amp;nbsp; wygórowanym ambicjom swego ojca. Może nie jest to proza najwyższych lotów, ale z pewnością trafi w gusta miłośników cyklu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;W odchudzonym dziale publicystyki znajdziemy wywiad z samym Cardem. Może to kwestia grzecznych pytań Joanny Kułakowskiej, ale nie spodziewajcie się po tej rozmowie rewelacji. Ciekawostką było dla mnie wyznanie Carda, że czyta więcej fantasy niż sf, gdyż na polu tej pierwszej dzieje się teraz więcej ciekawych rzeczy. Nie ma też nic odkrywczego w eseju &lt;i&gt;Świat Endera&lt;/i&gt;, autorstwa Bartosza Szczyżańskiego, ale dla niewtajemniczonych będzie on w miarę dobrym przewodnikiem po świecie ludzi, formidów i prosiaczków.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Łukasz Orbitowski interpretuje tym razem&lt;i&gt; Monsters&lt;/i&gt; Garetha Edwardsa i czyni to tak, że naprawdę chce się obejrzeć. Pewnie się skuszę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&lt;i style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Nowa Fantastyka 12/2010&lt;/i&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif;"&gt;, Wyd. Prószyński Media, Warszawa 2010&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://maarcuss.blox.pl/html#ixzz14gAeYLOg" style="color: #003399;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-8672337921479630185?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/8672337921479630185/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/12/nowa-fantastyka-122010.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/8672337921479630185'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/8672337921479630185'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/12/nowa-fantastyka-122010.html' title='Nowa Fantastyka 12/2010'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TPwRRiCX7MI/AAAAAAAAAHg/kc_beUCrRvk/s72-c/nf12_2010.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-3086404932785500275</id><published>2010-12-01T13:12:00.005+01:00</published><updated>2010-12-01T15:01:48.118+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Resident Evil: Afterlife'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Paul W. S. Anderson'/><title type='text'>Rzycie po życiu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;To już trochę odgrzewany kotlet, ale nie mogłem się powstrzymać przed podzieleniem się wrażeniami po obejrzeniu czwartej części &lt;i&gt;Resident Evil&lt;/i&gt;. Jest jakaś magia w tych beznadziejnych hollywoodzkich ekranizacjach gier komputerowych, które, choć przynoszą wyłącznie rozczarowanie, to wciąż przyciągają przed ekran.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;i&gt;Resident Evil: Afterlife&lt;/i&gt; nie jest mistrzem w swej specjalnej klasie, ale przynajmniej nie udaje czegoś, czym nie jest - twórcy filmu nawet nie usiłują markować, że należy w ich dziele doszukiwać się sensu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TPY7h-wnubI/AAAAAAAAAHc/Gk20CO-Wu0A/s1600/REA.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TPY7h-wnubI/AAAAAAAAAHc/Gk20CO-Wu0A/s1600/REA.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Co więc dostajemy w zamian? Półtorej godziny efektów specjalnych, kopaniny, strzelaniny i rąbaniny. Okraszonych widokami zgrabnych kończyn Milli Jovovich. W zbożnym dziele dostarczania widzom wrażeń estetycznych towarzyszy jej Ali Larter, czyli Claire Redfield z &lt;i&gt;RE: Extinction&lt;/i&gt;, mnie bardziej znana jako Niki/Jessica Sanders z &lt;i&gt;Herosów&lt;/i&gt;. I o tym właśnie jest ten film - o zgrabnych panienkach w typowo męskich rolach, próbujących przetrwać w skrajnie nieprzyjaznym post-apokaliptycznym świecie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Trochę skłamałem. Jakąś fabułę dostajemy - Milla Jovovich, czyli Alice, wraz z grupką ocaleńców, próbuje dotrzeć do Arkadii, ostatniej ostoi cywilizacji jaką znamy. Na drodze stoi tłum zmutowanych zombie i agenci złowrogiej korporacji Umbrella, o której nie dowiemy się wiele więcej ponad to, że jest złowroga właśnie. Wygląda na typowy survival horror, tyle że &lt;i&gt;RE: Afterlife&lt;/i&gt; to nie horror, ale komedia. Chyba. Twórcy filmu od pierwszych scen próbują nas zabawić nawiązaniami do najwybitniejszych osiągnięć popkulturowej kinematografii i telewizyjnych seriali; od &lt;i&gt;Matrixa&lt;/i&gt; po ekranizację&lt;i&gt; Władcę Pierścieni&lt;/i&gt;. Możemy pośmiać się z niedwuznacznych aluzji do &lt;i&gt;Alienów&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;CSI Miami&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Skazanego na śmierć&lt;/i&gt; i wielu innych.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Uczciwość nie pozwala mi doszczętnie zjechać tego filmu, bo bawiłem się na nim całkiem nieźle. Z drugiej strony, sumienie nie pozwala mi go polecić. Nie warto, nawet dla Milli Jovovich, albo efektów 3D (&lt;i&gt;Afterlife&lt;/i&gt; był kręcony w tej technologii, nie są one wynikiem późniejszej konwersji). No, chyba że ktoś chce się dowiedzieć, po co samotnej dziewczynie jednodolarówki - wtedy koniecznie powinien obejrzeć.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&lt;i&gt;Resident Evil: Afterlife&lt;/i&gt;, reż. Paul W. S. Anderson, Constantin Film 2010&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-3086404932785500275?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/3086404932785500275/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/12/rzyci-po-zyciu.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/3086404932785500275'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/3086404932785500275'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/12/rzyci-po-zyciu.html' title='Rzycie po życiu'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TPY7h-wnubI/AAAAAAAAAHc/Gk20CO-Wu0A/s72-c/REA.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-7849155554661788143</id><published>2010-11-19T15:54:00.036+01:00</published><updated>2010-11-19T23:09:41.512+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='China Mieville'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Miasto i Miasto'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Miasto i miasto</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Wydana w ubiegłym roku powieść Chiny Miéville’a nie rozpoczyna się jak film Hitchcocka. Porzucone zwłoki brutalnie zamordowanej młodej kobiety nie wydają się zapowiadać &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;nadzwyczajnych zdarzeń&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; w życiu inspektora Tyadora Borlú. Dopiero z czasem rutynowe śledztwo zaczyna przeradzać się w coś znacznie bardziej poważnego. Borlú, funkcjonariusz Brygady Najpoważniejszych Zbrodni z miasta Besźel, zdaje sobie sprawę, że zabrnąwszy zbyt daleko w poszukiwaniu prawdy, sam może stać się ofiarą potężnego spisku. Kiedy okazuje się, że sprawa ma międzynarodowy zasięg, musi udać się do Ul Qomy, aby kontynuować dochodzenie wraz z przedstawicielem lokalnej milicji. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TOaKn5Ek6eI/AAAAAAAAAGs/g2sXFbLW6AU/s1600/City%2526City.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TOaKn5Ek6eI/AAAAAAAAAGs/g2sXFbLW6AU/s1600/City%2526City.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Z powyższego opisu można by wywnioskować, że Miéville porzucił fantastykę, aby spróbować sił na gruncie klasycznego czarnego kryminału. Byłaby to najprawdziwsza prawda, gdyby nie jeden mały drobiazg. Otóż choć Besźel i Ul Qomę, niewielkie miasta-państwa leżące w nie do końca określonym regionie współczesnej Europy, dzieli niemal wszystko – język, kultura, architektura, ustrój, obyczaje, moda czy kuchnia – to mają jedną wspólną cechę. Zajmują ten sam obszar geograficzny. Dokładnie ten sam. Niektóre ulice, parki, domy stanowią część wspólną; inne funkcjonują wyłącznie na terytorium jednego z państw. Co więcej, ich mieszkańcy, choć żyją obok siebie, uczą się ignorować to wszystko, co nie znajduje się w ich kraju. Dotyczy to nie tylko ludzi, ale też zabudowań, pojazdów, a nawet dźwięków i zapachów. Ugruntowane przez stulecia tabu jest tak silne, że obywatele Besźel i Ul Qomy naprawdę nie dostrzegają tego drugiego świata w stopniu większym niż wymagany do bezkolizyjnego poruszania się. Oczywiście zdarzają się nieświadome lub świadome naruszenia, zwane tu Przekroczeniem, na przykład wypadki komunikacyjne, ale nad wszystkim czuwa tajemnicza, budząca grozę organizacja zwana Przekroczeniówką, która skutecznie interweniuje, przywracając w miastach porządek, a winnych surowo karząc.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Na pierwszy rzut oka pomysł wydaje się karkołomny, ale autor przyłożył się do swojej pracy, inteligentnie i niezwykle konsekwentnie konstruując przedstawiony świat. W każdym razie ja nie znalazłem w nim niespójności. Być może było mi go łatwiej zaakceptować, bo wciąż pamiętam system, w którym ludzie udawali, że płacą tym, którzy udawali, że pracują, którzy z kolei udawali, że mogą za zarobione w ten sposób pseudopieniądze kupić coś w sklepach, w których sprzedawcy udawali, że coś sprzedają. I do dziś można spotkać się z opiniami, że to działało. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TOaK-NeE92I/AAAAAAAAAGw/_jWo7cjasAo/s1600/miato%2526miasto.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TOaK-NeE92I/AAAAAAAAAGw/_jWo7cjasAo/s1600/miato%2526miasto.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Opisując wrażenia z lektury &lt;i&gt;The City &amp;amp; The City&lt;/i&gt; nie ucieknę od porównań z &lt;a href="http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/dworzec-perdido.html" style="color: white;"&gt;&lt;i&gt;Dworcem Perdido&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;. Książki te łączy nadspodziewanie wiele, choć dotyczy to raczej warstwy warsztatowej, a także przenikających do treści politycznych zainteresowań autora. W obu powieściach fabuła jest raczej pretekstem dla przedstawienia oryginalnego pomysłu na świat, choć w &lt;i&gt;Mieście i Mieście&lt;/i&gt; sensacyjna intryga wciągnęła mnie znacznie bardziej i utrzymała w napięciu aż do satysfakcjonującego finału. Podobnie jak w &lt;i&gt;Dworcu Perdido,&lt;/i&gt;&amp;nbsp; bohaterowie pozostają na drugim planie. Dotyczy to nawet Borlú, który nie wyrasta ponad rolę kolejnego wcielenia nieśmiertelnego chandlerowskiego detektywa. Widać jednak wyraźnie, że przez te kilka lat Miéville dojrzał jako pisarz – nowsza powieść pisana jest z większą konsekwencją, brak w niej niepotrzebnych wątków czy przesadnie drobiazgowych opisów. Wątki polityczne, choć wciąż silnie obecne, są bardziej stonowane – autor nie zajmuje jednoznacznego stanowiska, nie prowadzi propagandy. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Mogę sobie wyobrazić, ile pracy włożył Miéville w to, aby nadać bliźniaczym miastom wiarygodności. Pomijam już wymyśloną od podstaw kulturę, czy język - Besźel i Ul Qoma, przy całej swej niesamowitości, umiejscowione zostały we współczesnych realiach. Oba państwa funkcjonują w naszym świecie i choć turyści muszą przejść specjalny kurs i zdać egzamin, aby otrzymać wizę, to ich mieszkańcy mogą przerzucać się cytatami z popularnych holywoodzkich superprodukcji, buszować po Internecie, albo zaczytywać się w Harrym Potterze. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Wiele wybitnych fantastycznych książek opartych jest na jednym pomyśle. Czasem ten pomysł jest tak świetny, że wybaczamy autorowi inne niedociągnięcia. Miéville stworzył dzieło oryginalne i zarazem bardzo dobre literacko. Jak dla mnie jest to książka roku, choć brakuje jej trochę do &lt;a href="http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/zwiazek-zydowskich-policjantow.html" style="color: white;"&gt;&lt;i&gt;Związku Żydowskich Policjantów&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, którym zachwyciłem się w roku ubiegłym.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;China Miéville, &lt;i&gt;The City &amp;amp; The City&lt;/i&gt;, Wyd. Pan Macmillan, 2010; China Miéville, &lt;i&gt;Miasto i Miasto&lt;/i&gt;, tł. Michał Jakuszewski, Wyd. Zysk i S-ka, 2010&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-7849155554661788143?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/7849155554661788143/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/miasto-i-miasto.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/7849155554661788143'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/7849155554661788143'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/miasto-i-miasto.html' title='Miasto i miasto'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TOaKn5Ek6eI/AAAAAAAAAGs/g2sXFbLW6AU/s72-c/City%2526City.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-4765867268192342174</id><published>2010-11-08T09:57:00.007+01:00</published><updated>2011-04-15T17:29:10.132+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czasopisma'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Nowa Fantastyka 11/2010</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Tematem przewodnim listopadowego numeru &lt;i&gt;Nowej Fantastyki &lt;/i&gt;jest literatura sf znad Sekwany. Jej omówienie znajdziemy w przeglądowym artykule Meddy Linger (&lt;i&gt;Vive le Fantastique!&lt;/i&gt;), z którego dowiemy się, że Francuzi roszczą sobie prawo do pierwszeństwa w gatunku (Cyrano de Bergerac i jego &lt;i&gt;Historia komiczna państw i imperiów Księżyca&lt;/i&gt;). Francuzi mają swoje osiągnięcia na polu literatury fantastycznej, ale jeżeli zaprezentowana w bieżącym numerze próbka ich współczesnej twórczości jest reprezentatywna dla całości, to należy ze smutkiem stwierdzić, że było to dawno i nieprawda.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNe7XlZ39mI/AAAAAAAAAFI/_9pDOdpxdvY/s1600/nf11_10.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNe7XlZ39mI/AAAAAAAAAFI/_9pDOdpxdvY/s1600/nf11_10.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Haska i Stachowicz piszą o ekranizacjach prozy Juliusza Verne'a. Czynią to, jak zwykle, zajmująco i z szacunkiem dla faktów. Dział publicystyki kończy artykuł Pawła Deptucha o &lt;i&gt;Żywych trupach&lt;/i&gt;. Artykuł zapowiada premierę serialu, powstałego w oparciu o tę popularną komiksową serię Roberta Kirkmana. Warto jeszcze odnotować powrót na łamy pisma &lt;i&gt;Galaktycznego gońca&lt;/i&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Reszta numeru należy do Łukasza Orbitowskiego. Orbit nie zawiódł w swoim felietonie, w którym z pasją pisze o japońskich horrorach i nie tylko, ale przede wszystkim ozdobił listopadowe wydanie prawdziwą perłą, jaką jest &lt;i&gt;Noc Sobowtórów&lt;/i&gt;. Opowieść o tajemniczej kamienicy, skrywającej się w warszawskim Parku Skaryszewskim i jej jeszcze bardziej tajemniczych mieszkańcach, jest chyba najlepszym polskim opowiadaniem, jakie zdarzyło mi się czytać w tym roku. Rzecz utrzymana jest w konwencji horroru, a traktuje o sprawach naprawdę ważnych, takich jak poszukiwanie szczęścia i sensu życia. Czyta się świetnie, od pierwszego do ostatniego akapitu; opowieść nie gubi rytmu mimo niestandardowego stylu, budującego nastrój dziwności i grozy. Fajnie i prawdziwie opisane są relacje rodzinne głównego bohatera. Cóż więcej dodawać - gorąco polecam!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nie wspominałem o Funkym Kovalu, ale to dlatego, że drugi odcinek nie wnosi do fabuły nic nowego. Z działu recenzji wyłowiłem interesujący tekst o &lt;i&gt;Mieście i Mieście&lt;/i&gt; Mieville'a, którą to powieść sam zacząłem właśnie czytać, oraz bardzo krytyczny artykuł o przeróbce &lt;i&gt;Przedwiośnia,&lt;/i&gt; której dopuścił się Kamil Śmiałkowski.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;i style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Nowa Fantastyka 11/2010&lt;/i&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif;"&gt;, Wyd. Prószyński Media, Warszawa 2010&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://maarcuss.blox.pl/html#ixzz14gAeYLOg" style="color: #003399;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-4765867268192342174?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/4765867268192342174/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/nowa-fantastyka-112010.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/4765867268192342174'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/4765867268192342174'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/nowa-fantastyka-112010.html' title='Nowa Fantastyka 11/2010'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNe7XlZ39mI/AAAAAAAAAFI/_9pDOdpxdvY/s72-c/nf11_10.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-5920852953383423458</id><published>2010-10-30T15:14:00.001+02:00</published><updated>2010-11-07T15:19:25.307+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Catherynne M. Valente'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Palimpsest'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Palimpsest</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Palimpsest to rękopis spisany na papierze, z którego usunięto poprzedni tekst. Palimpsest to tytuł znakomitej powieści amerykańskiej poetki i pisarki Catherynne M. Valente, wydanej przez MAG w cyklu &lt;i&gt;Uczta wyobraźni&lt;/i&gt;. Palimpsest to magiczne miasto, które jest bohaterem tej powieści. Miasto równie prawdziwe jak każde istniejące w naszym świecie, choć odwiedzić je można tylko we śnie, wyłącznie od zmierzchu do świtu. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Ale nie jest to dane każdemu. Aby dotrzeć do Palimpsestu, należy posiąść odpowiednią mapę. Aby zaś tego dokonać, należy uprawiać seks z osobą, noszącą na skórze wytatuowany fragment miasta. Znamię Palimpsestu rozprzestrzenia się jak wirus przenoszony drogą płciową, wiec jeżeli ktoś trafi tam choćby raz, pozostanie naznaczony na całe życie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNa0wAML9RI/AAAAAAAAAFE/pqOMtfXjo6A/s1600/palimpsest.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNa0wAML9RI/AAAAAAAAAFE/pqOMtfXjo6A/s1600/palimpsest.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Palimpsest to magiczne miejsce, ale nie znajdziemy tam magii, która manifestuje się w huku błyskawic - działa ona subtelniej, ukrywa się w zestawie dziwnych reguł, które tam panują. Jedną z nich jest zasada, że przybysze z naszego świata zjawiają się najpierw w gabinecie wróżki, która spaja ich niewidzialną choć niezwykle silną więzią, zawsze czwórkami. Powieść Valente opowiada losy członków jednej z takich czwórek - pszczelarki November, pracownicy japońskich kolei Sei, młodego ślusarza Olega i włoskiego introligatora Lodovica. Wszyscy czworo są nieszczęśliwi, zagubieni i przeżywają utratę bliskich - co zresztą każe przypuszczać, że Palimpsest jednak nie wybiera swoich gości przypadkowo. I nie może być inaczej, gdyż miasto w niczym nie przypomina typowej wymarzonej krainy -  jest dziwne, mroczne, bardzo niebezpieczne, a obcy na każdym kroku doznają w nim upokorzeń. A jednak wracają, szukają nowych dróg, ryzykując seks z każdym dotkniętym niezmywalnym piętnem ulic Palimpsestu. Gotowi są zapłacić niemal każdą cenę, żeby zamieszkać w nim na stałe. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Nie dajcie się zwieść pokusie zbyt łatwej interpretacji książki Valente. Można pomyśleć, że Palimpsest jest dla czwórki bohaterów wybawieniem - przyjmie ich, wymaże ich nieszczęsną egzystencję i pozwoli nakreślić ją na nowo. Moim zdaniem jest dokładnie na odwrót - miasto, okaleczone niedawną wojną, chwieje się na granicy społecznej katastrofy. Jest jak kocioł pod parą, pozbawiony wentylu bezpieczeństwa. Aby przetrwać, potrzebuje świeżej krwi - imigrantów, który wymażą powojenne blizny i uleczą jego zranioną duszę. Aby tego dokonać, November, Sei, Oleg i Lodovico będą najpierw musieli odnaleźć się i połączyć w naszym świecie. I zapłacić bolesną cenę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Warto wspomnieć o stylu, jakiego użyła Valente do napisania &lt;i&gt;Palimpsestu&lt;/i&gt; Jest to język naładowany epitetami, niezwykle bogaty i barwny. Chyba jedyny, który byłby w stanie oddać rozmach i oryginalność wykreowanego przez nią świata. Taki styl zbliża się do granicy, za którą czai się patos, ale Valente, autorka wielu tomów poezji, świetnie panuje nad słowami. Świadoma swego talentu, nie boi się ryzyka, a takim jest niewątpliwie nagromadzenie scen seksu, od pełnych namiętności uniesień, po mechaniczne, rytualne akty, całkowicie podporządkowane celowi, jakim jest  kupno biletu do miasta z krainy snów. Chylę przed tym talentem czoła i kłaniam się nisko, przekazując też wyrazy uznania polskiemu tłumaczowi, który to wszystko udźwignął.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Catherynne M. Valente, &lt;i&gt;Palimpsest&lt;/i&gt;,  tł. Wojciech Szypuła, Wyd. MAG,  2010&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-5920852953383423458?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/5920852953383423458/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/10/palimpsest.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/5920852953383423458'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/5920852953383423458'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/10/palimpsest.html' title='Palimpsest'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNa0wAML9RI/AAAAAAAAAFE/pqOMtfXjo6A/s72-c/palimpsest.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-7688163962776497214</id><published>2010-10-08T15:04:00.002+02:00</published><updated>2011-04-15T17:29:40.498+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czasopisma'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Nowa Fantastyka 09,10/2010</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Dwa najnowsze numery &lt;i&gt;Nowej Fantastyki&lt;/i&gt; przeczytałem jeden po drugim. Poszło gładko, choć zawartość, tradycyjnie już, nieco rozczarowuje. Być może powinienem zweryfikować swoje oczekiwania, bo na podstawie moich omówień ktoś może pomyśleć, że toczę jakąś wojnę z redakcją, a przecież jest wręcz przeciwnie - nie przestanę kibicować memu ulubionemu pismu do ostatniego numeru. Albo do końca świata. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNaziOROnaI/AAAAAAAAAFA/9WfonGz3U3Q/s1600/nf09_2010.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNaziOROnaI/AAAAAAAAAFA/9WfonGz3U3Q/s1600/nf09_2010.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Do rzeczy. Wrześniowy egzemplarz przesiąknięty jest tematyką wojenną. I diabelską. Analogie między tymi dwiema widać chociażby w przeglądzie komiksowych piekielników pióra Przemysława Pieniążka (&lt;i&gt;Piekło jest we mnie&lt;/i&gt;) oraz, bardziej dosłownie, w eseju &lt;i&gt;Piekielne wojny&lt;/i&gt; Michała Wiśniewskiego, udowadniającego ścisłe związki konfliktów zbrojnych z fantastyką. Tradycyjnie już, ozdobą działu publicystyki jest artykuł duetu Haska/Stachowicz, tym razem biorących na warsztat mało u nas znane dokonania pisarzy, inspirowanych wojennymi wydarzeniami końca XIX i pierwszej połowy XX wieku. Szczególnie interesujące wydają się tu katastroficzne wizje Wielkiej Brytanii, podbijanej przez Niemców, Francuzów lub kosmitów. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Z prezentowanej we wrześniowym numerze prozy warto zwrócić uwagę na &lt;i&gt;Wojnę piekieł&lt;/i&gt; Grzegorza Sendy. Autor dorobił się własnego, bardzo interesującego stylu, będącego świetnym nośnikiem dla nagromadzonych w jego tekstach emocji. Nie wszystkim jednak zamieszczona opowieść przypadnie do gustu. W mojej opinii szkodzi jej nadmiar wątków - postapokaliptyczna wojna, ocierające się o magię technologie, totalitaryzm, polski nacjonalizm,  kochankowie, szpiedzy, spiskowcy, podróże w czasie, a nawet kontakt z pozaziemską inteligencją - zdecydowanie tego za wiele. Nie wykluczam, że tekst okazał się dla mnie za trudny i nie odczytawszy większości znaczeń, nie zrozumiałem po prostu, o co w tym wszystkim chodzi. Z zagranicznych autorów lepiej spisał się Edward M. Lerner w opowiadaniu &lt;i&gt;Obcy w raju&lt;/i&gt;. Rzecz toczy się w odległej przyszłości, kiedy przedstawiciele ludzkiej cywilizacji próbują reintegrować podupadłe kolonie, zakładane na wielu światach przez swych odległych przodków. To pozbawione  stylistycznych i koncepcyjnych fajerwerków, kameralne opowiadanie w starym, dobrym stylu złotych lat science fiction. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNazWJf75VI/AAAAAAAAAE8/aL4nP0J5xd4/s1600/nf10_2010.jpg" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNazWJf75VI/AAAAAAAAAE8/aL4nP0J5xd4/s1600/nf10_2010.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Październikowy numer zdominowany został zapowiadanym od dłuższego czasu powrotem Funky'ego Kovala. Powrót to, w mojej opinii, mało udany. Rozczarowują przede wszystkim ubogie w szczegóły kadry, czasem trudne do rozpoznania postacie głównych bohaterów (Brenda!) i nachalnie sprzedawane polskie wątki. To ledwie cztery początkowe strony, więc jeszcze nie tracę nadziei... &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Publicystyka w tym numerze właściwie nie istnieje, poza tekstem Pawła Deptucha o komiksowych horrorach. &lt;i&gt;Horror zamknięty w kadrach&lt;/i&gt; to bardziej analiza potencjalnych możliwości obrazkowego medium w straszeniu odbiorców niż prosty przegląd najlepszych dokonań gatunku. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Z opowiadań najbardziej przypadł mi do gustu &lt;i&gt;Powrót kmiecia&lt;/i&gt; Anny Brzezińskiej. Nie jest to proza wybitna, ani odkrywcza, ale na pewno bardzo sympatyczny i relaksujący powrót do świata wioskowej wiedźmy, Babuni Jagódki. Godna polecenia jest &lt;i&gt;Pajęcza matnia&lt;/i&gt; Kealana Patricka Burke'a, amerykańskiego autora horrorów; problem jedynie w tym, że opowieść o samotnym i nieszczęścliwym pensjonariuszu domu starców nie jest fantastyką. Nie poczują się też rozczarowani czytelnicy &lt;i&gt;Słabego&lt;/i&gt; Paula L. Mathewsa. To z kolei pełna okrucieństw i przemocy miłosna opowieść rozgrywająca się w pełnej magii, alternatywnej bądź postapokaliptycznej rzeczywistości. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;W dziale recenzji  znalazłem interesujące omówienie &lt;i&gt;Portretu Doriana Graya&lt;/i&gt; w reżyserii Olivera Parkera. Jerzy Rzymowski sugeruje w nim, że z filmu, a także z różnic między obrazem a ksiażkowym pierwowzorem, więcej dowiemy się o naszej współczesności niż o przekraczaniu moralnych granic. Poza tym, pan Jerzy zachęcił mnie również do zapoznania się z &lt;i&gt;Palimpsestem&lt;/i&gt; - powieścią Catherynne M. Valente, wydaną przez MAG w serii &lt;i&gt;Uczta wyobraźni&lt;/i&gt; - a Łukasz Orbitowski zniechęcił do oglądania horroru &lt;i&gt;Burning Bright&lt;/i&gt; Carlosa Brooksa. Ale przecież nie dla polecanek czytamy z zapartym tchem teksty Łukasza...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times, serif;"&gt;&lt;i&gt;Nowa Fantastyka    09/2010&lt;/i&gt;, Wyd. Prószyński Media, Warszawa 2010; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times, serif;"&gt;&lt;i&gt;Nowa Fantastyka 10/2010&lt;/i&gt;, Wyd. Prószyński Media, Warszawa 2010&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-7688163962776497214?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/7688163962776497214/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/10/nowa-fantastyka-09102010.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/7688163962776497214'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/7688163962776497214'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/10/nowa-fantastyka-09102010.html' title='Nowa Fantastyka 09,10/2010'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNaziOROnaI/AAAAAAAAAFA/9WfonGz3U3Q/s72-c/nf09_2010.