Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paul W. S. Anderson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paul W. S. Anderson. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 grudnia 2010

Rzycie po życiu

To już trochę odgrzewany kotlet, ale nie mogłem się powstrzymać przed podzieleniem się wrażeniami po obejrzeniu czwartej części Resident Evil. Jest jakaś magia w tych beznadziejnych hollywoodzkich ekranizacjach gier komputerowych, które, choć przynoszą wyłącznie rozczarowanie, to wciąż przyciągają przed ekran. Resident Evil: Afterlife nie jest mistrzem w swej specjalnej klasie, ale przynajmniej nie udaje czegoś, czym nie jest - twórcy filmu nawet nie usiłują markować, że należy w ich dziele doszukiwać się sensu.

Co więc dostajemy w zamian? Półtorej godziny efektów specjalnych, kopaniny, strzelaniny i rąbaniny. Okraszonych widokami zgrabnych kończyn Milli Jovovich. W zbożnym dziele dostarczania widzom wrażeń estetycznych towarzyszy jej Ali Larter, czyli Claire Redfield z RE: Extinction, mnie bardziej znana jako Niki/Jessica Sanders z Herosów. I o tym właśnie jest ten film - o zgrabnych panienkach w typowo męskich rolach, próbujących przetrwać w skrajnie nieprzyjaznym post-apokaliptycznym świecie.

Trochę skłamałem. Jakąś fabułę dostajemy - Milla Jovovich, czyli Alice, wraz z grupką ocaleńców, próbuje dotrzeć do Arkadii, ostatniej ostoi cywilizacji jaką znamy. Na drodze stoi tłum zmutowanych zombie i agenci złowrogiej korporacji Umbrella, o której nie dowiemy się wiele więcej ponad to, że jest złowroga właśnie. Wygląda na typowy survival horror, tyle że RE: Afterlife to nie horror, ale komedia. Chyba. Twórcy filmu od pierwszych scen próbują nas zabawić nawiązaniami do najwybitniejszych osiągnięć popkulturowej kinematografii i telewizyjnych seriali; od Matrixa po ekranizację Władcę Pierścieni. Możemy pośmiać się z niedwuznacznych aluzji do Alienów, CSI Miami, Skazanego na śmierć i wielu innych.

Uczciwość nie pozwala mi doszczętnie zjechać tego filmu, bo bawiłem się na nim całkiem nieźle. Z drugiej strony, sumienie nie pozwala mi go polecić. Nie warto, nawet dla Milli Jovovich, albo efektów 3D (Afterlife był kręcony w tej technologii, nie są one wynikiem późniejszej konwersji). No, chyba że ktoś chce się dowiedzieć, po co samotnej dziewczynie jednodolarówki - wtedy koniecznie powinien obejrzeć.

Resident Evil: Afterlife, reż. Paul W. S. Anderson, Constantin Film 2010