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-1499323919755293347</id><published>2010-09-22T14:55:00.000+02:00</published><updated>2010-11-07T15:01:12.735+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='steampunk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='William Gibson'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='klasyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Maszyna różnicowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bruce Sterling'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Maszyna różnicowa</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Co by było, gdyby angielskiemu matematykowi, Charlesowi Babbage'owi, udało sie dokończyć budowę &lt;/span&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Maszyna_r%C3%B3%C5%BCnicowa" style="color: white; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;maszyny różnicowej&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;? Gdyby następnie rozwinął i urzeczywistnił swój projekt maszyny analitycznej? Jak zmieniłby się świat, gdyby w połowie XIX wieku wiktoriańska Anglia wkroczyła w erę informatyzacji? Odpowiedzi na te pytania próbują udzielić William Gibson i Bruce Sterling w swojej słynnej &lt;i&gt;Maszynie różnicowej&lt;/i&gt; - powieści, która zrodziła steampunk, a przynajmniej przyniosła temu nurtowi niezwykłą popularność. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNaw5ZxlDDI/AAAAAAAAAE4/h3emRLUaeTE/s1600/difference_engine.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNaw5ZxlDDI/AAAAAAAAAE4/h3emRLUaeTE/s320/difference_engine.jpg" width="191" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Przyznam się ze wstydem, że zakończona właśnie lektura była moim pierwszym kontaktem z tą książką. Zawdzięczam go naszemu nieudanemu &lt;/span&gt;&lt;a href="http://fantastykon.blox.pl/html" style="color: white; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;steampunkowemu wyzwaniu&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;, i ten fakt jest dla mnie ostatecznym dowodem na to, że warto było je podjąć. Żałuję, że nie zaczęliśmy od tej właśnie lektury, bo już w połowie powieści nabrałem przekonania, że mam do czynienia z dziełem niezwykłym. I dobrze się stało, że wydawnictwo MAG zdecydowało się na jego wznowienie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Akcja &lt;i&gt;Maszyny różnicowej&lt;/i&gt; toczy się w 1855 roku. Anglia, rządzona przez Radykalną Partię Przemysłową, z wciąż żyjącym Lordem Byronem na czele, kształtuje oblicze świata, korzystając z potęgi, jaką daje jej wykorzystanie napędzanych parą maszyn. Naukowcy i przemysłowcy kontrolują politykę, masowo zapełniając ławy Izby Lordów, skutecznie spychając dziedziczną arystokrację na dalszy plan. Technologia zmienia społeczeństwo, znaczenia nabierają związki zawodowe, nowego porządku strzeże policja i tajne służby, gromadzące informacje o obywatelach w przepastnych bazach danych. Spójny, konsekwentnie zbudowany świat powieści odmalowany jest najdrobniejszych szczegółach - poznajemy go stopniowo, wędrując wraz z narratorem za trójką bohaterów - Sybil Gerard, luksusową prostytutką, córką przywódcy antyprzemysłowej opozycji; Edwardem Mallorym, odkrywcą, paleontologiem i Laurentem Oliphantem, dyplomatą i szpiegiem. Poznajemy Londyn, pełen napędzanych parą powozów, geografię jego ulic i przekrój społeczny, a przy okazji spotykamy historyczne postacie, którym autorzy nakreślili alternatywne życiorysy, dopasowane do wykreowanej przez nich rzeczywistości. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNawsa9HgMI/AAAAAAAAAE0/CNQGjXkRQ6c/s1600/maszyna_roznicowa.jpg" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNawsa9HgMI/AAAAAAAAAE0/CNQGjXkRQ6c/s1600/maszyna_roznicowa.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Już sam pomysł na opisanie takiej właśnie alternatywnej historii gwarantowałby Gibsonowi i Sterlingowi sukces. &lt;i&gt;Maszyna różnicowa&lt;/i&gt; to jednak znacznie więcej. Na podstawowym poziomie jest to klasyczna powieść sensacyjna - akcja toczy się wokół talii perforowanych kart, przechowujących nieznaną bohaterom wiedzę. Wiedzę, dla której warto zabić. Szybko się jednak orientujemy, że karty owe pełnią rolę klasycznego &lt;/span&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/MacGuffin" style="color: white; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;MacGuffina&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;, będąc pretekstem do zorganizowania czytelnikowi wycieczki po powieściowym świecie. Z racji wykreowanej scenografii jest to wycieczka niezwykle fascynująca, ale pozostałaby jedynie wycieczką, gdyby autorom zabrakło literackiego kunsztu. Tymczasem wiele fragmentów, na przykład wędrówka Mallory'ego przez pogrążony w smogu i społecznym kryzysie Londyn to literatura wręcz genialna, mocno wzgryzająca się w mózg. Tego się zupełnie nie spodziewałem. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Równie dużo pracy co w konstrukcję świata, Gibson i Sterling włożyli w konstrukcję swoich bohaterów. I opłaciło się. Kibicowanie Edwardowi Mallory'emu, najbardziej wyrazistemu z nich, w rozsupływaniu skomplikowanej, wyraźnie go przerastającej intrygi dostarcza wiele frajdy. Nasz paleontolog przemierza świat krokiem zdobywcy, brawurą i bufonadą nadrabiając braki w inteligencji, nie zauważając nawet połowy popełnianych po drodze gaf. To człowiek swojej niezwykłej epoki,  powstałej z mieszanki stechnologizowanego społeczeństwa z wiktoriańską moralnością i jej konwenansami - z jednej strony pragmatyk, z entuzjazmem przyjmujący wszystkie techniczne nowinki, z drugiej idealista, borykający się z wyrzutami sumienia z powodu konieczności łamania zasad, które do tej epoki już nie przystają. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Na koniec podzielę się niesamowitym odkryciem. Już wiem, co jest nie tak ze steampunkiem. Dzięki Gibsonowi i Sterlingowi, którzy stworzyli literaturę, w której pojawiły się rekwizyty w postaci parowych maszyn. Konstruowanie powieści w odwrotnej kolejności nie jest po prostu dobrym pomysłem...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;William Gibson, Bruce Sterling, &lt;i&gt;The Difference Engine,&lt;/i&gt; Bantam Spectra Book&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;, 1992; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;William Gibson, Bruce Sterling&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;, &lt;i&gt;Maszyna różnicowa&lt;/i&gt;, tł. Piotr W. Cholewa, Wyd. MAG,  2010&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-1499323919755293347?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/1499323919755293347/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/09/maszyna-roznicowa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/1499323919755293347'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/1499323919755293347'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/09/maszyna-roznicowa.html' title='Maszyna różnicowa'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNaw5ZxlDDI/AAAAAAAAAE4/h3emRLUaeTE/s72-c/difference_engine.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-40829007191027446</id><published>2010-09-12T09:20:00.005+02:00</published><updated>2010-11-07T10:23:31.829+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ivan Engler'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ładunek'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ralph Etter'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Ładunek</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Dwudziesty trzeci wiek. Ludzkość, po niefrasobliwym potraktowaniu Matki Ziemi, zmuszona jest szukać schronienia w ogromnych, przeludnionych stacjach kosmicznych. Nadzieję na lepszą przyszłość daje odkrycie nowej, zdatnej do zamieszkania planety. Rheę od Raju odróżnia jedynie to, że każdy może kupić sobie bilet wstępu. Jeżeli posiada odpowiednią ilosć gotówki, oczywiście. Młoda pani doktor, Laura Portman, nie marzy o niczym innym, więc dołącza do załogi statku, który ma dostarczyć zaopatrzenie na jakąś odległą stację. Podróż ma potrwać całe cztery lata, z czego większość przyjdzie Laurze spędzić w hibernacji, ale po powrocie stać ją już będzie na przepustkę na Rheę, gdzie czeka ukochana siostra.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNZv9QmnzTI/AAAAAAAAAEw/IgollZZdZag/s1600/cargo.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNZv9QmnzTI/AAAAAAAAAEw/IgollZZdZag/s1600/cargo.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Śpieszę donieść, że nie jest to zarys pomysłu na moje nowe  opowiadanie, ale początek fabuły szwajcarskiego filmu z ubiegłego roku w reżyserii Ivana Englera i Ralpha Ettera. Ja bym czegoś takiego raczej nie wypuścił, a to dlatego, że nawet słabo obyty z fantastyką czytelnik błyskawicznie zorientowałby się, że robię go w konia, bo to wszystko już przecież było. Podobnie jest z widzem filmu &lt;i&gt;Cargo&lt;/i&gt; - kiedy pani doktor, w środku swojej samotnej wachty, orientuje się, że na statku dzieją się dziwne rzeczy, wiadomo już, jak to się wszystko skończy. Odkrycie natury ładunku, który transportuje "Kassandra" też nie przynosi zaskoczenia. Przez resztę filmu pozostaje nam jedynie powstrzymywanie ziewania podczas obserwacji  desperackich prób dotarcia bohaterki do przerażającej prawdy. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Niestety, wtórność to nie jedyna słabość tego filmu (naprawdę można odnieść wrażenie, że przeleżał na półce ze trzy dekady). Kolejną jest to, że aktorzy nie radzą sobie z rolami, co zresztą nie jest do końca ich winą. Wprawdzie scenarzyści postarali się o gamę charakterystycznych osobników/osobniczek, jednak każą im zachowywać się cokolwiek nielogicznie, jeżeli wręcz nie dziwacznie. Trudno uwierzyć w nagłe miłosne zaangażowanie Laury, jeszcze trudniej w motywacje pozostałych członków załogi "Kassandry". &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Parę rzeczy mi się podobało. Przede wszystkim zdjęcia i scenografia. Statek trzeszczy i jęczy, zewsząd kapie woda, nawala oświetlenie, są śmieci i brud. To też już nie raz widzieliśmy, choćby w &lt;i&gt;Obcym&lt;/i&gt;, ale Szwajcarzy się przyłożyli. Wrażenie robią ujęcia ogromnej ładowni i wrót do niej (widać je na załączonym posterze). Na porządne efekty spacerów w Kosmosie zabrakło już jednak kasy. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Na razie nic nie wskazuje na to, że &lt;i&gt;Cargo&lt;/i&gt; znajdzie polskiego dystrybutora. Cóż, PKB nie wzrośnie, za to fani sf zaoszczędzą trochę kasy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;&lt;i&gt;Cargo&lt;/i&gt;, reż. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;Ivan Engler, Ralph Etter, Atlantis Pictures&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt; 2009&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-40829007191027446?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/40829007191027446/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/09/adunek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/40829007191027446'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/40829007191027446'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/09/adunek.html' title='Ładunek'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNZv9QmnzTI/AAAAAAAAAEw/IgollZZdZag/s72-c/cargo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-8619015670928388873</id><published>2010-09-06T08:57:00.000+02:00</published><updated>2010-11-07T10:19:05.800+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moon'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Duncan Jones'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Po ciemnej stronie</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Po upływie ponad roku od daty światowej premiery na ekrany polskich kin trafił &lt;i&gt;Moon&lt;/i&gt; w reżyserii Duncana Jonesa. Może to i lepiej, że trwało to tak długo - w międzyczasie obraz zgarnął kilka prestiżowych festiwalowych nagród, więc jest szansa, że znajdzie u nas większe grono odbiorców. Z pewnością na to zasługuje. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNZuvghRTLI/AAAAAAAAAEs/uWKDOCMP54o/s1600/moon.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNZuvghRTLI/AAAAAAAAAEs/uWKDOCMP54o/s1600/moon.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Sam Bell odlicza dni, które dzielą go od zakończenia zawodowego kontraktu. Zamknięty samotnie w księżycowej bazie, od blisko trzech lat zajmuje się nadzorowaniem maszyn, wydobywających hel-3 - paliwo do reaktorów fuzyjnych, które zrewolucjonizowały ziemską energetykę. Jego jedynym towarzyszem jest zrobotyzowany komputer, sztuczna inteligencja o imieniu GERTY. Na Ziemi czeka na niego ukochana żona i córeczka. Z rzadka odbierane komunikaty z domu pozwalają mu przezwyciężać depresję, która nasila się od czasu awarii satelity, umożliwiającego bezpośrednie połączenie z macierzystą planetą. Dwa tygodnie przed upragnionym powrotem stan psychiczny Sama pogarsza się, co w końcu doprowadza do wypadku. Wkrótce potem budzi się w ambulatorium i przekonuje się, że to dopiero początek jego kłopotów - przypadkowe odkrycie sprawi, że będzie musiał zakwestionować i zrewidować wszystko, co wie o świecie i własnej egzystencji. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Nawet ten krótki opis pozwala się zorientować, że &lt;i&gt;Moon&lt;/i&gt; to bliski krewny &lt;i&gt;Solaris&lt;/i&gt; Stanisława Lema. Równie blisko mu do &lt;i&gt;Odysei Kosmicznej&lt;/i&gt; Kubricka, a także prozy Philipa K. Dicka.  Reżyser wcale nie wstydzi się tych inspiracji - zadbał o to, aby były one bardzo czytelne. Co ciekawe, Duncan Jones, prywatnie syn Davida Bowie, zrealizował swój debiutancki film za 5 milionów dolarów. W porównaniu do budżetów hollywoodzkich produkcji to tyle, co nic, a jednak w ogóle tego nie widać. Podejrzewam, że Kevin Spacey, użyczający głosu GERTY'emu nie wziął za to ani grosza, bo inaczej nie starczyłoby na scenografię, a tej nie sposób niczego zarzucić. Na pewno oszczędzono na efektach specjalnych, ale kto powiedział, że porządne kino science-fiction nie może się bez nich obejść? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Nie chciałbym potencalnym widzom psuć zabawy, więc napiszę, czym &lt;i&gt;Moon&lt;/i&gt; nie jest. Nie jest thrillerem budowanym na łatwym do odtworzenia klaustrofobicznym klimacie pozaziemskiej bazy i jej sterylnych korytarzy. Nie jest filmem akcji, w którym Sam Bell odpiera inwazję Obcych lub ratuje świat przed innym katastrofalnym zagrożeniem. Nie jest filmem, żegnającym widza nierozwiązaną zagadką. Jonesowi udało się stworzyć obraz przejmujący, stawiający pytania z gatunku tych najistotniejszych. Wielka w tym zasługa Sama Rockwella, który udźwignął niełatwą rolę; niełatwą nie tylko dlatego, że nawet na moment nie schodzi z ekranu. Pomaga mu dyskretna muzyka, autorstwa Clinta Mansella - łagodne dźwięki fortepianu dobrze współgrają z potężną dawką emocji, jaką serwuje nam się z ekranu. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Doprawdy, chciałbym coś skrytykować w tym filmie, ale nie bardzo wiem, co. Idźcie do kina i sami sobie poszukajcie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;&lt;i&gt;Moon&lt;/i&gt;, reż. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;Duncan Jones, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;Liberty Films UK 2009&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-8619015670928388873?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/8619015670928388873/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/09/po-ciemnej-stronie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/8619015670928388873'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/8619015670928388873'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/09/po-ciemnej-stronie.html' title='Po ciemnej stronie'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNZuvghRTLI/AAAAAAAAAEs/uWKDOCMP54o/s72-c/moon.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-9168920475597084319</id><published>2010-09-03T09:05:00.005+02:00</published><updated>2011-04-15T17:30:07.873+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czasopisma'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Nowa Fantastyka 08/2010</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Za mną lektura kolejnego egzemplarza mego ulubionego (wciąż) magazynu. Nie wiem, czy z sentymentu, czy też z obawy przed wywoływaniem wilka z lasu, postanowiłem odtąd skupiać się głównie na tym, co w &lt;i&gt;Nowej Fantastyce&lt;/i&gt; dobre. To już nie moja wina, że długość notek trochę na tym ucierpi... &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNZs2EfCoSI/AAAAAAAAAEo/kVlr9KDqRbw/s1600/nf08_2010.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNZs2EfCoSI/AAAAAAAAAEo/kVlr9KDqRbw/s1600/nf08_2010.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Na początek spodobało mi się, w jaki sposób Jakub Winiarski w swoim wstępniaku wkłada szpilę rodzimym twórcom. Posługuje się przy tym cytatem z Woody Allena, który przytoczę tu w całości: "Chciałbym nakręcić wielki film, ale pod warunkiem, że nie przepadnie mi rezerwacja w ulubionej restauracji". Z całego działu publicystyki na następnych stronach polecam wywiad z Jarosławem Grzędowiczem. Autor &lt;i&gt;Pana Lodowego Ogrodu&lt;/i&gt; prezentuje się jako rozsądny facet, twardo stąpający po ziemi, trzeźwo patrzący nie tylko na nasz rynek wydawniczy, ale także na własą twórczość. Nie znam osobiście, ale polubiłem od pierwszego słowa. Wywiad z Bogusławem Polchem też warto odnotować, bo jest zapowiedzią październikowego bliskiego spotkania z... Funkym Kovalem (Oh, yeah!) &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Dział recenzji to, niestety, tradycyjny już przegląd pełnych wampirów i zakochanych w nich naiwniaczek produktów dla młodzieży. Na tym tle wybija się króciutka reklama zbioru opowiadań Miéville'a &lt;i&gt;W poszukiwaniu Jake'a&lt;/i&gt;. Z kolei w dziale recenzji filmowych Joanna Kułakowska nie poleca &lt;i&gt;Czwartego stopnia&lt;/i&gt; Osunsanmiego, a Przemysław Pieniązek wybrzydza trochę na "Istotę" Nataliego. Orbitowski nie zawodzi, wyciągając na światło dzienne kolejny koszmarek z lat osiemdzisiątych. Tym razem trafiło na &lt;i&gt;The Lair of the White Worm&lt;/i&gt; Kena Russella, z Hugh Grantem w roli głównej. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Proza w sierpniowym numerze nie zaskakuje in minus, choć nie znalazłem w niej nic, co zdołałoby mnie poruszyć. Łukasz Dęboróg i Jakub Kamiński próbują mierzyć się z niedawną powodziową traumą. &lt;i&gt;Piweńko&lt;/i&gt; tego drugiego czyta się lepiej, choć fantastyki tam tyle, co na lekarstwo. Mike Resnick przedstawia swoją wersję &lt;i&gt;Narzeczonej Frankensteina&lt;/i&gt; i choć świeże i przyjemne, opowiadanie pozostaje jedynie rozbudowaną anegdotą. Z dwojga tekstów Olgi Gromyko, polecam &lt;i&gt;Pomysły i Domysły&lt;/i&gt;. To lekka fantasy, której bohaterka to taki Geralt w spódnicy, tylko z większym poczuciem humoru i dystansem do świata. Co prawda ten świat jakby przyjaźniejszy, więc pewnie jej łatwiej...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times, serif;"&gt;&lt;i&gt;Nowa Fantastyka    08/2010&lt;/i&gt;, Wyd. Prószyński Media, Warszawa 2010&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-9168920475597084319?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/9168920475597084319/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/09/nowa-fantastyka-082010.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/9168920475597084319'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/9168920475597084319'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/09/nowa-fantastyka-082010.html' title='Nowa Fantastyka 08/2010'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNZs2EfCoSI/AAAAAAAAAEo/kVlr9KDqRbw/s72-c/nf08_2010.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-7526604082062753010</id><published>2010-08-25T08:50:00.006+02:00</published><updated>2010-11-07T08:56:31.978+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Piaski czasu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Książę Persji'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mike Newell'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantasy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Szkoda czasu na piaski czasu</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Kilka spokojniejszych wakacyjnych tygodni pozwoliło mi nadrobić nieco zaległości. Jedną z nich było zapoznanie się z ekranizacją &lt;i&gt;Księcia Persji&lt;/i&gt; - kultowej serii komputerowych zręcznościówek. W czasach młodości straciłem kilka nocy na legendarne dzieło Jordana Mechnera, ale to by było na tyle, więc nie oczekujcie ode mnie porównań filmu Mike'a Newella z pierwowzorem. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNZbkMw3cdI/AAAAAAAAAEk/DnVF3vEtLfU/s1600/piaski_czasu.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNZbkMw3cdI/AAAAAAAAAEk/DnVF3vEtLfU/s1600/piaski_czasu.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Będzie więc jedynie o samym filmie. Nie za wiele, bo naprawdę nie warto się rozwodzić, choć sama fabuła miała spory potencjał. Adoptowany przez mądrego króla dzielny i prawy książę, dwaj jego ambitni bracia, równie ambitny stryj, intryga, wojna, zemsta i miłość do pięknej księżniczki - wszystko to razem mogło stworzyć podbudowę do pięknej, emocjonującej historii. Zadbano również o plenery i scenografię, tworząc kompletny świat mitycznej, starożytnej krainy, z bogactwem detali, na których warto zawiesić oko. Bez zarzutu jest również choreografia - zwłaszcza sceny walk i akrobatyczne popisy księcia Dastana w trakcie licznych scen pogoni. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Skoro wszystko jest tak pięknie, to dlaczego jest tak źle? Po pierwsze, fatalne są dialogi. Bohaterowie albo wylewają z ekranu tony patosu, albo gadają jak nam współcześni, co strasznie gryzie się z tak pieczołowicie budowaną scenografią. Jeżeli można jeszcze przymknąć na to oko w scenach przekomarzania się Dastana z księżniczką Taminą, to nie do zniesienia staje się już w wykonaniu Alfreda Moliny w roli przedsiębiorczego szejka Amara. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Po drugie, zawiedli aktorzy. Wybór Jake'a Gyllenhaala od początku mógł budzić wątpliwości. I całkiem zasadne, bo na jego sympatycznej buzi nie widać ani charyzmy, ani sprytu, ani twardości, bez których jego książę Dastan przestaje być wiarygodny. Jego partnerka, Gemma Arterton, miała znacznie łatwiejsze zadanie, rodząc się do tej roli ze wszystkimi niezbędnymi atrybutami. Tylko dlaczego najgorzej wypadają sceny właśnie z jej udziałem? Nie spisał się też Ben Kingsley. Jego Nizam rzuca swoimi posępnymi spojrzeniami już od pierwszych scen filmu, nie pozostawiając widzom żadnych wątpliwości, kto tu pociąga za sznurki. Tylko dlaczego widz musi się męczyć, oglądając nieudolne próby dojścia bohaterów do tej oczywistej prawdy? Jeżeli miałbym już wyróżnić kogoś z obsady, to wskazałbym jedynie Richarda Coyle'a w roli księcia Tusa.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Widziałem, nie ubawiłem się, połowy już nie pamiętam. Film nieco ratuje emocjonujący i bardzo efektowny finał, jednak to za mało, aby nie pożałować wydanych na bilet pieniędzy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;&lt;i&gt;Książę Persji: Piaski Czasu&lt;/i&gt;, reż. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;Mike Newell, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;Walt Disney Pictures 2010&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-7526604082062753010?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/7526604082062753010/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/08/szkoda-czasu-na-piaski-czasu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/7526604082062753010'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/7526604082062753010'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/08/szkoda-czasu-na-piaski-czasu.html' title='Szkoda czasu na piaski czasu'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNZbkMw3cdI/AAAAAAAAAEk/DnVF3vEtLfU/s72-c/piaski_czasu.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-5382789418803782027</id><published>2010-08-03T22:15:00.000+02:00</published><updated>2010-11-06T22:25:53.392+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poul Anderson'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stanie się czas'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><title type='text'>Stanie się czas</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Jak wspominałem w poprzednim wpisie, wraz z lipcowym numerem &lt;i&gt;Nowej Fantastyki&lt;/i&gt;" otrzymaliśmy jedną z powieści Poula Andersona. &lt;i&gt;Stanie się czas&lt;/i&gt; została napisana na początku lat 70-tych i była nawet nominowana do nagrody Hugo, jednak nie ukrywajmy - uczyniłbym autorowi wielką krzywdę, umieszczając tę recenzję w kategorii "klasyka". &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNXHOkNF0NI/AAAAAAAAAEg/GOQaN2cw71c/s1600/stanie_sie_czas.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNXHOkNF0NI/AAAAAAAAAEg/GOQaN2cw71c/s1600/stanie_sie_czas.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Jack Havig jest mutantem, potrafiącym przemieszczać się w czasie przy użyciu samej siły woli. Korzystając z tego daru, ogląda ponure losy współczesnej cywilizacji, jej katastrofalny upadek i odrodzenie pod panowaniem pokojowego ludu Maurai. Podczas swoich wędrówek w przeszłość i przyszłość spotyka innych ludzi podobnych do niego. Dołącza do grupy podróżników w czasie, zamieszkujących Orle Gniazdo - enklawę, która ma przenieść zdobycze cywilizacji przez mroczne wieki i ukształtować przyszłość, zgodnie z życzeniem jej twórcy, charyzmatycznego Caleba Wallisa. Kiedy odkrywa prawdziwą naturę tego projektu, buntuje się, ucieka i odtąd musi ukrywać się przed prześladowcami. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Wiemy, jak trudno napisać dobrą książkę o podróżach w czasie, unikając standardowych pułapek. &lt;/span&gt;&lt;a href="http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/05/o-czasowych-paradoksach.html" style="color: white; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Kilku jego poprzednikom się udało&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;, Anderson poległ jednak z kretesem - jego bohaterowie używają swego daru w sposób urągający logice, co wynika z tego, że autor nie poradził sobie z problemem paradoksów. Jeszcze gorszy zarzut wobec tej książki dotyczy zawartej w nim wizji przyszłości - socjologicznie wątpliwej, jeżeli wręcz nie naiwnej. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;i&gt;Stanie się czas&lt;/i&gt; ma oczywiście dobre strony. Dobrze wypada przeniesienie narracji na neutralnego obserwatora, który relacjonuje czytelnikowi wydarzenia, które sam zna jedynie z opowieści głównego bohatera. Ciekawe są fragmenty, opowiadające o dorastaniu Haviga, jego sytuacji rodzinnej, problemach z ujarzmieniem daru, który jest też jego  największym przekleństwem. Wypada  żałować, że Anderson nie skupił się bardziej na węwnętrznym życiu swego bohatera, zamiast kazać mu ratować świat, którego historii nie można podobno zmienić.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Szkoda, że wydawcy &lt;i&gt;Nowej Fantastyki&lt;/i&gt; wybrali akurat tę książkę. Pewnie uzyskali jednorazowy efekt w postaci większego nakładu, jednak na dłuższą metę ten wybór może przynieść więcej szkód niż pożytku. Mam tylko nadzieję, że nie zniechęci to czytelników do sięgnięcia po inne dzieła Andersona - nieprzeciętnego twórcy sf i fantasy, wielokrotnie nagradzanego mistrza krótkich form, uznanego redaktora i wydawcy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Poul Anderson, &lt;i&gt;Stanie się czasi&lt;/i&gt;,  tł. Tadeusz Markowski, Wyd. Prószyński Media,  2010&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-5382789418803782027?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/5382789418803782027/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/08/stanie-sie-czas.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/5382789418803782027'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/5382789418803782027'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/08/stanie-sie-czas.html' title='Stanie się czas'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNXHOkNF0NI/AAAAAAAAAEg/GOQaN2cw71c/s72-c/stanie_sie_czas.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-2113427457143150028</id><published>2010-07-30T22:08:00.001+02:00</published><updated>2011-04-15T17:30:28.056+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czasopisma'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Nowa Fantastyka 07/2010</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Nabywcy lipcowego numeru &lt;i&gt;Nowej Fantastyki&lt;/i&gt; otrzymali w prezencie (czytaj: za niewielką podwyżkę ceny pisma) powieść Poula Andersona &lt;i&gt;Stanie się czas&lt;/i&gt;. Książki jeszcze nie miałem okazji przeczytać, ale z zawartością magazynu, nie tylko z poczucia obowiązku, dokładnie się zapoznałem. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Nowy naczelny, Jakub Winiarski, wita się z czytelnikami banałami na temat popkultury. Dalej, jako że lipiec to sezon na kinowe Predatory, znajdziemy esej Przemysława Pieniążka o historii owych kosmicznych łowców. Można go pominąć i rzucić okiem na niezapomniane prace Franka Frazetty we wspomnieniowym artykule Waldemara Miaśkiewicza. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNXEo3glxeI/AAAAAAAAAEc/hu_W7NZkxqg/s1600/nf07_2010.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNXEo3glxeI/AAAAAAAAAEc/hu_W7NZkxqg/s1600/nf07_2010.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Haska i Stachowicz raczą nas opowieścią o lękach przed pogrzebaniem żywcem i pomysłach naszych przodków na zapobieganie tak przerażającym medycznym pomyłkom. Uwaga, niektóre z opisów tylko dla ludzi o mocnych nerwach! Nawiasem mówiąc, te historie z lamusa to naprawdę prawdziwe perły działu publicystyki i wypada tylko żałować, że są jednymi z ostatnich pozostałości po "starych dobrych czasach". &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt; Z działu recenzji wyniosłem decyzję o zakupie najnowszej powieści Johna Irvinga (&lt;i&gt;Ostatnia noc w Twisted River&lt;/i&gt;). Jakub Winiarski użył wobec niej określenia wybitna, więc wszelkie ewentualne pretensje proszę kierować do niego. Do innych polecanek postanowiłem podchodzić sceptycznie, bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że o tych nadspodziewanie wielu pozycjach ocenionych na co najmniej 5/6 za kilkanaście lat będziemy jeszcze pamiętać. Trochę więcej ciekawych informacji znajdziemy w dziale recenzji filmowych - za sprawą Łukasza Orbitowskiego, który dzieli się wrażeniami po obejrzeniu remake'u &lt;i&gt;Koszmaru z ulicy Wiązów&lt;/i&gt; - oraz interesującego tekstu Macieja Parowskiego o &lt;i&gt;Metropii&lt;/i&gt; Tarika Saleha. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Dział prozy w lipcowym numerze otwierają mało oryginalne &lt;i&gt;Skalpy Siuksów&lt;/i&gt; Kochańskiego (na kilometr czuć inspirację Cameronowym &lt;i&gt;Avatarem&lt;/i&gt;). W kazdym razie opowiadanie plasuje się poniżej normalnego poziomu autora. &lt;i&gt;Koci Król&lt;/i&gt; Michała Ochnika w ogóle nie powinien był ukazać się drukiem -  infantylny nie tylko w pomyśle, ale i w stylu. Interesująco zapowiada się za to &lt;i&gt;Wieczny Grunwald&lt;/i&gt; Szczepana Twardocha - zaprezentowany fragment powieści jest szalony, oryginalny, brawurowy. Matka Polska, Polacy, Niemcy i narodowe fiksacje to nie moje klimaty, ale wypada docenić talent, erudycję i wizję autora. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Miłośnikom rozrywkowej fantasy historycznej powinni przypaść do gustu &lt;i&gt;Piekielnicy&lt;/i&gt; Juraja Červenáka. Nie chybiający celu twardziele śmiejący się śmierci w twarz, pojedynki, grabieże i na dokładkę perski czarownik, ifryt i pomocny wodnik. Mnie również udało się znaleźć coś dla siebie, a tym czymś okazało się &lt;i&gt;Skostniałe niebo&lt;/i&gt; Jeffa Carlsona - trzymająca w napięciu fabuła o nieudanym Pierwszym Kontakcie - dobrze napisane twarde sf, sprawnie budujące klaustrofobiczny klimat lodowych jaskiń, które przemierza walcząca o przetrwanie bohaterka.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times, serif;"&gt;&lt;i&gt;Nowa Fantastyka    07/2010&lt;/i&gt;, Wyd. Prószyński Media, Warszawa 2010&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-2113427457143150028?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/2113427457143150028/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/07/nowa-fantastyka-072010.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/2113427457143150028'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/2113427457143150028'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/07/nowa-fantastyka-072010.html' title='Nowa Fantastyka 07/2010'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNXEo3glxeI/AAAAAAAAAEc/hu_W7NZkxqg/s72-c/nf07_2010.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-7659293015846581169</id><published>2010-07-19T22:01:00.000+02:00</published><updated>2010-11-06T22:06:55.962+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Shrek Forever'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mike Mitchell'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Zielono mi</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Po doświadczeniach ze &lt;i&gt;Shrekiem Trzecim&lt;/i&gt; miałem pewne obawy, czy twórcom popularnej serii o sympatycznym zielonym ogrze uda się godnie pożegnać z widzami. &lt;i&gt;Shrek Forever&lt;/i&gt; daje jednak radę. Dzięki sprytnemu zabiegowi fabularnemu, film wraca do przygód znanych z pierwszych części, odchodząc od konwencji zlepku średnio śmiesznych gagów. Poza tym, Josh Klausner (scenariusz) i Mike Mitchell (reżyseria) postawili na akcję, rezygnując ze znaku firmowego serii, którym były  liczne nawiązania do popkultury. Paradoksalnie, nie oznacza to ukierunkowania filmu na młodszego odbiorcę - &lt;i&gt;Shrek Forever&lt;/i&gt; to najbardziej "dorosła" ze wszystkich części, traktuje bowiem o... kryzysie wieku średniego. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNXDAxlqxBI/AAAAAAAAAEY/DemVEwGT_zw/s1600/shrek_forever.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNXDAxlqxBI/AAAAAAAAAEY/DemVEwGT_zw/s1600/shrek_forever.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;W życiu każdego mężczyzny, męża, ojca przychodzi moment, w którym zaczyna tęsknić za utraconą wolnością. Nie inaczej jest z ogrami. Pewnego dnia uświadamiasz sobie, że  twój azyl na ponurym bagnisku zamienił się w atrakcję turystyczną, dni beztroski zastąpiła rutyna rozlicznych rodzicielskich obowiązków, a nadspodziewanie liczne grono przyjaciół nie pozostawia nawet jednej wolnej chwilki na zebranie myśli. Miałbyś ochotę ryknąć wściekle i napędzić stracha paru wieśniakom, ale to nie  najlepszy pomysł w sytuacji, kiedy ci ustawiają się  w kolejce po autografy. Ach, gdyby tak, choć na jeden dzień, cofnąć się w czasie i zakosztować dawnego życia... &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;W świecie bajek głośno wypowiadane życzenia mogą przynieść nieoczekiwane skutki. Na przykład za rogiem może czaić się podstępny karzeł Rumpelnicki, gotów wykorzystać każdą sposobność, aby zyskać władzę nad Zasiedmiogórogrodem. Podsuwa on Shrekowi umowę, na mocy której oferowuje mu ów wymarzony dzień, w zamian za jeden wybrany dzionek z  dzieciństwa ogra. Shrek ochoczo korzysta z okazji i przekonuje się, że igranie z czasem może być bardzo bolesne. Wprawdzie pocałunek prawdziwej miłości znów może go wydobyć z tarapatów, ale jak tego dokonać, skoro przyjaciele go nie poznają, a ukochana Fiona nie jest już tą samą Fioną? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Zmuszenie Shreka do ponownych starań o serce ukochanej to naprawdę fajny pomysł na zamknięcie cyklu. Niestety, motywy Shreka niekoniecznie będą zrozumiałe dla najmłodszych. Film jest też mroczniejszy i mniej w nim humoru, choć Osioł i Kot nadal błyszczą w dialogach. Dużą zaletą jest postać Rumpelnickiego, chyba najbardziej interesującego z dotychczasowych przeciwników zielonego ogra (tu należą się osobne słowa pochwały pod adresem Cezarego Pazury, który użyczył mu głosu). Rozczarowują efekty 3D - wprawdzie realizacji wizualnej całego obrazu nie sposób niczego zarzucić, to jednak sceny w trójwymiarze po prostu nie są warte swojej ceny. Wydaje się, że skoro stają się standardem współczesnych produkcji, to nie powinniśmy wciąż płacić za nie, jak za dodatkową atrakcję.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;&lt;i&gt;Shrek Forever&lt;/i&gt;, reż. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;Mike Mitchell, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;DreamWorks Animation 2010&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-7659293015846581169?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/7659293015846581169/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/07/zielono-mi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/7659293015846581169'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/7659293015846581169'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/07/zielono-mi.html' title='Zielono mi'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNXDAxlqxBI/AAAAAAAAAEY/DemVEwGT_zw/s72-c/shrek_forever.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-1379833330778652928</id><published>2010-07-14T18:25:00.001+02:00</published><updated>2010-11-06T18:30:50.972+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Babel-17'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Samuel R. Delany'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Na początku było słowo</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Gdy tylko trafi mi się jakiś pretekst, dla którego mogę  sięgnąć po książkę Samuela R. Delany'ego, to natychmiast z niego korzystam. A omawianie  twórczości tego autora przy okazji przypominania klasyków sf to nawet więcej niż pretekst - to konieczność. Tym bardziej, że, jak ze smutkiem zauważam, rośnie nam pokolenie miłośników fantastyki, którzy o tym czarnoskórym, amerykańskim pisarzu nigdy nie słyszeli. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Dlaczego właśnie &lt;i&gt;Babel-17&lt;/i&gt;, a nie na przykład ulubiona przeze mnie &lt;i&gt;Nova&lt;/i&gt;, lub głośny &lt;i&gt;Dhalgren&lt;/i&gt;? Przyczyn jest kilka. Najbardziej prozaiczną jest fakt, że wcześniej nie posiadałem tej książki na własność, więc nadarzyła się okazja, żeby ją  wreszcie zakupić. Najistotniejszą jest chyba zaś ta, że na przykładzie tej powieści najłatwiej będzie mi pokazać, jak wielkim pisarzem Delany jest. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNWQb9stIkI/AAAAAAAAAEU/PwYL008MDSk/s1600/babel17.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNWQb9stIkI/AAAAAAAAAEU/PwYL008MDSk/s1600/babel17.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;i&gt;Babel-17&lt;/i&gt; powstała w 1966 roku i z miejsca zyskała rozgłos. Zdobyła Nebulę i była nominowana do Hugo. Były to romantyczne czasy, w których pisarze-fantaści wysyłali ludzi w Kosmos, kazali im walczyć, ze sobą i z Obcymi, kochać się i nienawidzić na galaktyczną skalę. Nie inaczej jest tutaj - ludzkość zasiedliła pięć galaktyk, podzieliła się na dwa wrogie obozy i toczy wojnę, do której wciągnęła również inne cywilizacje. Dodajmy do tego obdarzoną urodą i rozlicznymi talentami bohaterkę, wyruszającą na misję, która ma odmienić losy świata. Brzmi jak parodia klasycznej space-opery, prawda? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Otóż nie. Nasza bohaterka, Rydra Wong, jest popularną poetką i językoznawcą, a jej misja polega na odnalezienia źródła tajemniczego kodu, powiązanego z groźnymi aktami sabotażu. Mało tego, szyfr okazuje się językiem, który w miarę przyswajania, wpływa na percepcję i procesy myślowe ludzi, czyniąc ich agentami wroga i niezwykle groźną bronią. Jak więc trafnie zauważyła &lt;/span&gt;&lt;a href="http://ninedin.blox.pl/2010/07/Jestesmy-jezykiem.html" style="color: white; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;ninedin&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;, &lt;i&gt;Babel-17&lt;/i&gt; to  coś w rodzaju space-opery o językoznawstwie. Obok klasycznych scen akcji, kosmicznych bitew nawet, znajdujemy tu lingwistyczną zagadkę, uzupełnioną sporą dawką wiedzy z tej dziedziny. Samą powieść można odczytywać na wielu poziomach - oprócz solidnej rozrywki, dostarcza też tonę materiału do przemyśleń. A Delany wie, o czym pisze i choć czasem bywa trudny w odbiorze, potrafi uważnego czytelnika sowicie wynagrodzić. Lektura &lt;i&gt;Babel-17&lt;/i&gt; przypomina więc obieranie cebuli z kolejnych warstw, a im głębiej, tym coraz bardziej smakowicie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Postać Rydry Wong oparta jest na  ówczesnej życiowej partnerce Delany'ego, uznanej poetce Marilyn Hacker. To próbki jej twórczości znajdziemy w książce. Sam Delany również się w niej pojawia, jako Muels Aranlyde, powieściopisarz, jednen z trojga składników jej partnerskiego związku (trzecim jest Fobo Lombs, postać wzorowana na przyjacielu Delany'ego, Bobie Folsomie). Nietrudno zgadnąć, że  powtarzająca się też w innych jego książkach wizja społeczeństwa, w którym normą są poligamiczne związki - hetero- i homoseksualne - bazuje na osobistych doświadczeniach autora - prywatnie małżonka, ojca, geja. Oczywiście Delany nie poprzestaje na tym - świat powieści jest bogaty, wręcz zaskakująco bogaty, biorąc pod uwagę jej objętość. Znajdziemy w niej ożywionych ludzi, duchy, obcych, spójną wizję technologii podróży kosmicznych, całą gamę społeczności, łącznie ze wszystkimi ich atrybutami - od seksu, mody, poprzez rozrywki, na diecie skończywszy. Nie wszystkim może odpowiadać styl, jakim autor próbuje nam to sprzedać - nie mniej bogaty od treści, czasem wręcz barokowy. Musimy też uważać na nagłe zmiany narratora, czy czyhającą za rogiem aliterację. Warto jednak się do tego stylu przyzwyczaić, bo wizje Delany'ego są naprawdę niebanalne i na długo zapadają w pamięć. Dobrym przykładem jest scena otwierająca powieść - spacer Generała ulicami kosmicznego portu, w trakcie którego dowiadujemy się o toczącej się wojnie - dzięki wspomnieniom ekonomicznej blokady, strachu, cierpienia, głodu, aktów kanibalizmu. Te wspomnienia z koszmarnej przeszłości odciskają zresztą swe piętno na każdej postaci z powieści i, choć nie mówi się o tym wprost, w znacznym stopniu determinują ich postawy i działania. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Ale &lt;i&gt;Babel-17&lt;/i&gt; to nie jest przecież powieść o wojnie. Nie jest to też chyba powieść o językoznawstwie, choć język jest tu kluczem. Jako narzędzie porozumienia. Bo to bariery w komunikowaniu się są wątkiem, na którym skupia się autor. Rydra rozwiązująca problemy w związku trójki swoich nawigatorów. Rydra ucząca okaleczonego psychicznie człowieka pojęcia "ja". Rydra wprowadzająca urzędnika w nieznany mu świat portowych melin i ich bywalców. Wyniszczająca wojna, której strony dawno zapomniały, o co tak naprawdę walczą. Delany sugeruje, że rozwiązanie może kryć się w słowach. Słowa mają siłę sprawczą, bo przecież "na początku było słowo", jak przypomina główna bohaterka. Jeżeli tylko znajdziemy właściwe nazwy, możemy dokonać niewyobrażalnych dotąd rzeczy. Na przykład zbudować elektrownię słoneczną, bazując na opisie składającym się z dziewięciu słów. Albo zakończyć polityczną wojnę, zmieniając język komunikatów.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: 8pt; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman;"&gt;Samuel R. Delany, &lt;i&gt;Babel-17&lt;/i&gt;, Orion Publishing Co, 1999&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-1379833330778652928?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/1379833330778652928/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/07/na-poczatku-byo-sowo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/1379833330778652928'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/1379833330778652928'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/07/na-poczatku-byo-sowo.html' title='Na początku było słowo'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNWQb9stIkI/AAAAAAAAAEU/PwYL008MDSk/s72-c/babel17.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-2825270778166627399</id><published>2010-07-03T18:18:00.002+02:00</published><updated>2011-04-15T17:30:50.853+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czasopisma'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Nowa Fantastyka 06/2010</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Czerwcowy numer &lt;i&gt;Nowej Fantastyki&lt;/i&gt; miło mnie zaskoczył. Nie spodziewałem się wiele po obejrzeniu tandetnej okładki, ani po zapowiadanej przez nią horrorowej zawartości. Z drugiej strony, po doświadczeniach z kilkoma poprzednimi numerami, nie powinienem się chyba dziwić, że to właśnie autorzy opowieści grozy zadbali o poziom literacki tego wydania. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNWO40eGcqI/AAAAAAAAAEQ/GahWUxSqBbE/s1600/nf06_2010.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNWO40eGcqI/AAAAAAAAAEQ/GahWUxSqBbE/s1600/nf06_2010.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Najbardziej wartościowym literacko opowiadaniem okazał się &lt;i&gt;Kopciuch&lt;/i&gt; Petera Strauba. Wewnętrzny świat psychopatycznej przedszkolanki naprawdę przeraża, mimo że autor oszczędza nam opisów popełnianych przez nią zbrodni. Takich nie brakuje w &lt;i&gt;Udręczonych duszach: legendzie o Primordium&lt;/i&gt; Clive'a Barkera - opowieści o dziwnym związku dwojga złamanych ludzi, przemienionych w zabójców z koszmarów, osadzonej w scenografii fantasy. Nagromadzenie krwawych scen przemocy i obrzydliwości przekracza tu czasem granicę dobrego smaku, ale tworzy ciekawy klimat, który pozwala z nadzieją oczekiwać na powstający na kanwie tej historii film. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Ewa Białołęcka zaserwowała nam zupełnie inne danie - &lt;i&gt;Cudowne źródełko, czyli kryminał hydrauliczny&lt;/i&gt; to opowiadanie z  cyklu Selerbergiady (którego, mea culpa, jakoś nie było mi dane poznać). Bardzo zabawne w przywołującym klimat &lt;i&gt;U Pana Boga za piecem&lt;/i&gt; wstępie, jedynie znośne później, kiedy na scenę wkraczają sztampowe agentki Dobra i Zła, rywalizujące o rząd dusz. &lt;i&gt;Maskarada&lt;/i&gt; Tomasza Golisa to ostatnie z publikowanych konkursowych opowiadań. Całkiem sprawnie napisane, choć zachęcający początek, z tajemniczymi napisami na murach i starą księgą, obiecuje znacznie więcej niż dostarcza nam przewidywalny od połowy finał. &lt;i&gt;Tygrys, tygrys&lt;/i&gt; &lt;/span&gt;&lt;a href="http://bialyatrament.blogspot.com/" style="color: white; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Marcina Wełnickiego&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt; też rozczarowuje, a to z powodu zbyt małej objętości. Przedstawienie bohatera, nakreślenie świata, nie pozostawia już zbyt wiele miejsca na samą historię opętania przez krwiożercze bóstwo.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;W czerwcowym numerze magazynu znajdziemy dwa wywiady z autorami. Zdecydowanie ciekawiej wypada Bartłomieja Paszylka rozmowa z Peterem Straubem. Mistrz horroru jest zabawny, szczery, odsłania wiele ze swego warsztatu. Charlaine Harris okazuje się rzemieślniczką, korzystającą z okazji, jaką niespodziewanie dostarczył jej los, choć może to tylko maska, któż to wie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Coraz bardziej rozczarowuje mnie natomiast dział recenzji. Mam wrażenie, że pismo zmienia swój target, stawiając na coraz młodszych odbiorców, co rzutuje również na dobór ocenianych pozycji. Na szczęście mogę jeszcze liczyć na Łukasza Orbitowskiego, dzielącego się wrażeniami z oglądania kolejnych ramot. Tym razem padło na &lt;i&gt;Dom długich cieni&lt;/i&gt; Petera Walkera, produkcję z 1984 roku, w której kwartet weteranów w składzie Cushing, Carradine, Lee i Price przypomina o swoim istnieniu. Bawiąc się przy tym świetnie, co widać na ekranie, i bawiąc także widza, co cenne i nie tak częste przecież.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times, serif;"&gt;&lt;i&gt;Nowa Fantastyka   06/2010&lt;/i&gt;, Wyd. Prószyński Media, Warszawa 2010&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-2825270778166627399?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/2825270778166627399/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/07/nowa-fantastyka-062010.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/2825270778166627399'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/2825270778166627399'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/07/nowa-fantastyka-062010.html' title='Nowa Fantastyka 06/2010'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNWO40eGcqI/AAAAAAAAAEQ/GahWUxSqBbE/s72-c/nf06_2010.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-8576968934102645412</id><published>2010-06-13T18:09:00.002+02:00</published><updated>2010-11-06T18:24:43.713+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Alfred Bester'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='klasyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Człowiek do przeróbki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Bester is the best</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNWNJjFPziI/AAAAAAAAAEM/ADpPcsc32R8/s1600/the_demolished_man.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNWNJjFPziI/AAAAAAAAAEM/ADpPcsc32R8/s1600/the_demolished_man.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Jeżeli bierzemy się za omawianie klasyków literatury sf, nie sposób pominąć Alfreda Bestera. Wpływ jego dwóch sztandarowych powieści z połowy ubiegłego wieku na autorów i czytelników fantastyki można jedynie porównać z wpływem &lt;i&gt;Gwiezdnych Wojen&lt;/i&gt; Lucasa na środowisko filmowców i odbiorców filmów. Ponieważ &lt;i&gt;Gwiazdy moje przeznaczenie&lt;/i&gt; omówiła już swego czasu &lt;/span&gt;&lt;a href="http://ninedin.blox.pl/2008/11/Kanon-Kosmos-czarny-mym-mieszkaniem.html" style="color: white; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;ninedin&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;, postanowiłem przybliżyć wam &lt;i&gt;Człowieka do przeróbki&lt;/i&gt; - książkę z 1951 roku, za którą Bester otrzymał pierwszą w historii nagrodę Hugo. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Ben Reich kieruje potężnym finansowym imperium, obejmującym swym zasięgiem cały Układ Słoneczny. Trawiony obsesyjną chęcią pokonania swego rywala w interesach, przyparty do muru, nie cofnie się przed niczym, nawet przed morderstwem. A zaplanowanie i dokonanie morderstwa w świecie pełnym telepatów wydaje się zadaniem niemożliwym do realizacji, nawet dla kogoś dysponującego nieograniczonymi praktycznie zasobami. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNWM9SEXqsI/AAAAAAAAAEI/EuQoGIGLr7I/s1600/czlowiek_do_przerobki.jpg" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNWM9SEXqsI/AAAAAAAAAEI/EuQoGIGLr7I/s1600/czlowiek_do_przerobki.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Bestera nie interesują przeciętniacy. Zarówno Ben Reich, jak i jego główny adwersarz - prefekt plicji, geniusz i telepata Lincoln Powell - to niemal półbogowie. Główny bohater w którymś momencie sam wygłasza pogląd, że kogoś takiego, jak on sam, nie ograniczają zwykłe normy etyczne. Reich innych ludzi traktuje jak zasoby do wykorzystania, pionki na planszy, na której rozgrywa swą wojnę o władzę nad światem. Powell jest z zupełnie innej gliny - cały swój geniusz zaprzągł do celu uczynienia świata lepszym. Czyli wolnym od zakusów osobników takich jak Ben. Dla tych dwóch meżczyzn Układ Słoneczny jest po prostu zbyt ciasny. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;i&gt;Człowiek do przeróbki&lt;/i&gt; to pasjonujący kryminał, w którym od początku wiemy, kto zabił. Mimo to, czyta się go z wypiekami na twarzy. To zasługa autora, który śmiało przekracza granice, do których inni pisarze baliby się zbliżyć, i nie traci na wiarygodności. Owszem, ze współczesnego punktu widzenia mocno podszyte Freudem motywacje bohaterów mogą wydawać się naiwne, podobnie jak wizje XXIV-wiecznego społeczeństwa, czy technologii, ale wcale nie przeszkadza to w odbiorze powieści, której fabuła, co tu kryć, zapiera dech w piersiach. Bo przecież nie ma w literaturze nic fajniejszego od wojny, namiętności i zemsty, prawda?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Alfred Bester, &lt;i&gt;The Demolished Man,&lt;/i&gt; Orion Publishing Co, 1999; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Alfred Bester, &lt;i&gt;Człowiek do przeróbki&lt;/i&gt;, tł. Andrzej Sawicki, Wyd. Solaris,  2006&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-8576968934102645412?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/8576968934102645412/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/06/bester-is-best.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/8576968934102645412'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/8576968934102645412'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/06/bester-is-best.html' title='Bester is the best'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNWNJjFPziI/AAAAAAAAAEM/ADpPcsc32R8/s72-c/the_demolished_man.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-228841640535211885</id><published>2010-05-27T08:40:00.001+02:00</published><updated>2011-04-15T17:31:22.825+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czasopisma'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Nowa Fantastyka 05/2010</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Motywem przewodnim majowego numeru &lt;i&gt;Nowej Fantastyki&lt;/i&gt; są podróże w Kosmos. Niestety, próżno szukać tego wątku w publikowanej prozie. Od biedy można za takowy uznać odwiedzający Ziemię statek Obcych, który pojawia się w &lt;i&gt;Mrówce&lt;/i&gt; Marcina Maliszewskiego. Jest to jednak tekst, o którym chciałoby się jak najszybciej zapomnieć - napisany nieciekawym językiem, z niewiarygodnymi bohaterami i mało odkrywczą fabułą. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNUHr1knDLI/AAAAAAAAAEE/Q_FcL0IxlXg/s1600/NF05_2010.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNUHr1knDLI/AAAAAAAAAEE/Q_FcL0IxlXg/s1600/NF05_2010.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Nieco lepiej wypada &lt;i&gt;Idol&lt;/i&gt; Pawła Ciećwierza, kolejna z odsłon przygód antypatycznego nekromanty Brighelli - historia szantażu, opowiedziana przyzwoitym językiem, choć z nieco naiwną, moim zdaniem, wizją Polski niedalekiej przyszłości. Odmienną wizję naszej ojczyzny zaprezentował Jakub Żulczyk, szkoda tylko, że kosztem logiki i rozumu. Nie wątpię, że jego postapokaliptyczne &lt;i&gt;Rzuty kośćmi&lt;/i&gt; znajdą entuzjastów, choćby ze względu na liczne wulgaryzmy i barwne opisy rozmaitych okropieństw, jednak sensu w nich nie znalazłem. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Wytchnieniem okazała się lektura &lt;i&gt;Dozorcy systemu&lt;/i&gt; Kazimierza Nagórskiego. Wydawałoby się, że historia dziwacznych Deszczowców, wcielających się w ludzi, aby bronić Wszechświat przed Autowcami, osadzona w polskich realiach, nie może się obronić. A jednak. Połączenie świetnie poprowadzonej narracji i ciekawego bohatera wytworzyło tę odrobinę magii, która sprawiła, że tekst nie ulotnił się z pamięci zaraz po przeczytaniu. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Autorów zagranicznych reprezentuje w majowym numerze jedynie Neil Gaiman w króciutkich &lt;i&gt;Żeńskich końcówkach&lt;/i&gt;. To opowiadanko wygląda na naprędce sklecony szkic do opowieści, która mogłaby rozwinąć się w kierunku horroru lub psychologicznego dreszczowca. W zaprezentowanej postaci pozostaje jedynie napisaną dla zabicia nudy wprawką.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Miało być o podboju Kosmosu. I jest trochę w publicystyce - przede wszystkim w eseju o naiwnych jego wizjach, snutych przez pionierów literatury fantastycznej (&lt;i&gt;Powrót z gwiazd&lt;/i&gt; Michała Wiśniewskiego). Dalej Piotr Cholewa konfrontuje wyobraźnię Clarke'a i Kubricka z rzeczywistością, która właśnie ją dogania (&lt;i&gt;Rok Odysei&lt;/i&gt;). Najbardziej godne polecenia z działu publicystycznego są chyba &lt;i&gt;Idee, które nie zmieniły świata, czyli patenty z lamusa&lt;/i&gt; duetu Haska/Stachowicz - masa zabawnych ciekawostek z bogatego repertuaru naszych dawnych wynalazców. Poza tym, cienko - nawet Łukasz Orbitowski mnie zawiódł tym razem, pewnie dlatego, że wolę jak odświeża starsze, przeważnie zapomniane już produkcje. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Gdybym chciał być złośliwy, napisałbym, że majowy numer &lt;i&gt;Nowej Fantastyki &lt;/i&gt;stanowi dowód na słuszność tezy, zaprezentowanej w jego wstępniaku. O upadku literatury fantastycznej. Ale nie jestem złośliwy, a i fantastyka ma się, według mnie, całkiem dobrze.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times, serif;"&gt;&lt;i&gt;Nowa Fantastyka   05/2010&lt;/i&gt;, Wyd. Prószyński Media, Warszawa 2010&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-228841640535211885?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/228841640535211885/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/05/nowa-fantastyka-052010.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/228841640535211885'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/228841640535211885'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/05/nowa-fantastyka-052010.html' title='Nowa Fantastyka 05/2010'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNUHr1knDLI/AAAAAAAAAEE/Q_FcL0IxlXg/s72-c/NF05_2010.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-3770481371377557636</id><published>2010-05-17T08:30:00.002+02:00</published><updated>2010-11-06T08:38:25.586+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fritz Leiber'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='klasyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='The Big Time'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>O czasowych paradoksach</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Ponieważ byłem niedawno posądzany o pewną znajomość klasyki literatury fantastycznej, postanowiłem coś z tym fantem zrobić i postarać się choć trochę sprostać tej mocno naciąganej opinii. Z tej okazji pojawiła się na tym blogu kategoria "Klasyka", gdzie wylądują moje wrażenia z lektury pozycji zasługujących (moim zdaniem) na to miano. Będą to zarówno ksiażki, z którymi nigdy nie było mi dane się spotkać, jak i te, które, z różnych powodów, zdążyły  się z mej pamięci ulotnić.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;i&gt;The Big Time&lt;/i&gt; Fritza Leibera należy zdecydowanie do tej pierwszej kategorii. Zapewne wszyscy miłośnicy fantastyki kojarzą nazwisko tego nieżyjącego już amerykańskiego autora. Starszym polskim czytelnikom przychodzi na myśl słynny &lt;i&gt;Wędrowiec&lt;/i&gt;, młodsi rozpoznają go głównie jako twórcę cyklu fantasy o przygodach Fafryda i Szarego Kocura (który dla mnie okazał się mało strawnym posiłkiem, tak nawiasem). Przyczyna jest prosta - choć Leiber był prawdziwym kolekcjonerem nagród, nasi  wydawcy jakoś go nie rozpieszczali. Na szczęście czasy, w których zagraniczną literaturę trzeba było szmuglować, dawno już minęły.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNUE5WA0o7I/AAAAAAAAAEA/iiwP6RHPUac/s1600/the_big_time.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNUE5WA0o7I/AAAAAAAAAEA/iiwP6RHPUac/s1600/the_big_time.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;i&gt;The Big Time&lt;/i&gt;, za którą autor otrzymał Hugo w zimnowojennym (co nie bez znaczenia) 1958 roku, to niezbyt typowa powieść z gatunku sf. Choć traktuje o podróżach w czasie, podróże w czasie w niej nie występują. Fabuła jest z pozoru prosta - kilkoro bohaterów, odizolowanych od wszechświata w ciasnej, zamkniętej przestrzeni, w dodatku z tykającą bombą atomową, próbuje zrozumieć sytuację, w której się znaleźli. Leiber, syn pary aktorów, stworzył tu psychodramę, która z powodzeniem mogłaby zmieścić się na teatralnej scenie. Tymczasem, dla kontrastu, tło opowieści, kreślone w dialogach i przemyśleniach narratorki, poraża rozmachem. Oto mamy wojnę dwóch stronnictw, zwanych Wężami i Pająkami, toczoną miliardy lat, na wielu światach, w której podstawową bronią są podróże w czasie i ingerencje w historyczne zdarzenia. Żołnierzami w Wojnie Zmian, są zwykli ludzie i nieludzie, wyrywani ze swych realiów i wykorzystywani przez istoty, o których nie wiedzą dosłownie nic. Żaden z bohaterów powieści nie zna motywów swoich mocodawców, więcej - nie wiadomo, jak wyglądają, czy pochodzą z przeszłości, czy też najodleglejszej przyszłości.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Oceniamy te fakty z mrówczej perspektywy młodej kobiety zatrudnionej w zawieszonej poza czasem niewielkiej stacji wypoczynkowej dla walczących na froncie weteranów. Greta jest jednocześnie pielęgniarką, hostessą, psychologiem, gejszą... Wykonuje swe zajęcie z zaangażowaniem, próbując odnaleźć sens w świecie chaosu, w którym przyszło jej funkcjonować. Nie jest to łatwe, bowiem rozchodzące się czasoprzestrzenne fale, będące skutkiem wojennych zdarzeń, zmieniają nie tylko fakty historyczne, ale także wspomnienia, osobowość, zakłócają emocje. Musi żyć ze świadomością, że każda kolejna batalia może przynieść zmiany, kończące jej egzystencję. W dodatku sytuacja wojenna nie wygląda najlepiej - konflikt narasta, a strony nie przebierają w środkach, nie cofną się nawet przed wykorzystaniem broni masowego rażenia w celu zmiany wyniku jakiejś bitwy w starożytnym Egipcie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;i&gt;The Big Time&lt;/i&gt; okazała się bardzo satysfakcjonującą lekturą. Nieco trudną w odbiorze, za co mogę winić jedynie mój niedoskonały angielski (Leiber nie ucieka przed stylizacją, z chęcią odwołuje się do dziedzictwa światowej literatury, a i neologizmów się nie boi). Od jej powstania minęło ponad pół wieku, ale, choć takich ksiażek już się nie pisze, zupełnie się nie zestarzała. A może to ja się zestarzałem razem z nią...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: 8pt; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman;"&gt;Fritz Leiber, &lt;i&gt;The Big Time&lt;/i&gt;, Orb Books, 2001&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-3770481371377557636?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/3770481371377557636/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/05/o-czasowych-paradoksach.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/3770481371377557636'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/3770481371377557636'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/05/o-czasowych-paradoksach.html' title='O czasowych paradoksach'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNUE5WA0o7I/AAAAAAAAAEA/iiwP6RHPUac/s72-c/the_big_time.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-5928497578429528986</id><published>2010-05-05T08:21:00.000+02:00</published><updated>2010-11-06T08:28:15.686+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Przygoda z owcą'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Haruki Murakami'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Przygoda z owcą</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;"Człowiek budzi się rano i wie, że ma w sobie owcę. To bardzo naturalne uczucie." Ten cytat z okładki &lt;i&gt;Przygody z owcą&lt;/i&gt; doskonale oddaje klimat kolejnej już powieści Haruki Murakamiego, którą przeczytałem w tym roku. Popularny japoński pisarz buduje nastrój niesamowitości, czasem grozy, używając elementów, które zupełnie do tego nie pasują. Cóż bowiem nadaje się mniej do skonstruowania sensacyjnej fabuły z elementami horroru niż zwykła owca? No dobra, taka zwykła to ona jednak nie jest. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNUDLj9vwlI/AAAAAAAAAD8/JMvDkUNm_tI/s1600/przygoda_z_owca.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNUDLj9vwlI/AAAAAAAAAD8/JMvDkUNm_tI/s1600/przygoda_z_owca.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Z głównym bohaterem ksiażki zetknąłem się już przy okazji lektury &lt;i&gt;Tańcz, tańcz, tańcz&lt;/i&gt; - teraz miałem okazję zapoznać się z wydarzeniami, które wspomina on w tamtej powieści. &lt;i&gt;Przygoda z owcą&lt;/i&gt; zaczyna się nadzwyczaj spokojnie - przez pierwsze sto stron właściwie nic się nie dzieje, spotykamy i próbujemy polubić dwudziestokilkuletniego mężczyznę, przeciętnego - przynajmniej we własnym mniemaniu - mieszkańca Tokio. Potem na scenę wkracza wpływowa figura z potężnej mafijnej organizacji, która składa mu klasyczną propozycję nie do odrzucenia. Otóż ma on odszukać pewną szczególną owcę, uwiecznioną na fotografii, którą opublikował w jakimś folderze reklamowym. W tej kuriozalnej misji towarzyszy mu przyjaciółka z niezwykle pięknymi uszami o paranormalnych właściwościach... &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Napisałem, że to książka sensacyjna? To gruba przesada - cały ten wątek poszukiwania owcy jest w zasadzie pretekstowy. Niestety nie potrafię precyzyjnie odpowiedzieć, do czego ma być on pretekstem. Sam główny bohater też nie traktuje całej sprawy zbyt poważnie - raczej daje się nieść wydarzeniom, niż próbuje nimi sterować. Wydawca w notce na tylnej stronie okładki porównuje &lt;i&gt;Przygodę z owcą&lt;/i&gt; do filmów Kubricka i Lyncha. Ja też miałem filmowe skojarzenia, ale moje myśli biegły raczej w kierunku &lt;i&gt;Brooklyn Boogie&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Dymu&lt;/i&gt; Wanga. Pamiętacie te nie kończące się rozmowy o niczym? Powieść Murakamiego roi się od dialogów, które nie mają żadnego związku z fabułą, nie są też nośnikiem jakiś ważniejszych treści. Ani na pierwszy rzut oka, ani na drugi, ani nawet trzeci. Dodajmy do tego mnożące się opisy najzwyklejszych codzinnych czynności, takich jak gotowanie, sprzątanie i zabiegi higieniczne i macie już w miarę pełny obraz. Pewnie nie uwierzycie, ale czyta się to wszystko znakomicie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Więc gdzie leży tajemnica sukcesu japońskiego pisarza? Moim zdaniem Murakami byłby przeciętnym twórcą czytadeł, gdyby nie jego znakomity dar obserwacji i równie dobre poczucie humoru. Po lekturze trzech książek mogę zaryzykować twierdzenie, że nie schodzi on poniżej poziomu, który na przykład taki Irving osiągał tylko w kilku najlepszych powieściach. Nie ukrywajmy, wciaż jest to rodzaj &lt;/span&gt;&lt;a href="http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/03/literackie-odsniezanie.html" style="color: white; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;literackiego odśnieżania&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;, dostarcza jednak duuużo przyjemności.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: 8pt; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman;"&gt;Haruki Murakami, &lt;i&gt;Przygoda z owcą&lt;/i&gt;, tł. Anna Zielińska-Elliott, Wyd. Muza,  2008&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-5928497578429528986?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/5928497578429528986/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/05/przygoda-z-owca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/5928497578429528986'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/5928497578429528986'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/05/przygoda-z-owca.html' title='Przygoda z owcą'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNUDLj9vwlI/AAAAAAAAAD8/JMvDkUNm_tI/s72-c/przygoda_z_owca.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-7917976919362381487</id><published>2010-05-02T22:08:00.013+02:00</published><updated>2010-11-05T22:15:17.078+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chris Sanders'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dean deBlois'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantasy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jak wytresować smoka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Wszyscy jesteśmy Wikingami</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Oprócz powszechnie znanych nieszczęść, bycie ojcem przynosi wiele bardziej lub mniej oczekiwanych darów. Doświadczyłem jednego z nich wczoraj, zapoznając się z najnowszym obrazem wytwórni DreamWorks Animation pod tytułem &lt;i&gt;Jak wytresować smoka&lt;/i&gt;. Był to dar jak najbardziej nieoczekiwany, ponieważ spodziewałem się raczej serii średnio wybrednych, luźno ze sobą powiązanych gagów, czyli czegoś w rodzaju dalszych cześci &lt;i&gt;Shreka&lt;/i&gt;, a dostałem najprawdziwsze kino.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Przygotowując się do napisania tej recenzji odkryłem, że twórcy filmu, Dean deBlois i Chris Sanders, oparli się na książce brytyjskiej pisarki Cressidy Cowell, wydawanej także w Polsce przez Amber. Nie przenieśli historii gamoniowatego Czkawki zbyt wiernie, ale wierzcie mi, wyszło im wspaniale. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNRzbj0zlRI/AAAAAAAAAD4/spn9pg2Y60Y/s1600/jak_wytresowac_smoka.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNRzbj0zlRI/AAAAAAAAAD4/spn9pg2Y60Y/s1600/jak_wytresowac_smoka.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Czkawka mieszka w Berku, zagubionej gdzieś na krańcu świata wiosce Wikingów. Łatwego życia nie ma, i to nie tylko dlatego, że mieszkańcy osady od pokoleń toczą śmiertelną walkę o przetrwanie ze smokami, trzebiącymi ich stada i niszczącymi ich domy. Chłopiec oddałby wszystko, żeby zostać pełnoprawnym członkiem społeczności i zasłużyć na względy uroczej Astrid, ale nie posiada wymaganej masy mięśni, ani serca do zabijania. Na pewno nie brak mu rozumu, tryska też pomysłami - co z tego, skoro co i rusz pakuje się przez nie w kłopoty. A to ostatnia rzecz, jakiej oczekuje Stoick Wielki, charyzmatyczny wódz Berku, jego ojciec. Zdesperowany Czkawka postanawia rzucić wyzwanie najgroźniejszej bestii ze smoczego katalogu - nieuchwytnej, przerażającej Nocnej Furii. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Jako przygodówka dla dzieci, film byłby mistrzem w swojej klasie. Ale twórcy poszli dalej. Opowiedzieli o trudnej przyjaźni, poświęceniu, odwadze, nie popadając przy tym w banalne schematy. Zamiast tanimi chwytami zmuszać małoletnich do rechotu, prawdziwie oddali skomplikowane relacje ojca i syna, rozpaczliwie szukających zrozumienia ponad sztywnymi regułami społeczności, która narzuciła im do wypełnienia określone role. Obowiązkowy happy end też nie jest banalny, bo żeby dokonać niemożliwego, trzeba być przecież przygotowanym na wielkie poświęcenie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Jakby tego było mało, &lt;i&gt;Jak wytresować smoka&lt;/i&gt; to również uczta dla oka. Efekty 3D wykorzystano na sposób Camerona - raczej tworzą wiarygodność świata, niż rzucają widzem w fotelu. Sceny lotu smoka chyba nawet przebijają te z &lt;i&gt;Avatara&lt;/i&gt;. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;W każdym razie, mój niespełna pięcioletni Skarb wyszedł z kina oczarowany. Z błyszczącymi oczyma, choć bardziej zamyślony niż uradowany. Trochę się bałem, czy wytrzyma te 100 minut, ale na mój niepokój o kondycję odpowiedziała zdziwionym "Przecież film był bardzo krótki..."&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;&lt;i&gt;Jak wytresować smoka&lt;/i&gt;, reż. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;Dean deBlois, Chris Sanders&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;, DreamWorks Animation 2010&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-7917976919362381487?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/7917976919362381487/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/05/wszyscy-jestesmy-wikingami.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/7917976919362381487'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/7917976919362381487'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/05/wszyscy-jestesmy-wikingami.html' title='Wszyscy jesteśmy Wikingami'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNRzbj0zlRI/AAAAAAAAAD4/spn9pg2Y60Y/s72-c/jak_wytresowac_smoka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-6823217972648910985</id><published>2010-04-27T21:38:00.004+02:00</published><updated>2011-04-15T17:31:54.515+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czasopisma'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Nowa Fantastyka 04/2010</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Do sprzedaży trafił majowy numer Nowej Fantastyki, a ja właśnie uporałem się z poprzednim. Prężący muskuły stwór z okładki podpowiada nam, że motywem przewodnim kwietniowej edycji pisma są mity. Nietrudno zgadnąć, że niedawna premiera Starcia Tytanów w reżyserii Louisa Leterriera ma z tym faktem wiele wspólnego.&lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Z twórczym wykorzystaniem mitologii starożytnych próbuje zmierzyć się Kamil Śmiałkowski w artykule Zeus i jego drużyna, stawiając przy okazji tezę, że popkultura siegała po dziedzictwo Greków zadziwiająco rzadko. To chyba dość ryzykowne twierdzenie, ale nie będę z nim polemizował. Można jednak łatwo stworzyć listę dzieł, które Kamil w swych rozważaniach pominął - zresztą spróbujcie sami, ze swej strony poleciłbym chociażby tetralogię Otherland Tada Williamsa.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNRuNhqnaXI/AAAAAAAAAD0/F-KiyJQ8R7Y/s1600/nf04_2010.JPG" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNRuNhqnaXI/AAAAAAAAAD0/F-KiyJQ8R7Y/s1600/nf04_2010.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Anna Kańtoch wzięła na warsztat równie interesujący temat. Tytuł jej eseju - "Fantastyczni spadkobiercy Chandlera" - mówi w zasadzie wszystko, pozostaje tylko gorąco polecić. Polecam też przegląd brytyjskich autorów tekstów humorystycznych, autorstwa Edyty Rudolf. Pratchett, Adams, Rankin, Holt - ciekawe, czy ktoś w Polsce odważy się pójść śladami tych twórców. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;W dziale recenzji Jerzy Rzymowski, przy okazji nowego wydania &lt;i&gt;Kronik Amberu&lt;/i&gt;, przypomina nam o tym nieśmiertelnym cyklu Rogera Zelaznego. Spośród innych omówień zwróciłem uwagę na tekst Rafała Śliwiaka o &lt;i&gt;Najciemniejszej części lasu&lt;/i&gt; Ramseya Cambella. Jeżeli dotąd nie słyszeliście o tym brytyjskim autorze horrorów, to najwyższy czas zawrzeć bliższą znajomość. Aż trudno uwierzyć, że do tej pory rodzimi wydawcy jakoś nie zechcieli nam tego ułatwić. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;W dziale recenzji filmowych Łukasz Żurek masakruje &lt;i&gt;Percy Jacksona&lt;/i&gt; i jest chyba jeszcze bardziej bezwzględny &lt;/span&gt;&lt;a href="http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/04/nieszczescia-chodza-stadami.html" style="color: white; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;ode mnie&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;. Rozczarowana jest także Joanna Kułakowska Burtonowską &lt;i&gt;Alicją w krainie czarów&lt;/i&gt;, a mnie nie rozczarowuje z kolei Łukasz Orbitowski. W każdym razie czytając jego felieton o &lt;i&gt;Lake Placid&lt;/i&gt; Steve'a Minera bawiłem się znacznie lepiej niż przy seansie samego filmu. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Z mitów, choć innych, czerpie także Charles Stross w &lt;i&gt;Nadgodzinach&lt;/i&gt;, najlepszym opowiadaniu numeru. Przyznaję, że autor pozytywnie mnie zaskoczył. Dotąd znałem go jedynie z &lt;i&gt;Accelerado&lt;/i&gt;, które z trudem dawało się czytać z racji całkowicie niestrawnego stylu. Tu Stross przekazuje swą wigilijną przypowieść sprawnie, zajmująco i z humorem. Drugim godnym uwagi tekstem okazało się &lt;i&gt;Plemię Nostradamusa&lt;/i&gt; Zbigniewa Wojnarowskiego. W notce o autorze Maciej Parowski pisze, że Wojnarowski "kwestionuje nie tylko śmierć człowieka, ale i jego tożsamość". Być może - przyznam, że przesłanie jakoś mi umknęło. W ogóle mam z tym autorem jakiś problem - bardzo lubię go czytać, ale też szczerze nie znoszę jego fabuł. Pewnie dlatego, że zbyt pretekstowo konstruuje swoje światy, nie zważając na ich wewnętrzną logikę. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt; Pozostałe trzy opowiadania oczywiście przeczytałem, jednak żadne nie przypadło mi do gustu, ani też nie rozdrażniło wystarczająco mocno, abym żałował straconego czasu. Bywa. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Na koniec zostawiłem mój brak komentarza do informacji, że kwietniowy numer &lt;i&gt;Nowej Fantastyki&lt;/i&gt; był ostatnim, zredagowanym przez Kamila Śmiałkowskiego...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times, serif;"&gt;&lt;i&gt;Nowa Fantastyka  04/2010&lt;/i&gt;, Wyd. Prószyński Media, Warszawa 2010&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-6823217972648910985?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/6823217972648910985/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/04/nowa-fantastyka-042010.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/6823217972648910985'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/6823217972648910985'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/04/nowa-fantastyka-042010.html' title='Nowa Fantastyka 04/2010'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNRuNhqnaXI/AAAAAAAAAD0/F-KiyJQ8R7Y/s72-c/nf04_2010.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-5653473898073966383</id><published>2010-04-09T21:19:00.004+02:00</published><updated>2010-11-05T21:34:58.040+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Scott Stewart'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Legion'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chris Columbus'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Percy Jackson'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Nieszczęścia chodzą stadami</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Nie, tytuł nie jest o mnie - do kina wybrałem się sam i była to znakomita decyzja, dzięki której nie mam teraz wyrzutów sumienia z powodu narażenia osób trzecich na tak przykre doznania. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNRoMt3gg3I/AAAAAAAAADs/9k6m0RstjTw/s1600/legion.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNRoMt3gg3I/AAAAAAAAADs/9k6m0RstjTw/s1600/legion.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Zaczęło się od &lt;i&gt;Legionu&lt;/i&gt; w reżyserii Scotta Stewarta. Historia współczesnej Maryi i Józefa, w czasach biblijnej apokalipsy, mogłaby wybrzmieć ciekawie, ale wyszedł gniot, przy którym nawet&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;a href="http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/02/ksiega-ocalenia-swiat-po-zagadzie.html" style="color: white;"&gt;&lt;i&gt;Księga Ocalenia&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; wydaje się dziełem wartościowym. Morze głupoty wylewające się z ekranu zbliża się do światowych rekordów objętości i w dodatku nie jest to nawet śmieszne. Wszyscy aktorzy grają na poważnie. Naprawdę, momentami przykro było patrzeć na wysiłki takiego Dennisa Quaida. Całkowicie daremne, dodajmy, gdyż tej historii nikt nie byłby w stanie uratować - nie dość, że największym zagrożeniem dla przyszłej matki mesjasza jest sam Bóg, który postanowił raz na zawsze skończyć z rodzajem ludzkim, to okazuje się, że jedyna droga do ocalenia wiedzie przez wypowiedzenie Mu posłuszeństwa. Dodajmy do tych herezji hordę aniołów, którzy wcielają się w ludzi niczym agenci Matrixa, czyniąc z nich coś w rodzaju zombie i mamy to, na co zasłużyliśmy, nie czytając recenzji przed kupnem biletu. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Po hollywoodzkich zapasach z semicką mitologią, postanowiłem odzyskać siły na w miarę bezpiecznym terytorium mitologii greckiej. Tak mi się przynajmniej wydawało, bo przecież &lt;i&gt;Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy: Złodziej Pioruna&lt;/i&gt; to ekranizacja popularnej książki, w dodatku tłumaczonej przez &lt;/span&gt;&lt;a href="http://antiquitates.blox.pl/html" style="color: white; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;drakainę&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;, a Chris Columbus udowodnił nie raz jeden, że filmy robić potrafi. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNRnyn_rT_I/AAAAAAAAADo/Vwpchxu99X4/s1600/zlodziej_pioruna.jpg" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNRnyn_rT_I/AAAAAAAAADo/Vwpchxu99X4/s1600/zlodziej_pioruna.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;No cóż, tym razem mu nie wyszło. Zaczyna się sztampowo - zakompleksiony nastolatek odkrywa nagle, że nie jest wcale tym, za kogo się uważał. Nie dość, że jest półbogiem, synem samego Posejdona, to teraz musi walczyć o własne życie i ocalenie całego świata. Sztampowy jest także środek i, rzecz jasna, zakończenie. Percy (Logan Lerman) musi wyruszyć na wyprawę, w której wesprą go piękna Annabeth (Alexandra Daddario), córka Ateny, której dziewictwo, jak widać, jest tylko na pokaz i dzielny młody satyr Grover (Brandon Jackson). Ta trójka wypełnia swój quest, zdobywając po drodze kolejne artefakty i wykańczając kolejne mitologiczne stwory (skojarzenia z grą komputerową bynajmniej nieprzypadkowe) - Erynie, Hydrę, Meduzę (w tej roli piękna jak zawsze Uma Thurman - jeden z nielicznych sympatycznych akcentów filmu). Ach, zapomniałem wspomnieć o obozie szkoleniowym dla półbogów, gdzie w środku amerykańskiej puszczy młodzi wojownicy szkolą się w walce wręcz i strzelaniu z łuku pod okiem centaura Chirona (Pierce Brosnan). Konia z rzędem temu, kto powie mi, po co. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;No dobra, były też jakieś plusy. Po pierwsze, Logan Lerman radził sobie z rolą i wypadł całkiem wiarygodnie. Po drugie, miałem wrażenie, że oglądam kolejny odcinek &lt;/span&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Xena:_Wojownicza_ksi%C4%99%C5%BCniczka" style="color: white; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Xeny&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;, więc było nawet sympatycznie. Niestety, czar pryskał, kiedy  czarnoskóry satyr Grover zaczynał nawijać slangiem, jakby urodził się w dresie, ze złotym łańcuchem owiniętym wokół szyi. No i największy plus - sądząc po reakcjach publiczności, pozostałym widzom się podobało. Byli trochę młodsi ode mnie, ale pewnie to mnie nie tłumaczy. Ja przez cały czas zadawałem sobie pytanie "Co zrobiłby &lt;i style="color: white;"&gt;Dexter Morgan&lt;/i&gt;?"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;&lt;i&gt;Legion&lt;/i&gt;, reż. Scott Stewart, Bold Films 2010, &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&lt;i&gt;Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy: Złodziej Pioruna&lt;/i&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;, reż. Chris Columbus, Fox 2000 Pictures 2010&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-5653473898073966383?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/5653473898073966383/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/04/nieszczescia-chodza-stadami.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/5653473898073966383'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/5653473898073966383'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/04/nieszczescia-chodza-stadami.html' title='Nieszczęścia chodzą stadami'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNRoMt3gg3I/AAAAAAAAADs/9k6m0RstjTw/s72-c/legion.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-5214887127288827602</id><published>2010-03-24T21:08:00.001+01:00</published><updated>2010-11-05T21:15:40.520+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ludzka przystań'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='John Ajvide Lindqvist'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Ludzka przystań</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Pochłonąłem kolejną powieść głośnego szwedzkiego autora horrorów Johna Ajvide Lindqvista; piątą w jego dorobku i trzecią z kolei wydaną w Polsce. Lindqvista szybko okrzyknięto "szwedzkim Kingiem", choć w pisarstwie obu panów naprawdę trudno doszukać się jakichkolwiek podobieństw. A przynajmniej tak było do tej pory, bo &lt;i&gt;Ludzka przystań &lt;/i&gt;to chyba najbardziej kingowa z jego książek. Głównie w tematyce, choć tym razem autor zmodyfikował także swój niezwykle charakterystyczny, oszczędny styl. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Powieść zaczyna się dramatycznie - podczas rodzinnej wycieczki do malowniczej latarni morskiej, położonej na jednej ze skalistych wysepek archipelagu Roslagen, znika sześcioletnia Maja, córka Andersa i Cecilii. Znika w bardzo tajemniczych okolicznościach, bez najmniejszego śladu, poza odciskami stóp, urywającymi się nagle na śniegu. Kilka lat później pogrążony w rozpaczy i alkoholowym uzależnieniu ojciec powraca na wyspy, aby stawić czoło demonom przeszłości. Wkrótce okazuje się, że mieszkańcy Domarö skrywają mroczną tajemnicę, a zniknięcie dziewczynki wiąże się ściśle z innymi dziwnymi wydarzeniami, tutaj stanowiącymi ponurą codzienność. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;W miarę postępu fabuły, elementów fantastyki i horroru przybywa, choć oddziaływują subtelnie. Dominuje realizm - Lindqvist skupia się na wewnętrznym życiu swoich bohaterów i skomplikowanych stosunkach w zamkniętej społeczności. Jeżeli mamy do czynienia z egzotyką i specyficznym klimatem, to wynika on raczej z miejsca osadzenia akcji niż wyobraźni autora. A klimat skalistych, bałtyckich szkierów nie ma wiele wspólnego z idyllicznym obrazem, znanym z twórczości Astrid Lindgren czy romantycznych ballad Everta Taubego. Ciężka, monotonna praca, alkohol, poczucie beznadziei i niechęć do obcych - to są  główne elementy, które kształtują społeczny krajobraz wysp. Z drugiej strony prezentują one piękne oblicze, które przyciąga letników i oferują życiową przystań rozbitkom takim jak Simon - zestarzały sztukmistrz, który odnalazł prawdziwą magię i nieoczekiwaną miłość.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Lindqvist jak zwykle prowadzi narrację z kilku punktów widzenia, choć głównym bohaterem powieści wydaje się morze. Morze przedstawione jako groźny, wręcz wrogi żywioł, który jedynie toleruje na swym terytorium istoty ludzkie. Morze, którego nie można lekceważyć, które potrafi dawać, ale jeszcze łatwiej odbiera to, co mu się należy. I którego władza sięga znacznie dalej niż granice wyznaczone linią brzegową. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Mam wrażenie, że bardzo dobrze zrobiła &lt;i&gt;Ludzkiej przystani&lt;/i&gt; większa objętość. Wolniejsza narracja sprawia, że możemy w pełni rozsmakować się przedstawionym światem. Znalazło się miejsce na plastyczne opisy, które czynią  ten świat wiarygodniejszym. Tego chyba właśnie zabrakło w&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;i style="color: white;"&gt;&lt;a href="http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/02/powroty-zmarych.html" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;a href="http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/02/powroty-zmarych.html" style="color: white;"&gt;&lt;i&gt;Powrotach zmarłych&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;. Tak czy inaczej, poproszę o więcej, panie Lindqvist...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times; font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: 'Times New Roman';"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;John Ajvide Lindqvist, &lt;i&gt;Ludzka przystań&lt;/i&gt;, tł. E.  Frątczak-Nowotny, Wyd. Amber, Warszawa 2009&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-5214887127288827602?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/5214887127288827602/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/03/ludzka-przystan.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/5214887127288827602'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/5214887127288827602'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/03/ludzka-przystan.html' title='Ludzka przystań'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-999274522766778413</id><published>2010-03-12T21:00:00.002+01:00</published><updated>2011-04-15T17:32:22.016+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czasopisma'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Nowa Fantastyka 03/2010</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Zgodnie z wydrukowanym na okładce ostrzeżeniem, w marcowym numerze &lt;i&gt;Nowej Fantastyki&lt;/i&gt; grasują wilkołaki. Oczywiście ma to ścisły związek z premierą najnowszego filmowego wcielenia porośniętej futrem bestii w wykonaniu Benicio del Torro, wyreżyserowanego przez Joe Johnstona. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNRjkqam-8I/AAAAAAAAADk/RrMD0ed3K5o/s1600/nf03_2010.JPG" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNRjkqam-8I/AAAAAAAAADk/RrMD0ed3K5o/s1600/nf03_2010.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Dział publicystyczny otwiera przegląd ekranowych wcieleń wilkołaka, autorstwa Bartłomieja Paszylka. Prześledzimy w nim interesującą ewolucję bestii, od utraconego niestety pierwowzoru (&lt;i&gt;The Werewolf&lt;/i&gt; Henry'ego MacRae z 1913 roku), aż po współczesne produkcje. Na kolejnej stronie ten sam autor oferuje nam zestawienie godnych uwagi powieści o wilkołakach. O wilkołakach pisze też Łukasz Orbitowski, a konkretnie o &lt;i&gt;Wolfen&lt;/i&gt; - filmie wyreżyserowanym w 1981 roku przez Michaela Wadleigha. I nie wiem, czy to kwestia pośpiechu w sklecaniu marcowego numeru, czy też efekt jakiejś księżycowej klątwy, ale jest to tekst nieco poniżej Orbitowego poziomu (czyli wciąż godny polecenia). &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Na szczęście, jak zapewnia Kamil Śmiałkowski w swoim wstępniaku, nie samym wilkołakiem marcowy numer żyje. Znajdziemy w nim esej Michała Wiśniewskiego o wielkich robotach w popkulturze, a także kontynuację bardzo interesującego artykułu Agnieszki Haski i Jerzego Stachowicza o automatach w rodzimej fantastyce przedwojennej. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;W dziale recenzji zachęcająco prezentuje się tekst Agaty Krajewskiej na temat "Wielkiej księgi horroru" pod redakcją Stephena Jonesa. Na bardziej szczegółowe omówienie tego dwutomowego zbioru opowiadań zapraszam na blog niezawodnego &lt;/span&gt;&lt;a href="http://horrorstory.blox.pl/2010/03/Wielka-Ksiega-Horroru-tom-1.html" style="color: white; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;cedroo&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;. Zwróciłem jeszcze uwagę na recenzję "Burzy" Macieja Parowskiego. Adrian Markowski namawia w niej do lektury, ale jakoś bez przekonania. Może w końcu będę musiał przeczytać tę książkę, żeby skonfrontowac swoje uprzedzenia z rzeczywistością (tu muszę zaznaczyć, że pan Maciej sam sobie winien, publikując wcześniej zniechęcające fragmenty w NF). &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Z trójki zamieszczonych w marcowym numerze opowiadań tylko jedno zbliża się do tematyki likantropii i jest to najlepszy tekst działu literackiego. Chodzi o &lt;i&gt;Z głębin nocy, gdy na niebie księżyc w pełni lśni...&lt;/i&gt; Tytuł został zaczerpnięty z piosenki z amerykańskiego serialu &lt;i&gt;Zorro&lt;/i&gt; i nie jest to wcale przypadek. Połączenie tych dwóch mitów w jeden wypadło oryginalnie i ciekawie, choć męczyła mnie nieco ideologia i naiwne przesłanie. Ale chyba tak musiało być - przecież mówimy w końcu o meksykańskim Janosiku.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;i&gt;Partyjka dla trojga&lt;/i&gt; Janusza Cyrana i &lt;i&gt;Plany na przeszłość&lt;/i&gt; Wojciecha Szydy to opowiadania oparte na jednym pomyśle. To drugie znacznie ciekawsze i lepiej zrealizowane, choć mam wrażenie, że można było wycisnąć z tego  konceptu jeszcze więcej. Tak czy inaczej, z pewnością czas poświęcony lekturze nie był czasem straconym.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times, serif;"&gt;&lt;i&gt;Nowa Fantastyka 03/2010&lt;/i&gt;, Wyd. Prószyński Media, Warszawa 2010&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-999274522766778413?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/999274522766778413/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/03/nowa-fantastyka-032010.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/999274522766778413'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/999274522766778413'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/03/nowa-fantastyka-032010.html' title='Nowa Fantastyka 03/2010'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNRjkqam-8I/AAAAAAAAADk/RrMD0ed3K5o/s72-c/nf03_2010.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-8860288761293289908</id><published>2010-03-01T20:55:00.001+01:00</published><updated>2010-11-05T21:00:12.576+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Haruki Murakami'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tańcz tańcz tańcz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Literackie odśnieżanie</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Strasznie długo zabierałem się do lektury kolejnej książki Murakamiego, ale kiedy już przeczytałem pierwszy akapit, poszło błyskawicznie. &lt;i&gt;Tańcz, tańcz, tańcz&lt;/i&gt; to właściwie sequel do &lt;i&gt;Przygody z owcą&lt;/i&gt;, ale na tyle luźno powiązany, że można obie te książki czytać w dowolnej kolejnosci (Zresztą, &lt;i&gt;Przygoda z owcą&lt;/i&gt; to z kolei ostatnia część tzw. &lt;i&gt;Trylogii Szczura&lt;/i&gt;). &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNRiNWlKEaI/AAAAAAAAADg/6DQMWL7RsOI/s1600/tancz_tancz_tancz.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNRiNWlKEaI/AAAAAAAAADg/6DQMWL7RsOI/s1600/tancz_tancz_tancz.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Głównym bohaterem &lt;i&gt;Tańcz, tańcz, tańcz&lt;/i&gt; jest trzydziestoczteroletni mężczyzna, mieszkaniec Tokio, utrzymujacy się z pisania na zlecenie. Praca nie sprawia mu przyjemności - tworzenie kolejnych artykułów dla pism kobiecych lub tekstów do reklamowych broszur nazywa kulturalnym odśnieżaniem - jak sam mówi, "Ktoś to musi robić. Bez względu na to, czy to lubi, czy nie". Radzi sobie z tym świetnie, gorzej idzie mu życiu osobistym - opuściła go żona, dziewczyna i wszystkie kolejne kobiety, które pojawiły się w jego życiu. Łącznie z Kiki, luksusową call-girl z którą kilka lat wcześniej zamieszkał na jakiś czas w pewnym hotelu w Sapporo. I która woła teraz do niego w snach. Nasz bohater, którego imienia nigdy nie poznajemy, podąża za tym wołaniem, wraca do hotelu Dolphin, który nie jest już tym samym klimatycznym hotelikiem, jaki zapamiętał. Jednak na 16 piętrze nowego, luksusowego hotelu dzieją się dziwne rzeczy. Można tam trafić na przejście do innej rzeczywistości, w której mieszka tajemniczy Człowiek-owca. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Za namową Człowieka-owcy bohater puszcza się w taniec życia, aby ponownie nadać sens własnej egzystencji. Musi rozwikłać zagadkę nagłego zniknięcia Kiki, a w międzyczasie spotka wielu interesujących ludzi - Yuki, nieszczęśliwą trzynastolatkę; Gotandę, popularnego aktora kiepskich filmów i wielu innych. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Murakami to mistrz dygresji. Jego bohater i zarazem pierwszoosobowy narrator, nieustannie błądzi myślami, nieraz prowadząc nas w miejsca już wcześniej odwiedzone. Mogłoby to być męczące, gdyby nie pojedyncze zdania, które co i rusz wyskakują znienacka i walą czytelnika po głowie. Takie zdania, które same się proszą, żeby gdzieś je zanotować. Gdybym nie pozbył się tego nawyku jeszcze w dzieciństwie, lektura &lt;i&gt;Tańcz, tańcz, tańcz&lt;/i&gt; zajęłaby mi znacznie więcej czasu. Podobnie jest z dialogami - rozmowy, na pozór pozbawione treści, czyta się jednym tchem. A kwestie, przy pomocy których główny bohater próbuje zaszczepić nastoletniej Yuki swoją filozofię życiową, to prawdziwy majstersztyk. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Wypada jeszcze wspomnieć o muzyce. Wszystkim przedstawionym w powieści wydarzeniom towarzyszą jakieś melodie. Jazz, rock, muzyka poważna i popularna. Murakami ze znawstwem oprowadza nas po świecie niezapomnianych przebójów lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. W notce biograficznej znajdziemy informację o tym, że autor przez kilka zajmował się prowadzeniem klubu jazzowego, co wiele tłumaczy. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Nie oszukujmy się - &lt;i&gt;Tańcz, tańcz, tańcz&lt;/i&gt; to nie jest wielka literatura, pełna głębokich, odkrywczych myśli. To raczej rodzaj tego literackiego odśnieżania - efektywnego i efektownego zarazem. Nie przypadkiem jedną z pojawiających się w powieści postaci jest autor popularnych książek Hiraku Makimura - niegdyś prawdopodobnie obdarzony talentem, dziś wypalony. Jednak wiemy, że bez takich prostych rzeczy jak odśnieżanie, współczesna cywilizacja nie mogłaby przetrwać. Jest więc Murakami mistrzem odgarniania śniegu. Prawdziwym mistrzem. Polecam  jego usługi gorąco - satysfakcja gwarantowana.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 8pt; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&lt;span style="font-family: Times New Roman;"&gt;Haruki Murakami, &lt;i&gt;Tańcz, tańcz, tańcz&lt;/i&gt;, tł. Anna Zielińska-Elliott, Wyd. Muza, 200&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-8860288761293289908?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/8860288761293289908/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/03/literackie-odsniezanie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/8860288761293289908'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/8860288761293289908'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/03/literackie-odsniezanie.html' title='Literackie odśnieżanie'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNRiNWlKEaI/AAAAAAAAADg/6DQMWL7RsOI/s72-c/tancz_tancz_tancz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-6778856830195355620</id><published>2010-02-22T17:57:00.003+01:00</published><updated>2010-11-05T18:04:00.494+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Powroty zmarłych'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='John Ajvide Lindqvist'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Powroty zmarłych</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Trochę przy okazji niedawnej premiery ekranizacji debiutu Johna Ajvide Lindqvista na kanale AleKino, sięgnąłem po jego kolejną powieść. Tym razem autor postanowił wziąć na warsztat tematykę zombie. Po wcześniejszych doświadczeniach z przeróbką mitu wampirycznego we &lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/wpusc-mnie.html" style="color: white;"&gt;Wpuść mnie&lt;/a&gt; &lt;/i&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;oczekiwałem czegoś równie smakowitego. I dostałem, czego chciałem. Mniej więcej.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNQ45As5mTI/AAAAAAAAADc/ZLiPrZHbvDs/s1600/powroty_zmarlych.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNQ45As5mTI/AAAAAAAAADc/ZLiPrZHbvDs/s1600/powroty_zmarlych.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Upalne lato w Sztokholmie. Urządzenia elektryczne wariują, mieszkańcy miasta i okolic cierpią z powodu niezwykle silnego bólu głowy. Zmarli w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy powracają do życia. I pragną wrócić do domu. Śledzimy te wydarzenia z perspektywy kilku równorzędnych bohaterów: Davida, komika, który traci w wypadku żonę; Gustava Mahlera, byłego dziennikarza, nie mogącego dojść do siebie po utracie wnuka; obdarzonej pewnymi parapsychicznymi zdolnościami Elvy, która właśnie straciła męża i jej zbuntowanej, nastoletniej wnuczki Flory. Każde z nich będzie musiało poradzić sobie z sytuacją, która ich przerasta. Ale jak poradzić sobie z  odzyskanymi bliskimi, z ich rozpadającymi się ciałami, z własną bezradnością i strachem?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Jak się pewnie domyślacie, to nie jest po prostu kolejna powieść o żywych trupach. To raczej dramat o niemożności porozumienia. Bohaterowie Lindqvista są samotni i nieszczęśliwi i nowo zaistniałe okoliczności jedynie uwypuklają ich prawdziwe problemy. Sama Szwecja to ponure, brzydkie miejsce, które nie sprzyja budowaniu społecznych więzi i planowaniu szczęśliwej przyszłości. Gustav, Flora, David miotają się bezradnie, niczym sami "przebudzeni", którzy, paradoksalnie, dadzą ludziom szansę na otrząśnięcie się z letargu. Niektórzy z tej szansy skorzystają, inni nie zdołają. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;W &lt;i&gt;Powrotach zmarłych&lt;/i&gt; Lindqvist kontynuuje oszczędny styl, znany nam już z wcześniejszej powieści. Między fabularne rozdziały wkłada fragmenty prasowych i telewizyjnych relacji, potęgujące wrażenie obcowania z reportażem. Jednak proste, ubogie w epitety zdania niosą duży ładunek emocjonalny. A emocje biorą się z trafnych obserwacji ludzkich postaw - nie ma sztuczności ani w dialogach, ani w przemyśleniach, które autor wkłada w głowy swoich bohaterów. Dzięki temu ich udręki stają się naszymi udrękami. I to jest talent, który sprawia, że Lindqvist staje się jednym z moich ulubionych pisarzy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times; font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: 'Times New Roman';"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;John Ajvide Lindqvist, &lt;i&gt;Powroty zmarłych&lt;/i&gt;, tł. E. Frątczak-Nowotny, Wyd. Amber, Warszawa 2009&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-6778856830195355620?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/6778856830195355620/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/02/powroty-zmarych.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/6778856830195355620'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/6778856830195355620'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/02/powroty-zmarych.html' title='Powroty zmarłych'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNQ45As5mTI/AAAAAAAAADc/ZLiPrZHbvDs/s72-c/powroty_zmarlych.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-314257159293930479</id><published>2010-02-15T17:56:00.001+01:00</published><updated>2011-04-15T17:33:44.727+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czasopisma'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Nowa Fantastyka 02/2010</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Lutowy numer "Nowej Fantastyki" poświęcony jest fantastyce niemieckiej. Dział publicystyczny otwiera obszerny artykuł Katarzyny Sowy o niemieckiej literaturze SF ("Science fiction po niemiecku"). Mamy tu pełen historyczny przegląd dokonań naszych zachodnich sąsiadów - od Kurda Lasswitza po nam współczesnych, uzupełniony o osobny tekst o niemieckim fandomie. Z kolei Konrad Wągrowski artykułem "Niemcy w kosmosie" oprowadza nas po meandrach  tworzonej za Odrą fantastycznej kinematografii. Oba artykuły są bardziej przewodnikiem po datach i tytułach, niż próbą krytycznej analizy, ale to godny uwagi i cenny przewodnik.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Kolejnym tekstem w dziale publicystycznym jest esej Macieja Parowskiego na temat historii alternatywnych. Zapewne jest to zbiór przemyśleń, powstałych podczas pracy nad najnowszą powieścią autora - dobrze się czyta, ale nie znajdziemy w nim nic odkrywczego. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNQ3Ae7lIeI/AAAAAAAAADY/Anu0sId5wfk/s1600/nf02_2010.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNQ3Ae7lIeI/AAAAAAAAADY/Anu0sId5wfk/s1600/nf02_2010.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Arkadiusz Grzegorzak wziął na warsztat jakąś zapomnianą francuską produkcję filmową pt. "Niebezpieczne przygody Gwendoline w krainie Yik Yak". Przypuszczam, że film rzeczywiście jest tak straszny, że aż śmieszny -  może nawet kiedyś sprawdzę. Łukasz Orbitowski omawia inne dzieło z tego samego okresu - brytyjski horror "Lifeforce" w reżyserii Tobe'a Hoopera. Nie wiem, czy zechcecie sięgnąć po ten tutuł, ale nawet jeśli nie dacie się przekonać, to samego Orbita zawsze warto poczytać. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;W dziale recenzji mamy trochę klasyki ("Jakiś potwór tu nadchodzi" Raya Bradbury'ego) i kilka interesujących nowości (np. "Ludzką przystań" Johna A. Lindqvista). Jerzy Rzymowski omawia filmy, którymi sam ostatnio zachwycałem się na tym blogu - "Avatara" i "Parnassus". Wychodzi na to, że wnioski mamy podobne. Robert Ziębiński znęca się nad "Stargate Universe" - w moim odczuciu przesadnie i przy użyciu nietrafionych argumentów (czy naprawdę dr Rush jest typowym "szalonym naukowcem"? - chyba nie ten sam serial oglądamy). &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Z pozostałej publicystyki warto jeszcze wspomnieć o tekście Michała Cetnarowskiego na temat New Weird w polskim wydaniu (na przykładzie Kańtoch, Orkana i Guzka). &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;W dziale literatury mamy wysyp tekstów, roztaczających ponure wizje czekającej nas już niebawem katastrofy. Pierwszy z nich, &lt;i&gt;Siedem butelek perfum&lt;/i&gt; Joanny Skalskiej o owładniętym śmiertelną zarazą mieście, mógłby być interesujący, gdyby nie padł pod ciężarem licznych nielogiczności i nieprawdopodobieństw. Być może należałoby odczytać ten tekst jako alegorię, ale jakoś mnie to nie przekonuje. Jakub Małecki w &lt;i&gt;Pantomimie starego niedołęgi&lt;/i&gt; wziął się za starą jak świat tematykę winy i kary i broni się świetnym stylem, jednak nic więcej - autor nie oddala się ani o centymetr od ścieżek wydeptanych przez setki podążających tą samą drogą przed nim. Z kolei nagrodzona w konkursie NF &lt;i&gt;Ryza&lt;/i&gt; Przemysława Gula to zapis koszmaru twórcy, walczącego z własną niemocą. Nawet zabawnie to wyszło, trzeba oddać. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Niemieccy twórcy też śnią swoje koszmary. &lt;i&gt;Noware&lt;/i&gt; Uwe Posta to upiorny sen kapitalisty o świecie, w którym zdobycze nowoczesnej gospodarki rynkowej nagle trafia szlag, przez co człowiek człowiekowi staje się wilkiem. &lt;i&gt;Interes jak każdy inny&lt;/i&gt; Heidrun Janchen to z kolei upiorny sen socjalisty o świecie, w którym wszystko przelicza się na pieniądze, przez co człowiek człowiekowi staje się wilkiem. Krótkie opowiadanie &lt;i&gt;Paperdoll&lt;/i&gt; Franka Hebbena to również zapis koszmarnego snu udręczonego korporacyjnym wyzyskiem przedstawiciela handlowego, ale przynajmniej nie jest tak nabzdyczone jak teksty poprzedników. Ogólnie rzecz biorąc, jakoś mnie te próbki niemieckiej fantastyki nie przekonują. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Na koniec powinienem jeszcze wspomnieć, o tym, co się zadziało na internetowym forum &lt;i&gt;Nowej Fantastyki&lt;/i&gt;. Nie, nie mam zamiaru znęcać się nad popisami redakcji, w pocie czoła pracującej nad wykuwaniem nowego oblicza mego ulubionego magazynu. Zainteresowanym dyskusjami na tematy fantastyczne i okołofantastyczne pragnę jedynie polecić &lt;/span&gt;&lt;a href="http://fantastyka.info.pl/forum/index.php" style="color: white; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;inne miejsce&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;. Głównie dlatego, że obecnie na oficjalnym forum NF po opuszczonych komnatach hula wiatr. A i upiora można czasem spotkać.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times, serif;"&gt;&lt;i&gt;Nowa Fantastyka 02/2010&lt;/i&gt;, Wyd. Prószyński Media, Warszawa 2010&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-314257159293930479?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/314257159293930479/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/nowa-fantastyka-022010.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/314257159293930479'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/314257159293930479'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/nowa-fantastyka-022010.html' title='Nowa Fantastyka 02/2010'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNQ3Ae7lIeI/AAAAAAAAADY/Anu0sId5wfk/s72-c/nf02_2010.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-4866755936736081382</id><published>2010-02-11T17:43:00.001+01:00</published><updated>2010-11-05T17:48:56.245+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='steampunk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Michał Protasiuk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Punkt Omega'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Punkt Omega</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Drugą steampunkową lekturą naszego &lt;/span&gt;&lt;a href="http://fantastykon.blox.pl/html" style="color: white; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;wyzwania&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; był &lt;i&gt;Punkt Omega&lt;/i&gt; Michała Protasiuka - książka ochrzczona mianem pierwszej prawdziwej polskiej powieści z gatunku steampunk. I to się chyba zgadza - znajdziemy tu wszystkie charakterystyczne dla tego nurtu gadżety, a nawet odpowiednią stylizację. Czy mamy jednak do czynienia z dobrą literaturą? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNQ01IgCFdI/AAAAAAAAADU/akGRhhPuqQY/s1600/punkt_omega.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNQ01IgCFdI/AAAAAAAAADU/akGRhhPuqQY/s1600/punkt_omega.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Cała akcja rozgrywa się w w jednym mieście, w świecie, w którym filozofia, nauka, technika rozwijały się w nieco odmienny sposób od tego, który znamy z własnej historii. Zasadnicza różnica polega na tym, że jest to świat bez religii - a raczej był do tej pory, gdyż na kolejnych kartkach powieści poznamy alternatywną wersję przyjścia Mesjasza - Punkt Omega oznacza Chrystusa w koncepcji Teilharda de Chardin. Nie jest to zresztą jedyna koncepcja filozoficzna omówiona w książce - Protasiuk, filozof z zamiłowania, dość dokładnie wyłuszcza nam kartezjanizm, tomizm, platonizm i wiele, wiele innych - szczegółowy wykaz zaprezentowanych koncepcji filozoficznych wymienia autor na &lt;/span&gt;&lt;a href="http://protasiuk.republika.pl/stara_strona/_private/inspiracje.htm" style="color: white; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;swojej stronie&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;I to jest jeden z głównych problemów z tą książką - zmieszczenie tego wszystkiego na nieco ponad dwustu stronach nie pozostawia wiele miejsca na fabułę, pełnokrwiste postaci bohaterów, minimalny chociaż opis świata. A mogło być nieźle - historia buntu przeciwko totalitarnej władzy, wykorzystującej przeciwko społeczeństwu koncepcję determinizmu, w dodatku główny bohater jako wcielenie biblijnego Jonasza - to nie jest przecież zły materiał na powieść. Moim zdaniem, Protasiuk nie chciał jednak napisać klasycznej powieści, lecz opisać pewien eksperyment myślowy. Jeżeli będziemy rozpatrywać &lt;i&gt;Punkt Omega&lt;/i&gt; jako rozprawkę na temat "Jak wyglądałby świat, gdyby nie pojawił się Chrystus?", to na pewno stanie się ona podstawą do interesującej dyskusji. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Fabularnie jest to porażka - może nie spektakularna, ale jednak. Bohaterowie odgrywają swoje role (najczęściej wyznaczone przez swoich odpowiedników z naszej rzeczywistości), ale są tak odrealnieni, że ich los szybko przestaje nas obchodzić. Kuliminacyjny moment, rozpisany na ostatnich stronach, dla wzmożenia napięcia opisywany krótkimi zdaniami i z wielu punktów widzenia, jedynie nuży zamiast podnosić ciśnienie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Mimo wszystko, nie żałuję tej lektury. Szkoda, że autor nie przyłożył się bardziej, bo z pewnością stać go było na więcej - znalazłem w &lt;i&gt;Punkcie Omega&lt;/i&gt; momenty, które mnie zachwyciły, jak chociażby przełożenie teorii chaosu na język muzyki. Matematyczne i filozoficzne koncepcje są opisane bardzo przystępnym językiem, nie można mieć zastrzeżeń do pomysłów na akcję. Szkoda, że bardziej nie przyłożył się też redaktor, bo z tego tworzywa z pewnością dałoby się wycisnąć znacznie więcej.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;Michał Protasiuk&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;, &lt;i&gt;Punkt Omega&lt;/i&gt;, Wyd. Wydawnictwo Dolnośląskie, 2006&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-4866755936736081382?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/4866755936736081382/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/02/punkt-omega.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/4866755936736081382'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/4866755936736081382'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/02/punkt-omega.html' title='Punkt Omega'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNQ01IgCFdI/AAAAAAAAADU/akGRhhPuqQY/s72-c/punkt_omega.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-1911964460139436866</id><published>2010-02-06T14:15:00.000+01:00</published><updated>2010-11-05T14:21:09.511+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Księga Ocalenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Albert Hughes'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Księga ocalenia - świat po zagładzie... rozumu</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Czytelnicy tego bloga mogli odnieść wrażenie, że zajmuję się tu tylko dziełami godnymi polecenia. Nic bardziej mylnego - po prostu do tej pory miałem szczęście. Dobra passa skończyła się wraz z seansem &lt;i&gt;Księgi ocalenia&lt;/i&gt; (&lt;i&gt;The Book of Eli&lt;/i&gt;). A zapowiadało się całkiem nieźle - niedaleka przyszłość, świat po globalnej katastrofie (czyli to, co tygrysy lubią najbardziej) i na dodatek Denzel Washington jako zbawca ludzkości i Gary Oldman jako jego główny oponent. Czego chcieć więcej? Otóż przynajmniej minimalnej dozy tego, co w tytule tej notki, czyli rozumu. Jeżeli ktoś, nawet po tym ostrzeżeniu, zamierza wybrać się do kina na najnowsze dzieło braci Hughes, to może lepiej niech dalej nie czyta... &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNQEfP7supI/AAAAAAAAADQ/qVawhJHJ5Yk/s1600/ksiega_ocalenia.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNQEfP7supI/AAAAAAAAADQ/qVawhJHJ5Yk/s320/ksiega_ocalenia.jpg" width="223" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Pewnie już wiecie, że Eli (Washington) strzeże tytułowej Księgi, próbując wypełnić swą tajemniczą misję dostarczenia jej na Zachód. Księga jest ostatnią nadzieją resztek ludzkości na przetrwanie i odrodzenie. Księga jest wyjątkowa, bo to ostatni egzemplarz dzieła, które postanowiono zniszczyć po przerażającym doświadczeniu globalnej wojny. Wyjątkowo trudna to misja, ponieważ wyludnione, wypalone ziemie, niegdyś zwane Stanami Zjednoczonymi Ameryki, przez które przyszło Eliemu wędrować, zamieszkują rozmaite wredne (i głodne) typy, dla których życie bliźniego nie przedstawia żadnej wartości. Jednym z wredniejszych jest niejaki Carnegie (Oldman), samozwańczy przywódca małomiasteczkowej społeczności, z ogromnym apetytem na więcej władzy. I o niczym bardziej nie marzy, niż o przejęciu owej Księgi, której pełne mocy wersy pozwolą mu otumanić i zniewolić kolejne rzesze. Zgadnijcie, o jakiej księdze mówimy.... &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Na szczęście Eli nie musi niczego się obawiać, bo ma maczetę, pistolet i strzelbę, a w posługiwaniu się nimi nikt mu nie dorówna. No i spotka po drodze piękną dziewicę , która w kluczowym momencie wyciągnie pomocną dłoń. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Tego scenariusza nie uratowałoby nawet największe aktorstwo - być może to jest powód, dla którego Washington i Oldman nawet nie udają, że grają. Ten pierwszy ma trudniej, bo odzywa się mało, a jak już coś powie, to jest to tak pełne patosu, że aż dziwne, że nie idzie za nim tłum wiernych poddanych, zapisujących w notesikach każde słowo. Oldman, dla odmiany, nieustannie krzyczy i stroi groźne miny, na widok których truchleją nawet jego najgroźniejsze popychadła. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Pewnie już się domyślacie, że pisząc o zagładzie rozumu miałem na myśli producentów w Hollywood. Oczywiście nie mam racji - film z pewnością zarobi swoje, chociażby ze względu na wymienione sławy w obsadzie. Naprawdę, czasem myślę, że bliskie już czasy, kiedy wykreowane w komputerach postaci zastąpią żywych aktorów, są nową nadzieją kina.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;&lt;i&gt;Księga ocalenia&lt;/i&gt;, reż. Albert Hughes, Allen Hughes, Alcon Entertainment 2010&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-1911964460139436866?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/1911964460139436866/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/02/ksiega-ocalenia-swiat-po-zagadzie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/1911964460139436866'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/1911964460139436866'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/02/ksiega-ocalenia-swiat-po-zagadzie.html' title='Księga ocalenia - świat po zagładzie... rozumu'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNQEfP7supI/AAAAAAAAADQ/qVawhJHJ5Yk/s72-c/ksiega_ocalenia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-4678936572180097659</id><published>2010-02-04T12:35:00.003+01:00</published><updated>2010-11-05T14:24:59.468+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Celia S. Friedman'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Korona cieni'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Korona cieni</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNPsmxqK1uI/AAAAAAAAADI/6cNDS_qfRSs/s1600/korona_cieni.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNPsmxqK1uI/AAAAAAAAADI/6cNDS_qfRSs/s320/korona_cieni.jpg" width="210" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Gdzieś pomiędzy lekturami, o których już  tu pisałem, tymi, o których jeszcze napiszę, a także tymi, o których w ogóle nie wspomnę, znalazłem czas na dokończenie &lt;i&gt;Trylogii Zimnego Ognia&lt;/i&gt;. I chwile spędzone z &lt;i&gt;Koroną cieni&lt;/i&gt; zdecydowanie należały do tych przyjemniejszych. Pani Friedman znowu udało się mnie zaskoczyć - kiedy para głównych bohaterów zaczęła już nieco męczyć, ożywiła swą opowieść, powołując do życia całkiem nowe postaci, inne wydobywając z drugiego planu na pierwszy. Od razu ostrzegam, że jeżeli ktoś nie czytał tomu &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.blogger.com/goog_2065108103" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;a href="http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/swit-czarnego-sonca.html" style="color: white;"&gt;pierwszego&lt;/a&gt; i &lt;/span&gt;&lt;a href="http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/nadejscie-nocy-zimno-coraz-zimniej.html" style="color: white; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;drugiego&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;, to niewiele zrozumie z tego, co napiszę poniżej. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Pomysł z potomkiem rodu Tarrantów cudowny - jeszcze lepsze wykonanie. Andrys Tarrant to zdecydowanie kluczowa postać finalnego tomu, a jednocześnie sposób na przypomnienie czytelnikom mroczniejszych stron charakteru Geralda. Jak to zwykle u Friedman, spadkobierca Merenthy nie jest postacią jednoznaczną - w dodatku zmienia się w miarę postępów akcji, głównie za sprawą związku z Narilką Lessing (tak, tą samą, którą ratował z opresji Gerald Tarrant w scenie otwierającej całą trylogię). I choć poznajemy go jako narkomana, dziwkarza, w dodatku sprzymierzonego z największym wrogiem ludzkości, to autorka umożliwia nam kibicowanie obu Tarrantom - mimo, iż ich interesy są  sprzecznie i od początku jasnym jest, że zmierzają do konfrontacji. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNPsuzAJnsI/AAAAAAAAADM/02aQCFu57ns/s1600/crown_of_shadows.jpg" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNPsuzAJnsI/AAAAAAAAADM/02aQCFu57ns/s320/crown_of_shadows.jpg" width="202" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Zmiany charakterów lub postaw dotykają wszystkich głównych bohaterów trylogii. Damien wreszcie godzi się z kompromisami, na które poszedł, współpracując z Łowcą, Gerald przyznaje się do ludzkich uczuć (warto wspomnieć dramatyczny moment konfrontacji z duchem Almei), nawet Patriarcha musi zaakceptować w sobie cechy, które jeszcze do niedawna wydawały się nieakceptowalne. Ba, sama Fae musi się zmienić. Zmienią się ludzie, zmienią się demony, bogowie i zmieni się  Erna. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;I tak jak w poprzednich tomach znajdowałem elementy fabuły lub budowy postaci, do których mogłem się przyczepić, to &lt;i&gt;Koronę cieni&lt;/i&gt; mogę jedynie chwalić. Friedman wciąż najmocniejsza jest w oryginalnych pomysłach na konstrukcję świata - a za wyjaśnienie proweniencji demonów należy się jej beczka przedniego miodu, co najmniej. Trzeba też oddać, że potrafi niebanalnie i bez patosu pisać o przyjaźni i miłości, a to duża sztuka. Być może niektórych czytelników mógłby zmęczyć jej nieco epicki styl, ale mnie to akurat nie przeszkadzało. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Celia S. Friedman, &lt;i&gt;Crown of Shadows,&lt;/i&gt; Wyd. Orbit, 2006; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Celia S. Friedman, &lt;i&gt;Korona cieni&lt;/i&gt;, tł. Zbigniew A. Królicki, Wyd. MAG, 2008&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-4678936572180097659?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/4678936572180097659/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/02/korona-cieni.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/4678936572180097659'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/4678936572180097659'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/02/korona-cieni.html' title='Korona cieni'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNPsmxqK1uI/AAAAAAAAADI/6cNDS_qfRSs/s72-c/korona_cieni.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-4540253465525730715</id><published>2010-02-01T09:06:00.003+01:00</published><updated>2010-11-05T14:46:50.073+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Parnassus'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Terry Gilliam'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Z wizytą na Parnasie</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Już prawie cztery dekady Terry Gilliam prowadzi nas na poszukiwania Świętego Graala. Do kin trafił niedawno jego najnowszy przewodnik - &lt;i&gt;Parnassus&lt;/i&gt; (&lt;i&gt;The Imaginarium of Doctor Parnassus&lt;/i&gt;). Miłośnicy poetyki współtwórcy Latającego Cyrku Monty Pythona nie mają się czego obawiać - po kilku mniej lub bardziej udanych eksperymentach (wiem, strasznie narażam się fanatycznym wielbicielom &lt;i&gt;Las Vegas Parano&lt;/i&gt;) dostajemy dokładnie to, czym Gilliam zasłynął i czym uwodził kolejne pokolenia fanów. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNO7ed8pnxI/AAAAAAAAADE/XmD927BSQ_I/s1600/Parnassus.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNO7ed8pnxI/AAAAAAAAADE/XmD927BSQ_I/s1600/Parnassus.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Film zaczyna się od mocnego uderzenia - na ulice współczesnego Londynu wtacza się ciągnięty przez parę koni ogromny, pokraczny wóz. To wcale nie senna mara - to ruchoma scena, na której tysiącletni mnich, doktor Parnassus, wprowadza się w trans, zapraszając odważnych widzów w podróż przez krainę wyobraźni. Bramą jest magiczne lustro, a cena za unikalne doznania może być najwyższa. W dziwacznym interesie pomagają mu równie starożytny karzeł Percy, nastoletnia córka Valentina i sympatyczny młodzieniec o imieniu Anton. Szybko dowiadujemy się, że histeryczny, nie rozstający się z butelką mocnego trunku Parnassus ma dobrze uzasadniony powód dla demonstrowanego przerażenia - od wieków toczy ryzykowną grę z samym Diabłem, a stawką ostatniego zakładu jest dusza jego ukochanej córki. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;W stojący na krawędzi zagłady świat wędrownej trupy wkracza nagle niedoszły wisielec Tony, wywracając go do góry nogami. Szarmancki, elokwentny, szybko oczarowuje doktora i jego urokliwą córkę. Czy naprawdę zostanie wybawicielem? Tego oczywiście nie zdradzę. Wszyscy jednak znamy tę historię - szczęście jest na wyciągnięcie ręki, tylko trzeba umieć je dostrzec. A miłość to potężna siła.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;i&gt;Parnassus&lt;/i&gt; to inteligentne, wysmakowane widowisko. Wyobraźnia Gilliama ma do zaoferowania bardzo wiele - nie wyłączając groteskowych handlarzy organami z rosyjskiej mafii, czy policyjnego wodewilu. Jednocześnie jest to powrót do kina, którego już nie ma. Obawiam się, że  kraina wyobraźni Parnassusa dla większości młodych ludzi, wychowanych na komputerowej animacji, będzie jedynie wyblakłą tandetą, pełne filozofowania dialogi - nudnym bełkotem, a  sam doktor  - odrażającym starcem. Chciałbym się mylić.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Wielkie słowa uznania należą się aktorom. Christopher Plummer w roli Parnassusa daje prawdziwy pokaz kunsztu. Niewiele  ustępuje mu Tom Waits (Stary Nick). Świetnie wypada niebanalnej urody modelka Lily Cole w roli Valentiny (niebawem zobaczymy ją jako Alicję w &lt;i&gt;Fantasmagorii&lt;/i&gt; Marilyn Mansona). No i Heath Ledger, Johnny Depp, Jude Law, Colin Farrel w kolejnych wcieleniach Tony'ego - to koniecznie trzeba zobaczyć!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;&lt;i&gt;Parnassus&lt;/i&gt;, reż. Terry Gilliam, Infinity Features Entertainment 2009&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-4540253465525730715?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/4540253465525730715/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/02/z-wizyta-na-parnasie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/4540253465525730715'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/4540253465525730715'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/02/z-wizyta-na-parnasie.html' title='Z wizytą na Parnasie'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNO7ed8pnxI/AAAAAAAAADE/XmD927BSQ_I/s72-c/Parnassus.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-7152627501984573310</id><published>2010-01-25T08:48:00.002+01:00</published><updated>2011-04-15T17:34:06.919+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czasopisma'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Nowa Fantastyka 01/2010</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;W 2010 rok &lt;i&gt;Nowa Fantastyka&lt;/i&gt; wchodzi w odmienionej szacie graficznej i pod nowym przewodnictwem, aczkolwiek bez oficjalnego nowego naczelnego. Stery po Pawle Matuszku przejęli Adrian Markowski (wydawca) i Kamil Śmiałkowski (zastępca redaktora naczelnego). Ze stopki dowiemy się ponadto, iż stanowisko zastępcy rednacza zachował Maciej Parowski. Nowy layout wywołał wiele dyskusji wśród stałych czytelników magazynu. Moim zdaniem wielkość czcionki i kolory tła nie mają większego znaczenia - ani nie spowoduje to masowego wysypu nowych fanów pisma, ani nie zniechęci dotychczasowych. Sądzę, że nie tylko dla mnie wciąż bardziej liczy się treść niż forma. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNO6H1cT9KI/AAAAAAAAADA/36T1Tdwjsd8/s1600/nf1_2010.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNO6H1cT9KI/AAAAAAAAADA/36T1Tdwjsd8/s1600/nf1_2010.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Okładka z Funkym i Brendą nie wzięła się znikąd - co prawda nie znajdziemy w środku nowych przygód słynnej pary, ale styczniowy numer otwiera obszerny artykuł panów Deptucha, Kaczanowskiego i Wiśniewskiego o dorobku polskich komiksiarzy za granicą. &lt;i&gt;Nie tylko Rosiński&lt;/i&gt; to w miarę chyba kompletny przegląd rodzimych rysowników i scenarzystów obrazkowych historyjek, którym udało się zaistnieć w szerszym świecie. Artykuł w sam raz dla takich jak ja - z przyjemnością sięgających po komiksy, ale nie zainteresowanych na tyle, żeby śledzić biografie ich twórców. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Na następnych stronach, przy okazji premiery najnowszego filmu Gilliama, Łukasz Żurek zaprasza nas na krótką wyprawę poprzez dotychczasowe dokonania najbardziej znanego z Pythonów. Fajnie, że NF stara się trzymać palec na pulsie i na bieżąco informować nas o istotnych wydarzeniach ze świata szeroko pojętej fantastyki. Co prawda recenzji &lt;i&gt;Parnassusa&lt;/i&gt; tu nie znajdziemy, ale polecam tekst wszystkim, którzy jeszcze filmu nie oglądali, zwłaszcza tym, którzy dorobek twórcy &lt;i&gt;Brazil &lt;/i&gt;znają jedynie wyrywkowo.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;W dziale recenzji przykuł moją uwagę głos Jacka Soboty o &lt;i&gt;Awanturach na tle powszechnego ciążenia&lt;/i&gt; Tomasza Lema. Z chęcią sięgnę po tę książkę, pokazującą Mistrza z mniej znanej strony. Poza tym, Kamil Śmiałkowski zdołał dokonać czegoś nie do pomyślenia - zachęcił mnie do obejrzenia &lt;i&gt;Adrenaliny2&lt;/i&gt; (w przeciwieństwie do Łukasza Orbitowskiego, który, o dziwo, tym razem nie zachęcił mnie do &lt;i&gt;Ginger2&lt;/i&gt;) &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;W styczniowym dziale literatury tryumfuje zagranica, i to pomimo faktu, że reprezentowana jest jedynie przez &lt;i&gt;Ja, robot&lt;/i&gt; kanadyjczyka Cory'ego Doctorowa. Opowiadanie, w 2007 nominowane do nagrody Hugo, napisane w bardzo dickowskim stylu (z uwzględnieniem lekko naiwnych pretekstowych realiów), z fajnym głównym bohaterem i jego nieprzeciętnymi kłopotami z córką, byłą żoną, przełożonymi, tajnymi agentami i sztucznymi inteligencjami. Polecam. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;&lt;i&gt;Stoliczek&lt;/i&gt; Magdaleny Kozak miał być zabawnym, odświeżającym spojrzeniem na znaną bajkę o stoliczku, co sam się nakrywał. Cóż, kilka razy się uśmiechnąłem. &lt;i&gt;Mistrz porad&lt;/i&gt; Sebastiana Imielskiego jako tzw. "opowiadanie z dreszczykiem" jakoś tam się broni, ale nie jest to tekst, który zostaje w głowie na dłużej. Do takiego pretenduje z pewnością &lt;i&gt;Z braku dowodów&lt;/i&gt; Ewy Bury, zwyciężczyni literackiego konkursu NF. To najlepszy tekst z działu rodzimej literatury, ale nie jest wolny od wad. Opowiadanie ma jakąś zachwianą strukturę - interesująco rozpoczęte wątki umykają gdzieś po drodze, rozczarowuje nijak związane z otwarciem zakończenie. Poza tym, zupełnie nie przekonuje wizja bardzo, bardzo odległej przyszłości. Co więcej, zupełnie nie wiem, dlaczego autorka osadziła fabułę właśnie w takiej scenerii - moim zdaniem, nic to, do ciekawego skądinąd tekstu, nie wnosi.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times, serif;"&gt;&lt;i&gt;Nowa Fantastyka 01/2010&lt;/i&gt;, Wyd. Prószyński Media, Warszawa 2010&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-7152627501984573310?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/7152627501984573310/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/01/nowa-fantastyka-012010.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/7152627501984573310'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/7152627501984573310'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/01/nowa-fantastyka-012010.html' title='Nowa Fantastyka 01/2010'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNO6H1cT9KI/AAAAAAAAADA/36T1Tdwjsd8/s72-c/nf1_2010.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-6957595373805475380</id><published>2010-01-06T20:54:00.000+01:00</published><updated>2010-11-04T23:22:47.505+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='steampunk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='China Mieville'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dworzec Perdido'/><title type='text'>Dworzec Perdido</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Dworzec Perdido&lt;/i&gt; Miéville'a oszałamia od pierwszych stron. Przede wszystkim bogactwem przedstawionego świata. Akcja powieści toczy się w New Crobuzon, mieście-molochu, usytuowanym w wymyślonym świecie Bas-Lag. Miasto zaludniają ludzie, mniej lub bardziej inteligentni obcy, zwierzęta, demony i inne istoty, w tym samoistnie powstała sztuczna inteligencja. Środowisko, w którym przyszło tym wszystkim bytom funkcjonować nie jest komfortowe - New Crobuzon to industrialne piekło, zapełnione śmieciami, trującymi wyziewami, przesiąknięte smrodem rozkładu i fekaliów. Piekło niemal dosłowne, gdyż życie większości jego mieszkańców, tłamszonych przez wszechobecną, skorumpowaną władzę, stłoczonych w etnicznych lub społecznych gettach, bardziej przypomina nieustanną walkę o przetrwanie niż stabilną egzystencję.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNMOJ4YAxzI/AAAAAAAAAC0/jVmvqqF08Hs/s1600/perdido_street_station.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNMOJ4YAxzI/AAAAAAAAAC0/jVmvqqF08Hs/s320/perdido_street_station.jpg" width="192" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Poruszanie się po wymyślonym przez Miéville'a świecie przypomina podróż przez cudzy koszmar. Szybko orientujemy się, że mamy do czynienia jedynie z pozorami racjonalności - zasłony opadają zwłaszcza w zetknięciu z dziwaczną, opartą na parze techniką, czy też zaludniającymi ulice miasta Przetworzonymi, ofiarami okrutnej symbiozy magii i technologii. U mnie lektura &lt;i&gt;Dworca Perdido&lt;/i&gt; przywoływała na myśl światy wykreowane przez francuskich autorów komiksów (Yodorowsky, Bilal). Nie wiem, czy Miéville czytał w młodości &lt;i&gt;Obszar Marzyciela&lt;/i&gt; Jean-Pierre Huberta, ale to kolejne natrętne skojarzenie. Ciekawe jest to, że niektórzy mieszkańcy Bas-Lag zauważają dziwaczność świata, w którym przyszło im żyć - w pewnym momencie jeden z bohaterów zastanawia się na przykład nad genezą morfologii nieludzkich ras, z których chyba każda posiada jakiś zestaw ludzkich cech, będąc jednocześnie przekonana o naturalności swego pochodzenia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko powyższe sprawia, że powieśc trudno zakwalifikować do któregokolwiek gatunku. Sam autor umieszcza ją w nurcie "New Weird", ale równie dobrze można ją określić jako steampunk czy fantasy. To oczywiście nie ma żadnego większego znaczenia - pichcąc swoją potrawę Miéville jak najbardziej świadomie sięgał po produkty z rozmaitych półek. Pozostaje pytanie, czy powstałą w ten sposób zupę da się jeszcze strawić?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNMOduPi9hI/AAAAAAAAAC4/wVXKEeX2PeM/s1600/dworzec_perdido.jpg" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNMOduPi9hI/AAAAAAAAAC4/wVXKEeX2PeM/s1600/dworzec_perdido.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Na poziomie fabularnym książka ociera się o banał. Mamy tu kilka wątków, od romantycznego, przez sensacyjny aż po społeczno-polityczny. Na pierwszym planie śledzimy międzygatunkowy związek głównego bohatera, nieco zwariowanego naukowca Isaaca Dan der Grimnebulina z Lin, artystką, przedstawicielką owadogłowych khepri. Oboje przyjmują intratne zlecenia, które stają się przyczyną poważnych kłopotów. Isaac, poszukując sposobu na przywrócenie możliwości latania pozbawionemu skrzydeł gharudzie (rasa inteligentnych dumnych drapieżców zamieszkujących odległą pustynię) uwalnia na świat śmiertelnie groźne Ćmy - wątek polowania na nie zajmuje w książce najwięcej miejsca. Wszystko to okraszone jest wywodami naukowymi, politycznymi, religijnymi, filozoficznymi, nie zawsze łatwymi do przetrawienia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydaje się, że fabuła jest jedynie pretekstem do zobrazowania prawdziwego bohatera powieści, jakim jest samo New Crobuzon. Trzeba przyznać że Miéville maluje je bardzo sugestywnie, sprawia, że czytelnik naprawdę chodzi jego ulicami, chłonie jego kolory i zapachy. Trochę cierpią na tym inne aspekty książki - nawet pierwszoplanowym postaciom brakuje głębi, kierujące nimi motywy wydają się mało wiarygodne, zdarza się, że poszczególne wątki pojawiają się i gubią bez wyraźnego powodu. Niemniej, jeżeli ktoś da się wciągnąć w zaproponowane przez autora uniwersum, samo jego odkrywanie dostarczy wystarczająco wiele satysfakcji. Jeżeli jednak zacznie się analizować dylematy moralne bohaterów, można się mocno rozczarować.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;China Mi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;é&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;ville, &lt;i&gt;Perdido Street Station&lt;/i&gt;, Wyd. Del Ray, 2001; China Mi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;é&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;ville, &lt;i&gt;Dworzec Perdido&lt;/i&gt;, tł. Maciej Szymański, Wyd. Zysk i S-ka, 2003&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-6957595373805475380?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/6957595373805475380/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/dworzec-perdido.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/6957595373805475380'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/6957595373805475380'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/dworzec-perdido.html' title='Dworzec Perdido'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNMOJ4YAxzI/AAAAAAAAAC0/jVmvqqF08Hs/s72-c/perdido_street_station.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-6917934357507266285</id><published>2010-01-02T20:39:00.000+01:00</published><updated>2010-11-04T23:21:28.488+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='James Cameron'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Avatar'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Avatar - nowa nadzieja?</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Gdybyście zapytali mnie kilka miesięcy temu o ten film, wzruszyłbym po prostu ramionami. Owszem, słyszałem, że Cameron pracuje nad dziełem swego życia, widziałem nawet kilka reklamowych fotosów, jednak zupełnie nie dałem się ponieść  manii fanów, czekających na zapowiadane arcydzieło. &lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;I dobrze, pozwoliło mi to bowiem podejść do tego obrazu bez żadnych oczekiwań (nawet fakt, że reżyser stworzył kilka moich ulubionych filmów nie miał większego znaczenia, wypuścił też bowiem na świat &lt;i&gt;Titanica&lt;/i&gt;, windując mistrzostwo kiczu na niespotykany dotąd poziom). &lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNMLfZHTRuI/AAAAAAAAACw/_BEEjTCjB9o/s1600/avatar_poster.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNMLfZHTRuI/AAAAAAAAACw/_BEEjTCjB9o/s320/avatar_poster.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Co tu kryć, dałem się złapać na wszystkie najprymitywniejsze sztuczki Camerona. &lt;i&gt;Avatar &lt;/i&gt;wciągnął mnie, przeżuł i wypluł, pozostawiając uczucie niedosytu, które niebawem znów zaciągnie mnie do kina. Ostatni raz czułem się tak po seansie IV części Gwiezdnych Wojen, a było to przecież wieki temu. Dzięki &lt;i&gt;Avatarowi&lt;/i&gt; znowu poczułem się jak mały dzieciak i, nie powiem, było to bardzo miłe uczucie. &lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Nad techniczną stroną filmu nie będę się rozwodził - 3D to bez wątpienia przyszłość kina, choć nawet przy takim rozbuchanym budżecie nie udało się wyeliminować wszystkich związanych z tą technologią mankamentów, co widać zwłaszcza w dynamicznych scenach. Postanowiłem wziąć tu w obronę fabułę za którą twórcy filmu zbierają najwięcej krytyki. &lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;UWAGA, od tego miejsca zaczynają się spoilery! &lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Cameron na treść swego dzieła postanowił wybrać dwa najbardziej uniwersalne, zrozumiałe dla wszystkich Ziemian motywy - miłość i wojnę, okraszając je dodatkowo modną ostatnio tematyką ekologiczną. Opowiada swą historię językiem baśni, wykorzystując najbardziej oklepane schematy, dziesiątki razy przerabiane przez literaturę i kino. Nie znajdziemy tu nic oryginalnego - historia jest przewidywalna, pojawiające się wcześniej strzelby wypalają w oczywistych okolicznościach i żaden bohater absolutnie niczym nas nie zaskoczy. &lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Wszystko to rzeczywiście mogłoby irytować, gdyby nie fakt, że świat Pandory i osadzona w nim akcja są spójne i logiczne i naprawdę trudno się do czegoś przyczepić. Tak, zła korporacja jest wyrachowana i bardzo zła, ale przecież inwestując w ten projekt ryzykuje swoją ekonomiczną przyszłość, też walczy o przetrwanie (a opinia publiczna znajduje się cztery lata świetlne dalej). Dobrzy naukowcy są bez wyjątku dobrzy, ale przecież to autorska misja dr Augistine, która sama dobiera sobie zespół, więc trudno się dziwić, że reprezentują jednolity front. Na'vi też są bez wyjątku dobrzy i współczujący, ale przecież nie mogą być inni, będąc częścią specyficznego ekosystemu, czy nawet jednego żyjącego organizmu (warto zauważyć, że Eywa nie jest bogiem, a praktyki tubylców nie mają religijnego charakteru). Najemni marines nie są wcale bezduszni, lecz  manipulowani przez swego charyzmatycznego szefa, który toczy swą prywatną wojnę z całą Pandorą, z dumą prezentując jej ślady na twarzy. A któż byłby lepszym kandydatem na Toruk Macto niż Jake Sully, który: a) jest zdesperowany b) nie ma nic do stracenia, nawet nie swoim własnym ciałem ryzykuje... &lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Siła kreacji świata w tym filmie przytłacza, pozostawiając mało miejsca dla indywidualnych popisów aktorów, ale bardzo dobrze wypadają sceny monologów Sull'ego, granego przez Worthingtona. Niezły jest też Giovanni Ribisi jako przedstawiciel złej korporacji, na stanowisku przekraczającym jego kompetencje, w dodatku przygnieciony osobowością swego szefa ochrony (w tej roli Stephen Lang). No i Sigourney Weaver, jak zwykle efektowna, w 3D nawet bardziej.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Króko mówiąc, uważam, że większość zarzutów pod adresem fabuły &lt;i&gt;Avatara &lt;/i&gt;jest całkowicie chybiona. Oczywiście nie roszczę sobie prawa do jedynie słusznej interpretacji, ale ponieważ film wprowadził mnie do krainy szczęśliwości, to i tak czuję się wygrany :)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;&lt;i&gt;Avatar&lt;/i&gt;, reż. James Cameron, Twentieth Century Fox 2009&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-6917934357507266285?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/6917934357507266285/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/avatar-nowa-nadzieja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/6917934357507266285'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/6917934357507266285'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/avatar-nowa-nadzieja.html' title='Avatar - nowa nadzieja?'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNMLfZHTRuI/AAAAAAAAACw/_BEEjTCjB9o/s72-c/avatar_poster.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-1164470378986769250</id><published>2009-12-03T15:48:00.001+01:00</published><updated>2011-04-15T17:34:30.265+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czasopisma'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Nowa Fantastyka 12/2009</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Lektura grudniowego numeru &lt;i&gt;Nowej Fantastyki&lt;/i&gt; zajęła mi raptem dwa dni, co już samo w sobie świadczy o poziomie jego zawartości. Nie ma co prawda wyróżniającego się tekstu, takiego chociażby jak opowiadanie Kochańskiego z listopada, ale wszystkie są warte przeczytania, a niektóre zostaną mi w pamięci na dłużej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale po kolei. Paweł Matuszek, jak często miał w zwyczaju, narzeka w swoim ostatnim wstępniaku. Tym razem na jury Nagrody im. Żuławskiego, jego werdykt i uzasadnienie. &lt;i&gt;Kameleona&lt;/i&gt; Kosika nie czytałem, więc nie zamierzam polemizować, ale jeżeli uzasadnieniem prestiżowej nagody jest "czyta się sprawnie i lekko", to rzeczywiście można się zaniepokoić. &lt;/span&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNLG_I2Fk7I/AAAAAAAAACs/xrW72zF6KtU/s1600/nf_12_2009.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNLG_I2Fk7I/AAAAAAAAACs/xrW72zF6KtU/s1600/nf_12_2009.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Z publicystyki polecam w szczególności interesujący wywiad Joanny Kułakowskiej z Mikiem Careyem, artykuł Jakuba Ćwieka o Jezusie jako ikonie popkultury oraz felieton Jacka Soboty. Niedawno wyraziłem swoją radość z racji pojawienia się &lt;i&gt;Wyznań idioty&lt;/i&gt; i teraz cieszę się, że się nie zawiodłem. Pan Jacek też pisze o upadku książki, ale błyskotliwie, zajmująco i z dystansem do samego siebie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początku działu literatury zagranicznej trafiamy na &lt;i&gt;Twarz&lt;/i&gt; wspomnianego wyżej Careya - opowiadanie nie porywające, ale, że pozwolę sobie jeszcze raz zacytować profesora Smuszkiewicza, "czyta się sprawnie i lekko". Dwa krótkie teksty Łukanienki już nie takie gładkie stylowo, ale z racji mocno ograniczonej długości nie męczą, a puenty warte są doczytania. Na koniec dostajemy &lt;i&gt;Męczenników operacji Upshot Knothole&lt;/i&gt;, czyli Jamesa Morrowa hołd złożony aktorstwu i osobie Johna Wayne'a. Bardzo fajne opowiadanie, pełne inteligentnego humoru, zwłaszcza w dialogach, jakże rózne od pompatycznego &lt;i&gt;Jestem twoją potrzebą&lt;/i&gt; Morta Castle'a sprzed kilku numerów (tego o Marilyn Monroe). Naprawdę kawał dobrej rozrywki, z hollywoodzko-nowojorskim klimatem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dział literatury polskiej otwiera &lt;i&gt;SUK-cesja&lt;/i&gt; Żelkowskiego i Żwikiewicza - lekko niepokojące wejrzenie w zdominowaną przez kobiety przyszłość, choć z pewnością nie na serio. Dwa kolejne opowiadania to laureaci II nagrody w najnowszym konkursie NF. Oba teksty należałoby chyba włożyć do szuflady z napisem "fantasy", ale tak naprawdę więcej je dzieli niż łączy. &lt;i&gt;Jak być boską&lt;/i&gt; Małgorzaty Karoń to historia z klasycznego neverlandu, napisana trochę w stylu Sapkowskiego, trochę Prachetta. Pani Małgorzata umie opowiadać, przykuć uwagę, a pomiędzy scenami, ocierającymi się o groteskę, potrafi przemycić też trochę głębszych refleksji. Bardzo udany tekst, moim zdaniem. To samo można zresztą powiedzieć o &lt;i&gt;My, którzy z ciemności&lt;/i&gt; Dariusza Kuśmierka, choć humoru tam za grosz. Mamy za to całkiem solidną, mroczną fantasy (horror?) w polskich, historycznych realiach (choć nie jestem pewien, czy nie jest to przypadkiem jakaś rzeczywistość alternatywna). W każdym razie, bardzo mnie cieszy, że rodzimi debiutanci po raz kolejny podnoszą poziom prozy drukowanej w NF. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z opublikowanych omówień warto zwrócić uwagę na pozytywną (żeby nie rzec entuzjastyczną) recenzję &lt;i&gt;Żmiji&lt;/i&gt; Sapkowskiego, autorstwa Jakuba Winiarskiego - chyba jedyną tego typu, jaką czytałem - oraz tekst Agnieszki Haski poświęcony &lt;i&gt;Wrońcowi&lt;/i&gt; Dukaja. Czytałem tę ostatnią recenzję dwa razy i nadal nie wiem, czy opowieść się podobała, czy nie - poza tym, że została oceniona na 5/6. W każdym razie, nie dowiedziałem się o &lt;i&gt;Wrońcu &lt;/i&gt;wiele więcej, niz z okładki samej książki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times;"&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times, serif;"&gt;&lt;i&gt;Nowa Fantastyka 12/2009&lt;/i&gt;, Wyd. Prószyński Media, Warszawa 2009&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-1164470378986769250?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/1164470378986769250/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/nowa-fantastyka-122009.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/1164470378986769250'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/1164470378986769250'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/nowa-fantastyka-122009.html' title='Nowa Fantastyka 12/2009'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNLG_I2Fk7I/AAAAAAAAACs/xrW72zF6KtU/s72-c/nf_12_2009.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-7759107460009285114</id><published>2009-11-27T15:38:00.001+01:00</published><updated>2011-04-15T17:35:00.072+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czasopisma'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Nowa Fantastyka 11/2009</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Na wstępie listopadowego numeru Nowej Fantastyki redaktor Paweł Matuszek reklamuje nam grę komputerową. Gry nie znam, i na jej temat się nie wypowiadam, jednak wydaje mi się, że wstępniak w jednym z poczytniejszych pism literackich można by wykorzystać lepiej. Ale pewnie się czepiam. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNLEkP3KpjI/AAAAAAAAACo/5UOMQKUu5Oo/s1600/nf11_2009.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNLEkP3KpjI/AAAAAAAAACo/5UOMQKUu5Oo/s1600/nf11_2009.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Ten pierwszy kontakt nie nastroił mnie najlepiej, jednak obcowanie z resztą zawartości pisma przyniosło więcej miłych zaskoczeń niż rozczarowań. Przede wszystkim za sprawą znakomitego opowiadania Krzysztofa Kochańskiego. Niedawno odpowiadałem &lt;a href="http://zasadniczoofantastyce.blogspot.com/" style="color: white;"&gt;eruanie&lt;/a&gt; dlaczego wciąż czytuję NF. Więc choćby po to, żeby czytać takie teksty jak &lt;i&gt;Z popiołów&lt;/i&gt; Szkoda, że trafiają się tak rzadko. Było w ostatnich numerach kilka opowiadań, które próbują zmierzyć się z podobną tematyką (człowiek a sztuczna inteligencja), lecz są to mniej lub bardziej spektakularne porażki. Tak jest z B&lt;i&gt;ratnimi duszami&lt;/i&gt; Mike'a Resnicka i Lezli Robyn - zupełnie nie rozumiem pojawiających się pochwał pod adresem tej historyjki. Moim zdaniem jest banalna i wtórna - odkrywcza byłaby może w latach 60-tych, ale fantastyka chyba zrobiła od tamtego czasu parę kroków w przód. Lektura opowiadania Kochańskiego wprawdzie też przywołuje nostalgiczne wspomnienia, ale świetnie broni się stylem. Naprawdę wielkie brawa. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Oprócz dwóch przywołanych wyżej tekstów mamy jeszcze dwa napisane w konwencji horroru. &lt;i&gt;Huitzilopochtli&lt;/i&gt; Joego Lansdale'a to na siłę rozciągnięta do rozmiarów opowiadania anegdota, nie warta wzmianki. &lt;i&gt;Nethescurial&lt;/i&gt; Thomasa Ligottiego jest nieco lepszy, naśladuje klimat Lovecrafta, ale tylko tyle - po lekturze nie zostawia w głowie absolutnie nic. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Jeszcze parę słów na temat konkursowych &lt;i&gt;Krzywizn zwierciadeł&lt;/i&gt;. Opowiadanie Marka Krysiaka, w moim odczuciu, nierówne. Ma naprawdę znakomite fragmenty, choćby pamiętnikową relację z pobytu jednego z bohaterów w Indochinach, ale też kilka słabszych. Nie podobał mi się przydługi dialog z wdową, opisy sennej makabry pod koniec też lekko mnie znużyły. Po lekturze pozostało wrażenie, że nie wszystko zrozumiałem. Być może za szybko czytałem. Śmiem twierdzić, że to najsłabszy z dotychczas opublikowanych owoców konkursu. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Publicystyka, jak zwykle, trzyma poziom. Pobobał mi się &lt;i&gt;Apetyt na destrukcję&lt;/i&gt; Michała Wiśniewskiego, esej traktujący o apokaliptycznych motywach w mandze i okołomangowej twórczości. Fajny jest też tekst Marcina Pągowskiego o antywampirycznych zabiegach, stosowanych przez naszych przodków, choć niektóre tezy artykułu wydają się naciągane.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;W dziale recenzji Paweł Matuszek nadrabia u mnie tekstem o trzech nowo wydanych książkach z pogranicza fantastyki i realizmu magicznego (Brockmeier, Couto, Diaz). Gdybym tylko mógł skraść tyle czasu, żeby to wszystko przeczytać...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="font-family: 'times new roman', times, serif;"&gt;&lt;i&gt;Nowa Fantastyka 11/2009&lt;/i&gt;, Wyd. Prószyński Media, Warszawa 2009&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-7759107460009285114?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/7759107460009285114/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/nowa-fantastyka-112009.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/7759107460009285114'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/7759107460009285114'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/nowa-fantastyka-112009.html' title='Nowa Fantastyka 11/2009'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNLEkP3KpjI/AAAAAAAAACo/5UOMQKUu5Oo/s72-c/nf11_2009.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-2768747052527158508</id><published>2009-11-19T10:29:00.001+01:00</published><updated>2010-11-05T00:41:40.249+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Celia S. Friedman'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nadejście nocy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Nadejście nocy - zimno, coraz zimniej!</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Drugi tom &lt;i&gt;Trylogii Zimnego Ognia&lt;/i&gt; Celii S. Friedman nie rozczarowuje. Więcej, śmiało mogę stwierdzić, iż jest znacznie lepszy od pierwszego. Przede wszystkim wyśmienity jest sam pomysł na intrygę - znani nam z&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://maarcuss.blox.pl/2009/10/Swit-czarnego-slonca.html" style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;a href="http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/swit-czarnego-sonca.html" style="color: white;"&gt;pierwszego tomu&lt;/a&gt; bohaterowie muszą przedsięwziąć jeszcze bardziej ryzykowną wyprawę, tym razem na inny kontynent, gdzie czeka jeszcze potężniejszy wróg, gotowy zagrozić losowi całej ludzkiej populacji Erny. I nie tylko ludzkiej - Tarrantowi i Vryce'owi towarzyszy Hesseth, która w interesie swojej rasy musi przezwyciężyć głęboko zakorzenioną międzygatunkową wrogość. Tyle, że cywilizacja, którą znajdują po drugiej stronie oceanu, wydaje się oazą ładu i bezpieczeństwa, urzeczywistnionym marzeniem Kościoła, któremu służy Damien. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNJ8j6DhZTI/AAAAAAAAACk/Oj_qCfza7kE/s1600/ct_2.JPG" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNJ8j6DhZTI/AAAAAAAAACk/Oj_qCfza7kE/s320/ct_2.JPG" width="198" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Więcej zdradzić nie mogę, wróćmy więc do naszych bohaterów. Gerald Tarrant przestał mnie drażnić, jego postać znacznie zyskała na wiarygodności, lepiej poznajemy jego motywy i lepiej go rozumiemy. Autorka pozwala nam też, i dobrze, w większym stopniu posmakować ciemniejszych stron jego osobowości. W drugim tomie Łowca całkowicie przyćmiewa mdłego, nijakiego i, co gorsza, mało inteligentnego Vryce'a. No właśnie. Nie sądzę, żeby zamierzeniem autorki było takie przedstawienie postaci Damiena, ale naprawdę irytujące się staje, kiedy nasz bohater dziwi się niezmiernie, kiedy radzą mu pozbyć się konia, zwierzęcia nieznanego na obcym kontynencie, żeby mógł bezpiecznie wmieszać się w tłum tubylcow. I tak dalej, i tak dalej - uczucie irytacji towarzyszyło mi nieustannie podczas obserwacji poczynań dzielnego mnicha. Krótko mówiąc, daje się wodzić za nos jak dziecko, a jego żarliwa wiara totalnie go oślepia. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Trzecia uczestniczka wyprawy z pozoru jest tylko tłem dla pierwszej dwójki - niewiele się o niej dowiadujemy i jej udział w wydarzeniach jest raczej bierny. Niemniej,  realnie przeżywamy wyobcowanie Hesseth, potem nieoczekiwaną miłość do ludzkiego dziecka, wreszcie końcowy dramat i jest to jeden z najjaśniejszych motywów tego tomu, przynajmniej dla mnie. Innym jest Jenseny, o której nie będę się rozpisywał, żeby nie psuć przyszłym czytelnikom przyjemności. Powiem tylko, że za tę postać należą się Friedman wielkie brawa i pokłony, zwłaszcza za to, jak ją potraktowała w finale.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;i&gt;When True Night Falls&lt;/i&gt;, czy też, jak chce polski wydawca, &lt;i&gt;Nadejście nocy&lt;/i&gt;, to świetne studium ludzkich charakterów, a zwłaszcza słabości. Na planetarną skalę. Przy czym Friedman maluje je subtelnie i bardzo wiarygodnie, używając do tego wyrazistych, drugoplanowych postaci (Toshida, Kassatah, Rasya...). Które wychodzą jej lepiej niż pierwszoplanowe, moim skromnym zdaniem. Cóż, prawdopodobnie Łowca na mnie nie działa, gdyż preferuje polowania na kobiety...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Celia S. Friedman, &lt;i&gt;When True Night Falls,&lt;/i&gt; Wyd. Orbit, London 2006&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-2768747052527158508?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/2768747052527158508/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/nadejscie-nocy-zimno-coraz-zimniej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/2768747052527158508'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/2768747052527158508'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/nadejscie-nocy-zimno-coraz-zimniej.html' title='Nadejście nocy - zimno, coraz zimniej!'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNJ8j6DhZTI/AAAAAAAAACk/Oj_qCfza7kE/s72-c/ct_2.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-2510724091741659618</id><published>2009-11-13T10:21:00.002+01:00</published><updated>2011-04-15T17:35:26.064+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nowa Fantastyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='czasopisma'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Nowa Fantastyka 10/2009</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; clear: left; color: black; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Skończyłem właśnie lekturę październikowego numeru &lt;i&gt;Nowej Fantastyki&lt;/i&gt; – miesięcznika, który czytam od deski do deski od początków jego istnienia. Szybko przebrnąłem przez wstępniak (do przemyśleń Pawła Matuszka zdołałem się jakoś przyzwyczaić i nie mam nic naprzeciw, ale wciąż tęsknię za Parowskim) Potem mamy tekst Żerania o Nealu Stephensonie – interesujący i godny polecenia, choć najbardziej zapada w pamięć pierwsze zdanie o starszym mężczyźnie uśmiechającym się ze zdjęcia. Hłe, hłe. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Dalej trafiamy na  felieton Artura Skowrońskiego o Green Lantern (nie mój obszar zainteresowań), wywiad Anny Brzezińskiej z Jackiem Komudą (przeraża mnie ten współczesny sarmata i chyba nigdy nie przestanie), felieton Kuby Winiarskiego (niestety, nie pamiętam o czym, a nie chce mi się wracać) i przechodzimy do lektury opowiadań. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNJ6n0u4w9I/AAAAAAAAACg/fEcxs0dtAQU/s1600/nf10_2009.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNJ6n0u4w9I/AAAAAAAAACg/fEcxs0dtAQU/s1600/nf10_2009.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Na początek Lavie Tidhar i &lt;i&gt;Uganda&lt;/i&gt;, historia z alternatywnej rzeczywistości.  Niestety, to nie &lt;i&gt;Człowiek z Wysokiego Zamku.&lt;/i&gt; &lt;a href="http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/zwiazek-zydowskich-policjantow.html" style="color: white;"&gt;&lt;i&gt;Związek Żydowskich Policjantów&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; też to z pewnością nie jest. Znalazłem tam jakiś wciągający klimat, zwłaszcza w opisach przyrody i nieco tajemnicy, mogącej zaintrygować, ale jednak całość rozczarowująca. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Z kolei w &lt;i&gt;Dzwiach śmierci&lt;/i&gt; Terry’ego Bissona nie ma nawet klimatu - ot proste opowiadanko oparte na jednym, mało oryginalnym pomyśle. Wpada gładko i równie gładko wypada z pamięci. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Lektura „Głowy węża” Orbitowskiego zajęła mi trzy dni. Puenta warta doczytania do końca, ale droga do niej to momentami droga przez mękę. Zwykłem oczekiwać od autora więcej, choć opisy makabry krwiste i realistyczne. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Michał Cetnarowski zraził mnie laickimi opisami szachowych zmagań - choć wychwycenie błędów wymaga pewnej znajomości dyscypliny, więc można przymknąć na nie oko. Gorzej, że nie wiadomo, o czym to właściwie jest i brak w tym jakichkolwiek emocji. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;Horyzont Zdarzeń&lt;/i&gt; Tomasza Orlicza, niewątpliwie zasłużył na wyróżnienie w konkursie NF, choć niczym nie porywa. Ja bym jednak z taką materią raczej nie odważył się mierzyć, więc krytykować nie będę. Czyta się dobrze, mimo braku dialogów. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Na koniec pragnę zaznaczyć satysfakcję z pojawienia się &lt;i&gt;Wyznań idioty&lt;/i&gt;, czyli nowej stałej rubryki autorstwa Jacka Soboty. Na pewno będzie kontrowersyjnie i interesująco. Pierwszy felieton traktuję jak przywitanie, więc nie będę się czepiał braku treści. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Z innych rzeczy warto jeszcze odnotować recenzję Jerzego Rzymowskiego z filmu &lt;i&gt;Dystrykt 9&lt;/i&gt; i Pawła Matuszka z &lt;i&gt;Peanatemy&lt;/i&gt;, powieści Neala Stephensona, wydanej przez MAG – choć Pawłowi, mimo widocznych starań, jakoś nie udało się zachęcić mnie do lektury. Pewnie kiedyś przeczytam, ale raczej nie dzięki temu tekstowi. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Podsumowując, numer średnio udany, zwłaszcza pod względem publikowanej prozy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: x-small;"&gt;&lt;i&gt;Nowa Fantastyka 10/2009&lt;/i&gt;, Wyd. Prószyński Media, Warszawa 2009&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-2510724091741659618?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/2510724091741659618/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/nowa-fantastyka-102009.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/2510724091741659618'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/2510724091741659618'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/nowa-fantastyka-102009.html' title='Nowa Fantastyka 10/2009'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNJ6n0u4w9I/AAAAAAAAACg/fEcxs0dtAQU/s72-c/nf10_2009.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-3086390976338819344</id><published>2009-10-15T21:17:00.000+02:00</published><updated>2010-11-04T23:15:53.230+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Celia S. Friedman'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Świt czarnego słońca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Świt czarnego słońca</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;i&gt;Świt czarnego słońca&lt;/i&gt; to pierwszy tom trylogii &lt;i&gt;Zimny Ogień&lt;/i&gt; Celii S. Friedman, podobno największego pisarskiego dokonania tej mało w Polsce wydawanej, amerykańskiej autorki SF i fantasy. Poniższą recenzję obiecywałem już dawno, jednak, choć lekturę zakończyłem jakiś czas temu, długo zbierałem myśli, aby napisać coś sensownego.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNHCdaMO0uI/AAAAAAAAACY/9sFUogAEqo4/s1600/switczarnegoslonca.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNHCdaMO0uI/AAAAAAAAACY/9sFUogAEqo4/s1600/switczarnegoslonca.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Wypada zacząć od krótkiego wprowadzenia. Powieść zgrabnie łączy w sobie typowe elementy sf i fantasy. Mamy oto planetę, gdzieś na samym skraju naszej galaktyki (co też nie jest bez znaczenia), na którą trafia zautomatyzowany statek z ziemskimi kolonistami. Po kilkudziesięciu latach gruntownych badań sterujące statkiem maszyny dochodzą do wniosku, że Erna nadaje się do zasiedlenia. Szybko okazuje się jednak, że uwadze komputerów umknęło zjawisko, które przesądzi o dalszym losie kolonii. Otóż na Ernie występuje siła, nazwana później fae, która pozwala ludzkim myślom i emocjom wpływać na rzeczywistość. Pamiętacie „Solaris” Lema? Tutaj oddziaływanie fae jest o wiele bardziej złożone. Z jednej strony, nadaje ludzkim lękom i koszmarom (a także pragnieniom) realne kształty, z innej powoduje na przykład, iż ziemska technologia staje się praktycznie bezużyteczna, a nawet groźna dla użytkowników (wyobraźcie sobie świat, w którym dominującymi prawami fizyki stają się Prawa Murphy'ego). Mało tego – nie dość, że Erna w krótkim czasie zaroiła się tworami z ziemskiej mitologii, to koloniści, nieświadomie wpływając poprzez fae na procesy ewolucyjne, szybko dorabiają się rasy inteligentnych, agresywnych konkurentów. Których oczywiście postanowiają eksterminować, wpadając w jeszcze większe kłopoty. Których i tak mają w nadmiarze na tej bardzo aktywnej sejsmicznie planecie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Prawda, że przednie? A jest tego znacznie więcej. Zachwyt nad wyobraźnią Friedman, kompletnością jej wizji, był dominującym uczuciem w trakcie lektury pierwszego tomu tej trylogii. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Akcja &lt;i&gt;Świtu…&lt;/i&gt; rozpoczyna się ponad tysiąc lat po założeniu kolonii. Potomkowie Ziemian przetrwali, choć nie udało im się ani zdominować planety, ani nawet w pełni jej zasiedlić. Przetrwali, gdyż nauczyli się, w dość ograniczonym stopniu, kontrolować fae. Umiejętność tą, wrodzoną u części populacji, zyskali dzięki poświęceniu pierwszych kolonistów. Symbolika ofiary i poświęcenia, tak zakorzeniona w ziemskich systemach religijnych, na Ernie, dzięki istnieniu fae, nabiera realnej mocy. Koloniści przetrwali, ale cena była ogromna – musieli wyrzec się swej przeszłości, zrezygnować ze zdobyczy technologii i niemal całej wiedzy, jaką ze sobą przywieźli. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNHDAEZKqqI/AAAAAAAAACc/XDhmiwUQ_dI/s1600/blacksunrising.jpg" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNHDAEZKqqI/AAAAAAAAACc/XDhmiwUQ_dI/s1600/blacksunrising.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;To właśnie motyw poświęcenia, obok równie silnie zarysowanego motywu pragnienia, są głównymi tematami powieści. Te dwa elementy kształtują i napędzają główne postacie &lt;i&gt;Świtu&lt;/i&gt;. Oczywiście, zgodnie z jednym z typowych archetypów fantasy, dostajemy czwórkę bohaterów, którzy podejmują niezwykle ryzykowną wyprawę w nieznaną krainę. Wyprawę, która może zdecydować o losach ludzkości. Prawda, że banalne? Otóż wcale nie – wyobraźnia Friedman nie ogranicza się bowiem do kreacji świata – pozwala jej także stworzyć równie interesujące postacie. Damiena Vryce’a – uwodzicielskiego, nieco naiwnego choć niezwykle kompetentnego członka rycerskiego zakonu. Ciani – zdolnej adeptki (adept to ktoś z wrodzoną umiejętnością kontrolowania fae), która zostaje nietypową damą w opresji, Senzei Reese’a – jej asystenta, zżeranego nierealnym pragnieniem posiadania choć części umiejętności adepta. I wreszcie Geralda Tarranta, o którym naprawdę można by długo pisać – jak ktoś nie wierzy, niech zajrzy chociażby do &lt;/span&gt;&lt;a href="http://ninedin.blox.pl/2007/12/Bohaterowie-2-Gerald-Tarrant.html" style="color: white; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;ninedin&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;. Dość powiedzieć, że Tarrant, niegdyś prorok, wizjoner, współzałożyciel ernańskiego Kościoła, lider wśród ludzi, pragnąc uciec od śmierci, a jednocześnie zyskać szansę i czas na realizację swych wizji, porzuca swe człowieczeństwo, aby zyskać długowieczność i moc. I czyni to na typowo ernański sposób, składając ofiarę. Ze swej żony i dzieci. Torturując ich i uśmiercając w najbardziej okrutny sposób (zgodnie z panującymi tu regułami logiki, potencjalny zysk musi być proporcjonalny do ceny). Tym samym Tarrant staje się budzącym strach potworem, seryjnym mordercą kobiet, zaprzeczeniem wszystkiego, co reprezentował i budował wcześniej. Przy tym, kiedy go poznajemy, tysiąc lat po wspomnianej przemianie, jest przystojny, inteligentny szarmancki, honorowy. Wypracowany w ciągu milenium swoisty kodeks postępowania jest ostatnią nicią łączącą go z człowieczeństwem, ostatnią linią obrony, dzielącą go od szaleństwa i wiecznego potępienia. Jestem pewien, że wszystkie młodsze i starsze czytelniczki Friedman muszą być zachwycone. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Jak się pewnie domyślacie, teraz trochę ponarzekam. Pierwszym co mnie zirytowało, to płaczący co i rusz mężczyźni. Nawet nie chodzi o ten klimat rodem z dziewiętnastowiecznego romansu, raczej fakt, iż po kilkudziesięciu pokoleniach na planecie, na której każda nieostrożna myśl może skutkować bolesną śmiercią, ludzie powinni nauczyć się nieco bardziej kontrolować swe emocje. Na szczęście, w miarę postępów fabuły, kiedy niezwykły świat Erny zaczyna naprawdę wciągać, jest już o wiele lepiej. Na dłużej pozostało mi natomiast uczucie bycia przedmiotem manipulacji. Autorka stosuje nieuczciwe chwyty, żeby uczynić postać Tarranta pociągającą – nie będziemy świadkami żadnego z jego słynnych polowań na młode, atrakcyjne kobiety, niezbędnych do przedłużenia jego egzystencji – przeciwnie, zaraz na początku serwuje się nam scenę, w której ratuje jakąś zagubioną młodą damę z niebezpieczeństwa. Niestety, cierpi na tym trochę wiarygodność tej postaci, a także jeden z głównych wątków powieści – naturalny konflikt między przepełnionym złem potworem a oddanym swej wierze duchownym, złączonymi w niepewnym sojuszu wobec wspólnego wroga. Dla Damiena jest to poważny etyczny problem, z tym że jego wielkie dylematy moralne wydają się, właśnie na skutek takiego a nie innego przedstawienia postaci Geralda, nieco wyolbrzymione. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Ale to drobiazgi, nad którymi, dzięki warsztatowi i dużemu talentowi autorki, szybko przechodzimy do porządku. W każdym razie, jestem już w połowie drugiego tomu i naprawdę gorąco polecam.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="background-color: transparent; border: medium none; color: black; overflow: hidden; text-align: left; text-decoration: none;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Celia S. Friedman, &lt;i&gt;Black Sun Rising,&lt;/i&gt; Wyd. Orbit, 2006; Celia S. Friedman, &lt;i&gt;Świt czarnego słońca&lt;/i&gt;, tł. Zbigniew A. Królicki, Wyd. MAG, 2008&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-3086390976338819344?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/3086390976338819344/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/swit-czarnego-sonca.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/3086390976338819344'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/3086390976338819344'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/swit-czarnego-sonca.html' title='Świt czarnego słońca'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNHCdaMO0uI/AAAAAAAAACY/9sFUogAEqo4/s72-c/switczarnegoslonca.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-5743294594688920984</id><published>2009-08-18T20:45:00.000+02:00</published><updated>2010-11-04T23:15:04.649+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Po zmierzchu'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Haruki Murakami'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Po zmierzchu</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;To moje pierwsze podejście do modnego ostatnio japońskiego pisarza, Haruki Murakamiego. I znów muszę napisać, że na pewno nie ostatnie. Chyba mam ostatnio szczęście do ciekawych autorów…  Choć tym razem nie jest to do końca kwestia szczęścia, ponieważ &lt;i&gt;Po zmierzchu&lt;/i&gt; nabyła, zupełnie świadomie, moja kochana małżonka.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="clear: left; float: left; font-size: small; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img src="http://maarcuss.blox.pl/resource/Po_zmierzchu.JPG" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;To nie będzie długa notka, bo nie bardzo wiem, co można sensownego napisać o samej powieści. Napiszę więc o moich odczuciach.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Ale najpierw parę słów o fabule. Mamy tu kilkoro młodych ludzi, których losy splatają się pewnej nocy w Tokio. Łącznikiem jest dziewiętnastoletnia Mari, którą poznajemy w czynnej całą dobę restauracji. Która spotyka pewnego chłopaka, który… ale nieważne. Wszyscy bohaterowie są ledwo zarysowani, zaś ich kilkugodzinne przeżycia zwyczajne, tak samo zresztą jak ich pełne dygresji i dywagacji leniwe rozmowy. Być może ważniejszym bohaterem jest samo miasto, przedstawione jako olbrzymi, żywy organizm, którego fizjologię i morfologię poznajemy nieśpiesznie na kolejnych stronach.Ale fabuła schodzi na dalszy plan. Książka wciąga nastrojem, klimatem budowanym ciekawą narracją i otaczającymi bohaterów elementami fantastyczności. Których istnienia nie uświadamiają. To klimat zrodzony z połączenia surrealizmu, oniryzmu, japońskiego horroru.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze język. Murakami pisze świetnie, ale prawdziwe mistrzostwo ujawnia w dialogach, którymi umiejętnie buduje charaktery postaci. By nagle zaskoczyć nas, wkładając w ich usta kwestie, których na pewno by nie wypowiedzieli. A jednak wierzymy, że tak właśnie mówią, kiedy na kilka godzin w ciągu doby stają się „duchami nocy”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co jeszcze chodzi mi po głowie? Ano to, że Japończycy to, jak się okazuje, najzwyklejsi ludzie, z najzwyklejszymi problemami. Zdecydowanie dziwna jest zaś rzeczywistość, w której przyszło im funkcjonować. I to nie jest tylko kwestia egzotyki, odmienności kultury - oni sami się w tej rzeczywistości gubią. To chyba właśnie zagubienie i poszukiwanie sensu życia jest głównym tematem tej powieści. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To sympatyczna książka, z sympatycznymi bohaterami, dostarczająca wiele przyjemności. Która pozostaje na dłużej, pomimo faktu, iż zakończenie nie daje odpowiedzi na większość pytań, jakie nasuwają się w trakcie lektury. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnych doznań poszukam w kolejnych powieściach Murakamiego. Jeszcze lepszych od &lt;i&gt;Po zmierzchu&lt;/i&gt;, jak każą mi wierzyć ludzie, których literackim gustom zwykłem zawierzać.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 150%; margin: 0cm 0cm 6pt;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="line-height: 150%;"&gt; &lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-family: Times,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; line-height: 150%; margin: 0cm 0cm 6pt;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;span style="line-height: 150%;"&gt;Haruki Murakami, &lt;i&gt;Po zmierzchu&lt;/i&gt;, tł. Anna Zielińska-Elliott, Wyd. Muza, 2007&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-5743294594688920984?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/5743294594688920984/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/po-zmierzchu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/5743294594688920984'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/5743294594688920984'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/po-zmierzchu.html' title='Po zmierzchu'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-5388682949835197059</id><published>2009-06-12T17:53:00.000+02:00</published><updated>2010-11-04T23:14:15.035+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Michael Chabon'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zwiazek żydowskich policjantów'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='science fiction'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Związek żydowskich policjantów</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;i&gt;Yiddish Policemen’s Union&lt;/i&gt; to pierwsza, ale na pewno nie ostatnia książka Michaela Chabona, którą miałem okazję przeczytać. Moja jedyna do tej pory styczność z twórczością tego stosunkowo mało znanego u nas autora, to film &lt;i&gt;Cudowni chłopcy&lt;/i&gt;, zrealizowany na podstawie jego powieści i scenariusza. Komu podobał się specyficzny klimat i humor tamtego obrazu, ten nie powinien być zawiedziony lekturą „Związku żydowskich policjantów”, wydanego niedawno również w polskim tłumaczeniu przez WAB.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNGSgIRTDBI/AAAAAAAAACU/jAJcEDmMmAw/s1600/ypu.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNGSgIRTDBI/AAAAAAAAACU/jAJcEDmMmAw/s1600/ypu.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Inspiracją do powstania książki stała się podobno lektura rozmówek w jidysz, języku obecnie używanym chyba jedynie w kręgach ortodoksyjnych potomków aszkenazyjskich Żydów. Chabon spróbował wyobrazić sobie nieistniejącą krainę, w której język ten byłby językiem żywym i wszechobecnym i tak powstał Federalny Dystrykt Sitka, zasiedlony przez kilka milionów ocaleńców z Holokaustu, w alternatywnej historii, w której państwo Izrael upadło w 1948 roku pod naporem swoich arabskich sąsiadów. Projekt stworzenia żydowskiej enklawy na terenie USA rzeczywiście istniał, jednak stosowna ustawa upadła w amerykańskim Kongresie w 1940 roku pod naciskiem wpływowego deputowanego z Alaski. To właśnie przypadkowa śmierć owego kongresmena stała się punktem zwrotnym, od którego Chabon wywodzi swoją wersję wydarzeń.&lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Jednak &lt;i&gt;Yiddish Policemen’s Union&lt;/i&gt; to przede wszystkim hołd oddany jednemu z ulubionych autorów Chabona, Raymondowi Chandlerowi. Hołd oddany świadomie i z rozmysłem, przy pomocy specjalnie dobranych w tym celu środków wyrazu, nie wyłączając słownictwa i długości zdań. To klasyczny kryminał w najlepszym stylu noir, w którym już na pierwszych stronach pojawia się trup i detektyw, który postanawia tą zagadkową śmierć wyjaśnić. Meyer Landsman, upadły policjant, rozwodnik, alkoholik, obdarzony silnym moralnym kręgosłupem odpowiednik Philipa Marlow’a, to pierwsza z niezwykle barwnych, oryginalnych postaci, jakie pojawiają się na kolejnych stronicach powieści. To właśnie w kreacji postaci ujawnia się, moim zdaniem, mistrzostwo pisarstwa Chabona, który w dosłownie kilku prostych zdaniach potrafi oddać charakter, wygląd, historię swego bohatera, niezwykle plastycznemu opisowi dodając jeszcze bogatą gamę towarzyszących mu zapachów. Nie przeszkadza nam wcale, że postaci są często przerysowane, niemal komiksowe, jak choćby chasydzki rabin Shpilman, najbardziej poważany przywódca ortodoksyjnej sekty i jednocześnie głowa najgroźniejszego gangu na północ od Vancouver, czy szeryf Wilfred Duck, niezwykły Indianin w swoim groteskowym płaszczu, na swoim ukochanym, zabytkowym motocyklu, zbudowanym w pomniejszonej skali, dopasowanej do wzrostu właściciela. Najbardziej udana i niewątpliwie moja ulubiona postać to kuzyn Landsmana, jego życiowy druh i zawodowy partner, Berko Shemetz - ogromny, porywczy potomek Żyda i Indianki, nie rozstający się z repliką słynnego bojowego młota legendarnego wodza Tlingitów, przy tym pobożny, kompetentny i lojalny do końca. Jak już wspomniałem, wszystkie postaci posługują się na co dzień jidysz – książka jest oczywiście napisana po angielsku, jednak roi się w niej od zapożyczeń z tego języka, dla uszu polskiego czytelnika brzmiących zresztą bardzo swojsko. Dodatkową trudność stanowi prowadzona w czasie teraźniejszym narracja, jednak przyzwyczaiłem się do niej i polubiłem już po kilku pierwszych stronach.&lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Związek żydowskich policjantówKryminalna zagadka, choć stanowi oś fabuły, staje się pretekstem do ukazania skomplikowanych relacji głównych bohaterów. Najważniejsze, decydujące właściwie o rozwoju akcji, stają się relacje ojciec-syn. Detektywa Meyera przesiąknięty poczuciem winy i niespełnionych nadziei związek z nieżyjącym Izydorem Landsmanem, skomplikowana relacja Berko ze stryjem Meyera, Hertzem i ta najtragiczniejsza, Mendela Shpilmana, ćpuna, szachisty, niespełnionej nadziei żydowskiej społeczności, z Heskelem Shpilmanem, - surowym przywódcą ortodoksyjnej sekty. Dodajmy do tego jeszcze tęsknotę głównego bohatera za utraconą miłością swojej byłej żony, Biny Gelbfish, obecnie w roli jego wymagającej przełożonej. Wszystko to podlane charakterystycznym żydowskim humorem – ciepłym, z nutką tragizmu w tle – zarówno w opisie, jak i dialogach bohaterów.&lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Tymczasem tło, geograficzne i polityczne, na którym poruszają się bohaterowie Chabona, nie nastraja do żartów. Żydowska enklawa na krańcu świata, w byłej rosyjskiej kolonii na Alasce, różni się od wyśnionej Ziemi Obiecanej, jak tylko można sobie wyobrazić. Zamiast oliwnych gajów mamy śnieg, mróz i niedźwiedzie. A także tubylców, niezbyt przychylnym okiem spoglądających na dziwnych przybyszów i ich potomków. W dodatku nowa amerykańska administracja postanowiła zbić kapitał polityczny na dopilnowaniu, aby tymczasowy status żydowskiej autonomii nie uległ przedłużeniu. Dni mówiących w jidysz osadników są już policzone, zbliża się przesilenie, a atmosferę niepewności potęgują mnożące się dziwne wydarzenia, sugerujące, w zależności od interpretacji, albo zbliżający się koniec świata, albo nadejście długo wyczekiwanego mesjasza. Mieszkańcy Sitki szykują się już do kolejnej tułaczki, a świat nie czeka na nich bynajmniej z otwartymi ramionami. O tym świecie nie dowiemy się jednak zbyt wiele - Chabon nie maluje szczegółowej wizji swojej alternatywnej rzeczywistości, ograniczając się do podrzucania aluzji i pojedynczych faktów, jak np. wzmianki o bombie atomowej, zrzuconej na Berlin, lub przemyconych tu i tam znajmo brzmiących nazwisk polityków czy aktorów.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNGRdtH09gI/AAAAAAAAACQ/kgUJ9xEyzBU/s1600/zzp.jpg" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNGRdtH09gI/AAAAAAAAACQ/kgUJ9xEyzBU/s1600/zzp.jpg" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNGRdtH09gI/AAAAAAAAACQ/kgUJ9xEyzBU/s1600/zzp.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;W tej atmosferze niepewności, unikający myślenia o własnej przyszłości detektyw Landsman prze uparcie ku rozwiązaniu kryminalnej zagadki, z pracą wiążąc swoją ostatnią szansę na przetrwanie i zachowanie człowieczeństwa. Nie jest aż tak przesiąknięty cynizmem jak Philip Marlowe, dręczy go nieustające poczucie winy, ale nie jest sam, zawsze może liczyć na pomoc swoich najbliższych, którzy gotowi są poświęcić bardzo wiele, aby po raz kolejny wyciągnąć go z bagna.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Jest jeszcze jeden wymiar tej książki, o którym chciałbym na koniec wspomnieć, a mianowicie szachy. Dla mnie, od dzieciństwa jakoś tam związanego z królewską grą, lektura &lt;i&gt;Yiddish Policemen’s Union&lt;/i&gt; stała się bardzo osobistym doświadczeniem. Lasker, Tatarkower, Nimzowitsch – przywoływane na kartach książki nazwiska wielkich mistrzów szachownicy poruszały i przywoływały wiele wspomnień, dobrych i złych. Bez problemu byłem w stanie zrozumieć mieszankę miłości i nienawiści, odczuwaną przez głównego bohatera w stosunku do  tej gry. Ten wątek powieści, oparty podobno na osobistych doświadczeniach Chabona, może kogoś zdziwić – zapewniam jednak, że nie ma w nim cienia przesady.&lt;/span&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Więc czytać. Obowiązkowo. I dzielić ze mną radochę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;Michael Chabon, &lt;i&gt;Yiddish Policemen’s Union&lt;/i&gt;, Wyd. Harper Perennial, London 2008; Michael Chabon, &lt;i&gt;Związek żydowskich policjantów&lt;/i&gt;, tł. B. Kopeć-Umiastowska, Wyd. WAB, 2009&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-5388682949835197059?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/5388682949835197059/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/zwiazek-zydowskich-policjantow.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/5388682949835197059'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/5388682949835197059'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/zwiazek-zydowskich-policjantow.html' title='Związek żydowskich policjantów'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNGSgIRTDBI/AAAAAAAAACU/jAJcEDmMmAw/s72-c/ypu.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-6726343097678557604</id><published>2009-05-25T12:41:00.000+02:00</published><updated>2010-11-04T23:13:32.819+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ogrody Księżyca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Steven Erikson'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='fantasy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><title type='text'>Ogrody Księżyca, czyli Czarna Kompania wiecznie żywa</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Nie wiem, jak to się stało, ale dopiero niedawno trafił do mnie egzemplarz powieści, otwierającej jeden z najsłynniejszych cykli fantasy ostatniego dziesięciolecia. Oczywiście byłem w pełni świadomy jego istnienia, ogólnego zachwytu czytelników, a także rozgrzewających internetowe łącza sporów fanów w temacie wyższości Eriksona nad Cookiem. I vice versa. Jeśli chodzi o moje stanowisko w tej sprawie, wszystko wyjaśnia tytuł tej notki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od razu tłumaczę: Erikson rzeczywiście zrzynał na potęgę. Jeśli chodzi o fabułę, &lt;i&gt;Ogrody Księżyca&lt;/i&gt; to praktycznie powtórzona historia Czarnej Kompanii, nieco tylko zmieniona. Jednak dla mnie, niemal bezkrytycznego miłośnika pisaniny Glena Cooka, nie stanowi to żadnego problemu. Wręcz przeciwnie, jeżeli facet pisze to samo i to jeszcze w podobnym stylu, tym lepiej dla niego. Sam bym tak chciał. Poza tym, Erikson nigdy nie ukrywał źródeł inspiracji, a po lekturze &lt;i&gt;Ogrodów Księżyca&lt;/i&gt; wiem już wreszcie, skąd z kolei czerpał pomysły Cook na potrzeby swojej &lt;i&gt;Tyranii Nocy&lt;/i&gt;.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNFJU8WqN0I/AAAAAAAAACE/kRriBjfrRU0/s1600/ogrody_ksiezyca.JPG" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNFJU8WqN0I/AAAAAAAAACE/kRriBjfrRU0/s1600/ogrody_ksiezyca.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Oczywiście &lt;i&gt;Ogrody&lt;/i&gt;… to nie jest po prostu kolejna historia o grupie żołnierzy, wykorzystanych i zdradzonych przez swych mocodawców, którzy spotykają na swej drodze tajemniczą dziewczynę i razem muszą przetrwać ciężkie czasy, żeby w końcu wziąć sprawiedliwy odwet. Erikson stworzył niezwykle oryginalny, wiarygodny świat, zaludniony przez ludzi, inne myślące rasy i nawiedzany przez całą plejadę bogów (starych, młodych, władających mocą ascendentów). Nie jest to miejsce, w którym ateiści czuliby się swobodnie, bo jakiś złośliwy bóg mógłby kopnąć ich w zadek na środku ulicy, albo przynajmniej nawiedzić we śnie i przemówić do rozsądku. Jeszcze ciekawsze są zasady funkcjonowania magii i całego świata czarów, ale nie będę tu zdradzał za wiele – może znajdzie się gdzieś jeszcze jeden miłośnik fantastyki, który &lt;i&gt;Malazańskiej Księgi Poległych&lt;/i&gt; nie czytał. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy więc pasjonującą fabułę, niezwykle oryginalny świat, do tego trzeba koniecznie dodać całe mnóstwo różnorodnych postaci. Od wodzów armii, kształtujących swymi decyzjami granice imperium, po zwykłych ludzi, przypadkiem wkręconych w tryby dziejowych machin. Tu pojawia się pierwszy mankament książki – większość charakterów razi schematyzmem, tylko w nielicznych przypadkach udało się Eriksonowi nadać im więcej głębi i psychologicznej wiarygodności. W rezultacie fabuła staje się przewidywalna i z góry wiemy, kto zachowa się przyzwoicie, a kto nie sprosta oczekiwaniom, kiedy nadejdzie godzina próby. Jak przystało na tak monumentalne dzieło, wszystkich bohaterów, początkowo rozsianych po całym świecie, poznajemy stopniowo w kolejnych rozdziałach powieści, żeby potem ujrzeć ich razem w niezwykle emocjonującym finale, kiedy akcja nabiera naprawdę szalonego tempa. Jak dla mnie, nawet zbyt szalonego. Nierówne tempo akcji to zresztą kolejna z tych rzeczy, co prawda nielicznych,  które mnie w trakcie lektury irytowały. Także wspomniane wyżej bogactwo wątków i postaci może być męczące, ale prawdopodobnie znajduje uzasadnienie w kolejnych tomach cyklu. Na szczęście lekki styl Eriksona, z przewagą dialogów, oszczędnymi acz barwnymi opisami, sprawia, że kolejne strony połykamy bezboleśnie, a apetyt rośnie w miarę jedzenia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście jestem świadomy niemal powszechnej opinii, że &lt;i&gt;Ogrody Księżyca&lt;/i&gt; to najsłabsza część cyklu. Postaram się to w zweryfikować, tym razem spróbuję jednak zdobyć oryginał, żeby się przekonać, jak wiele malazańskie opowieści tracą na tłumaczeniu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: medium;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Verdana;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times;"&gt;Steven Erikson&lt;i&gt;, Ogrody Księżyca, &lt;/i&gt;tł. M. Jakuszewski, Wyd. MAG, 2000&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-6726343097678557604?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/6726343097678557604/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/ogrody-ksiezyca-czyli-czarna-kompania.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/6726343097678557604'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/6726343097678557604'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/ogrody-ksiezyca-czyli-czarna-kompania.html' title='Ogrody Księżyca, czyli Czarna Kompania wiecznie żywa'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNFJU8WqN0I/AAAAAAAAACE/kRriBjfrRU0/s72-c/ogrody_ksiezyca.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7624245099107292380.post-173687698864263522</id><published>2009-05-14T08:39:00.000+02:00</published><updated>2010-11-04T23:11:33.761+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wpuść mnie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='John Ajvide Lindqvist'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='recenzja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Wpuść mnie</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Postanowiłem publikować na tym blogu swoje opinie na temat przeczytanych książek. Przyczyną całego zamieszania stała się lektura wydanej w ubiegłym roku przez Amber powieści Wpuść mnie Johna Ajvide Lindqvista. Ten szwedzki bestseller zyskał już światowy rozgłos, doczekał się także bardzo udanej ekranizacji w reżyserii Tomasa Alfredsona i znacznie gorszego amerykańskiego remake'u.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z horrorem, jeszcze jedną historią o wampirach, tak sugerowałby też krótki opis na okładce. Fani pani Meyer mogą się jednak srodze zawieść, gdyż Wpuść mnie to mocno psychologizująca, realistyczna opowieść o dorastaniu i relacjach międzyludzkich.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNEQBu7QRQI/AAAAAAAAACA/u6R8tgK0KWk/s1600/wpusc_mnie.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNEQBu7QRQI/AAAAAAAAACA/u6R8tgK0KWk/s1600/wpusc_mnie.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Szufladkowanie zostawmy jednak na boku. Dawno nie czytałem tak mocno dołującej książki. Lindqvist, przy użyciu bardzo oszczędnych środków, brutalnie rozprawia się z mitem szwedzkiego modelu państwa opiekuńczego. Oglądana oczyma jego bohaterów Szwecja początku lat 80-tych to kraj wszechobecnej beznadziei, zamieszkany przez ludzi żyjących z dnia na dzień, oderwanych od przeszłości, nie myślących o przyszłości. Ludzi miotających się w bezowocnych próbach nadaniu swej egzystencji jakiegokolwiek sensu, przytłoczonych strachem przed radziecką inwazją, z nieśmiertelnikami pochowanymi w szufladach na wypadek wojny. W ten ponury, pełen hipokryzji, przemocy i alkoholu świat sztokholmskiego przedmieścia wkracza nagle złakniony krwi potwór, uruchamiając ciąg zdarzeń, zmierzających nieubłaganie w kierunku ostatecznej katastrofy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Główną oś fabuły stanowi tworząca się stopniowo więź pomiędzy nastoletnim bohaterem a mieszkającym po sąsiedzku  potworem-dzieckiem-wampirem. Jednak nic nie jest tu proste i jednoznaczne – niespełna dwunastoletni Oskar musi dokonywać życiowych wyborów, mając świadomość, że żaden z nich nie przyniesie dobrych skutków. Tragizm postaci Eli wynika wprost z jej natury. Dobrze obrazuje to padająca w książce odpowiedź na pytanie dlaczego nie ma wielu wampirów – ponieważ większość odbiera sobie życie. I Lindqvist każe nam wierzyć, iż rzeczywiście tak jest.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Powieść nie jest oczywiście pozbawiona wad. Odnoszę wrażenie, że autor często niepotrzebnie epatuje makabrą, moje poczucie estetyki razi też naturalistycznie przedstawiona pedofilska relacja pomiędzy Eli a jej „ojcem”. To trochę tak, jakby Lindqvist nie mógł się do końca zdecydować, czy pisze  klasyczny horror, czy powieść psychologiczną. Niech was to jednak nie zniechęci – jeżeli w ogóle istnieje coś takiego jak egzystencjalny horror, to Wpuść mnie jest jego mistrzowskim przykładem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="line-height: 150%; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: times new roman,times; font-size: small;"&gt;&lt;span style="font-family: 'Times New Roman';"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;John Ajvide Lindqvist, &lt;i&gt;Wpuść mnie&lt;/i&gt;, tł. E. Frątczak-Nowotny, Wyd. Amber, Warszawa 2008&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7624245099107292380-173687698864263522?l=fantasstycznie.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/feeds/173687698864263522/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/wpusc-mnie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/173687698864263522'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7624245099107292380/posts/default/173687698864263522'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://fantasstycznie.blogspot.com/2010/11/wpusc-mnie.html' title='Wpuść mnie'/><author><name>maarcuss</name><uri>http://www.blogger.com/profile/05384875341326765520</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='30' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TN2SZK_Vr9I/AAAAAAAAAGM/258BpjRj1JE/S220/172.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_KWAhV4qMvF0/TNEQBu7QRQI/AAAAAAAAACA/u6R8tgK0KWk/s72-c/wpusc_mnie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
